21 marca 2016

Anaboria w słońcu

Personifikowanie słońca przez wszystkie cztery rasy Anaborii, jako bytu transcendentnego i nadprzyrodzonego (ale nie boskiego), wpisuje się w model feuerbachowskiego postrzegania Boga. Otóż, każdy człowiek żyjący na Anaborii, myśląc o nadnaturalnym charakterze słońca - istoty, dokonuje alienacji i przeniesienia swoich wad (w kontekście klimatu danego regionu). W każdej części Anaborii słońce nosi tę samą nazwę: penipu (szachraj; zwodniczy). Mianem tym określa się także wargi sromowe anaborejek. Co jest wspólne dla wszystkich ras, to fakt, że słońce chroni ludzi przed plugawymi istotami Carniborii. Tamtejsze "demony" nigdy nie pokazują się w świetle słonecznym, a wg podań owo światło natychmiast zabija je. Przeniesiony z Europy na Anaborię przez celtyckich druidów Kulty Kobiety O Żyznym Łonie czy rdzenna wiara w trójdzielny zaświat duchów przodków nie opierają się na tym schemacie.




Czarnoskóry mieszkaniec pustynnego Hebanowego Dachu przypisze słońcu brak litości i sadyzm, które są dla normalnego przedstawiciela plemienia odpychające i złe. Na przeciwnym biegunie będzie rosły biały z subarktycznych Mrozostóp, który zobaczy w słońcu kapryśność i lenistwo. Przedstawiciel któregoś z bagiennych plemion M'Głowy powie, że słońce to istota złośliwa i chorobotwórcza. Równinne plemiona Zielonej Piersi widzą w słońcu sprzedawczyka i beztroskę, ponieważ ujawnia ich wioski drapieżnikom i wrogim plemionom. Tak więc słońce nie jest bóstwem, ani nie wpisuje się w historyczne kulty solarne, znane z naszego świata.



Na tak postrzeganą istotę słońca składa się więc wymiar charakterologiczny - przeniesiony z kultur barbarzyńców oraz wymiar quasiduchowy - nie boski, ale i nie ziemski, odległy i poza wszelka interakcją. Na Anaborii nie spotkamy wiary w "sprowadzenie deszczu" bądź "wywołanie słońca". Szamani żyjący w kulturach tak postrzegających słońce nie widzą sensu w zabiegach mających wpływ na pogodę. W całym podręczniku Anaborii i tekstach tutaj publikowanych nie znajdziemy nawet jednej wzmianki o zaklinaniu aury pogodowej. Jeśli gdzieś pojawia się odnośnik w tej materii (np. zabobon z sypaniem soli, by słońce nie ukatrupiło Amada na dalekiej wyprawie), to celem próśb / zaklęcia są duchy przodków. Te maja wpływ na materię i tylko one mogą zdecydować, jaka będzie pogoda w danym okresie. Oczywiście, dla Anaborejczyków jest to mocno absurdalne i tego typu gusła są bardzo rzadkie, a przodków uprasza się o zupełnie inne rzeczy.



W podręczniku wspomnieliśmy o pewnych powolnych zmianach w sztuce barbarzyńców - w malowidłach naskalnych i wanitatywnych. Progres można, bez szkody dla całego obrazu kampanii, rozciągnąć właśnie na słońce. Młodzi ludzie, artystycznie rozwinięci lub myślący odstępczo od utartych norm plemiennych (ale tez bez przesady - anarchia jest równie abstrakcyjna dla nich co MIG-29). Osobiście poleciłbym rozwiązanie w rodzaju neopozytywizmu badeńskiego. Młody człowiek rozumie, że żyje w plemieniu niejako z przymusu, by przetrwać. Musi akceptować normy i rytuały, bo sam za długo nie pożyje poza obrębem wsi. Niemniej, wyjście poza owe normy (szerzej: tradycję) prowadzi wprost do transcendencji. Rzecz jasna, jednostka taka nie wychodzi fizycznie poza plemię, ani nie podkreśla agresywnie swojej odrębności. Paralelnie, jak ma się to ze słońcem - jest gdzieś poza wszystkim dostępnym, a zarazem cechuje się bardzo ludzkimi atrybutami (wspomnianymi wyżej wadami rasowymi). Neopozytywiści badeńscy uważali też, że tworzenie Boga uwzniośla twórcę, pozwala na ogląd źródła - ideału. Tak może mieć się rzecz z młodymi "niepokornymi". W słońcu mogą widzieć ideał, a nie wady. Mogą je bardziej oswoić poprzez nadanie mu namacalnego wymiaru - w malarstwie jaskiniowym.



