22 kwietnia 2016

David Hargrave: hobbysta z zewnątrz

Wróciłem po latach do studiowania postaci Davida Hargrave'a. Odkąd tylko usłyszałem o jego Arduin (w 2006 roku), facet stał się moim numerem 2, po Arnesonie, jeśli idzie o historię hobby RPG. Tu nawet nie chodzi o dorobek, chociaż jego wariant (o wariantach też można napisać niezłą rozprawkę) OD&D był jednym z najpopularniejszych w 70's. Chodzi o sam fakt, że był to człowiek "z zewnątrz", spoza fandomu. I był też pierwszym, szeroko i namacalnie (w sensie heurystycznym), najlepszym warsztatowo REF tamtej dekady. Był przykładem, że nie trzeba tkwić w którymś z ośrodków fundomicznych (Geneva / Minnesota), by stworzyć coś zupełnie nowego i innego.

Po tej dwójce nie było długo nic (z całym szacunkiem dla Warda, Perrina i Stafforda). Na trzecie miejsce wskakuje David "Zeb"Cook i jego magnum opus: AD&D 2E. Cook potwierdził swoją klasę koordynując i projektując megamagnum opus AD&D Planescape. Co ciekawe wszyscy trzej zawsze byli swego rodzaju "wyrzutkami" w oczach Gygaxa i jego wyznawców. Arneson wiadomo - wróg #1. Hargrave - dziwak i zbyt spontaniczny i niechlujny dizajner. Zeb - jak nazywa się go w OSR - "Niszczyciel" koncepcji gygaxianizmu stosowanego. OSR-owcy zdają się przedziwnie niepamiętać, że Cook, to nie tylko 2E, ale wiele klasycznych publikacji RPG-owych (seria Slavelords, Isle of Dread, howardowskie Dwellers of Forbidden City, Oriental Adventures, Conan the Barbarian RPG czy Star Frontiers RPG). Kompletnie nie rozumiem tego hejtu, no ale ja nie OSR-owiec.

Wracając do Hargrave'a. Postać niesamowita, traumatyczna i zwichrowana, a zarazem wizjonerska i twórcza. Arduin doczekała się kilku edycji, chociaż żadna z lat 80+ nie umywa się do pierwszych Grimoire. Dave był na tyle "niepoukładany", że zwątpił weń jego kolega, Greg Stafford. Zamiast jego wariantu OD&D, wybrał poukładany wariant OD&D Perrina, na uciągnięcie jego autorskiej etno-fantasy, Gloranthy. Panowie, chociaż obeszło się bez sądu, przestali ze sobą na chwilę rozmawiać, ale wrócili już w latach 80-tych, na terenie Call of Cthulhu do znormalizowanych kontaktów. Pisałem o tym tutaj.



David widział całe możliwe gówno tego świata służąc jako filmowiec na linii frontu w Wietnamie w latach 1964-1970. Była świadkiem nie tylko bestialskiej rozwałki natywnych przez US Army, ale i sfilmował większość swoich kolegów, pakowanych w całości lub częściach do plastikowych worków. Był kilkakrotnie ranny, stracił spory % słuchu i niezbyt dobrze widział. 6 lat na totalnej rozpierdolce, często we flakach, o głodzie i w smrodzie ciał zjaranych napalmem robi swoje. On musiał to wszystko filmować.

Nie chcę bawić się w tym miejscu w psychoterapeutę (wiadomo, to nie nauka tylko New Age, jak cała psycho"logia"). Nie sądzę, że jego zwrot ku grom, po przejściu do cywila, był formą eskapizmu. Życie nie jest takie proste, jak tłumaczy cała masa gównianych ludzi od Porażki-Nauki-Freuda wzwyż. To był człowiek silny, bezkompromisowy i charyzmatyczny. Nie jakiś tam zahukany nerd-buntownik z kwiatami we włosach czy irokezem. Dla niego walka w RPG, co często podkreślał, była ostateczną opcją rozwiązania problemu. A bitki w Arduin jeszcze bardziej mordercza, niż w bazowym OD&D. Jak kiedyś tu napisałem, ad śmierci w grach typu roguelike:

Każdy, kto grał w Arduin wie, o co chodzi, gdy umiera się z powodu wykrwawienia po odciętej kończynie, gdyż na szybko transplantowana przez drużynowego Techno kończyna kobolda była za mała.
Nie dziwię się, że Stafford, zauroczony "realizmem" i charyzmą / fejmem Davida, chciał pierwotnie wykorzystać ten wariant OD&D jako engine dla Gloranthy. Tyle, że czasy poszły już trochę do przodu, a Arduin wciąż (na szczęście dla obu stron i każdego retrogamera dzisiaj) tkwiła w czasach proto-D&D. Dzięki temu powstał BRP i Arduin, jak dwie osobne, ważne gry FRP.

David odszedł wcześnie, w 1988 roku. Rak wywołany był długotrwałym wystawieniem organizmu na działanie Agent Orange oraz "lovecraftiańskim" stylem odżywiania się. Dochodziły do tego traumatyczne przeżycia wojenne, depresja i nerwica. 

Wpłynął w istotny sposób na wiele aspektów RPG (chociażby ideę spell points, gurpsowe quirks i naprawdę masę innych rzeczy). Dla mnie #2, z ogromnym wpływem na Whitelion.

Człowiek z zewnątrz.

2 komentarze:

Robert pisze...

Ostatnio zacząłem poczytywać Arduin (póki co przebijam się przez pierwszy grimuar). Inspiracje na Inspiracjach są dostrzegalne :-)
Co mi się podoba, to język, jakim został napisany tekst. Żywy, z jajem, pełen anegdotek i przykładów z sesji, momentami na ostro się kręci (np. wyzywanie od idiotów graczy, którzy strzelają do grupy walczących). W niczym to nie przypomina ugrzecznionych podręczników z późniejszych lat, nudnych jak instrukcja pralki. To się po prostu fajnie czyta. Z lektury wyłania się gość o wielkiej wyobraźni, który naprawdę miał to przemyślane i sprzeciwiał się trendowi przekształcającemu hobby w korporacyjny biznes.
Mechanika jednak trochę zbyt skomplikowana, a na obecną chwilę jaram się "lekkością" 3LBB. W każdym razie od razu widać, skąd się wziął RQ / BRP.
Wadą jest na pewno brak korekty (Hargrave wspomina we wstępniaku o problemach z wydawcą) i przez to masa literówek. No i podobnie jak z OD&D treści są rozsiane po książeczce i wielu rzeczy trzeba się domyślić. Początkowo strasznie mnie to wkurzało przy lekturze 3LBB. Ale wiecie co? Zacząłem się w tym rozsmakowywać.
Widziałem, że jest coś takiego jak The Complete Arduin - warto?

Ojciec Kanonik pisze...

Nie bardzo, Compleat jest osobną grą z późniejszych lat. Ostatnią jest Arduin Aeternal, będąca bliżej Grimoirom. Sporo rzeczy zniknęło z oryginalnego ducha w Compleat, w sumie jest to najgorsza wersja Arduin. Ostatnia, w miarę sensowna edycja to Arduin Adventures.