Claude Levi-Strauss pisał, że zarówno ludzie jak i zwierzęta komunikują się, ale tylko człowiek posiada zdolność nawet diametralnej zmiany kodu, jakim się posługuje. Tak się ma w przypadku istoty słońca, sztuki i ew. "odstępców". Trzeba pamiętać, że w tak skonstruowanych kulturach, jak anaborejskie, nie ma jednak miejsca na emancypację intelektualną. Nie istnieje tu podręcznikowy, franklinowski homo faber. Wiedza (intuicyjna) dostępna jest tylko Szamanom. Kultury barbarzyńców zabijają więc (uzasadniając to przetrwaniem w stadzie) wszystko to, co rozumowe i dedukcyjne. Nie ma potrzeby tworzenia nowych, wymyślnych narzędzi w celu ujarzmienia natury (boskiej samej w sobie). Stąd np. lęk przed metalowymi zbrojami Amazonek. Pozostaje więc tylko instynktowna ciekawość, wiara w zachowawcze, tradycyjne koncepcje "bycia" - tak jest bezpieczniej. W innym przypadku, wyskoki "pod prąd" szybko zostaną zweryfikowane przez banicję z plemienia, a w dalszym toku przez dinozaury, carniborejczyków lub Amazonki.


W trakcie gry nie chodzi o to, by oddać złożoną ideę pejoratywnie spersonifikowanego słońca. Dla barbarzyńców jest to zbyt abstrakcyjne. Wystarczy, że w sytuacjach stresowych, gdy coś nie wychodzi, gracz stwierdził ustami swojego Murzynka Bambo: „kurwa mać, słońce się nade mną znęca, pierdolę, dzisiaj nie robię!”. Typowe zachowanie, ale z głębszym uzasadnieniem. Na sesjach tak pojmowane słońce może tłumaczyć zachowania PC, być dla nich odnośnikiem / wyznacznikiem działań (lub ich braku). Z racji marginalnej roli słońca w kulturach anaborejskich, nie widzę też powodu, by z tym przesadzać. Sędzia i gracze powinni użyć tego elementu jako kolorytu dla swojej rasy – zobaczyć jej wady i czym pogardza. W słońcu. 

---
P. S. Mały pimp eksperymentu w retrograniu. Bartosh RPG zaczął zamieszczać na YT podcasty z sesji OD&D.

2 komentarze:

Bartosh pisze...

Dzięki za podlinkowanie. Nie wychylałem się z tym, gdyż jest to relacja li tylko ze staroszkolnego raczkowania, pełnego błędów i wypaczeń, które potem staram się wychwycić i złapać odpowiedni kierunek. Docieram się dopiero w warstwie warsztatowej i staram się jednocześnie na nowo uformować graczy, którym początkowo pewne trudności sprawiała konieczność przestawienia się na inny styl rozgrywki.
W razie przesłuchania prosiłbym oczywiście o konstruktywny komentarz. Nie należę do jednostek obrażalskich i można po mnie jechać, jeśli poziom degrengolady przekroczy akceptowalne normy.

Ojciec Kanonik pisze...

Jasna sprawa, Key mówił że też rzuci uchem, więc może on albo ja wkrótce coś napiszemy.