27 kwietnia 2016

O nazewnictwie w retrogamingu

Co jakiś czas powraca wątek, że tego czy innego, współczesnego terminu nie ma w starych podręcznikach z lat 70-tych. Np. sandbox czy dungeon crawl. To trochę tak, jakby zarzucać scholastykom, że nie posługiwali się pojęciami mediewistyka czy heroengeschichte. Albo inaczej, w 3LBB nie występuje ani razu termin w stylu role-playing games czy Dungeon Master. Współczesne, portierniano-gitowe wątpię-więc-jestem, swego rodzaju postawa zaściankowa i z dupy, powinna więc wyeliminować jakieś k6 fundamentalnych RPG-ów z lat 70-tych, jako gry nie z gatunku role-playing. Totalnie zjebane argumenta, ale... Read on Gentle Reader!


Sandbox, dungeon crawl, hex crawl, point crawl
Pierwsze pojęcie przeniesiono zupełnie niedawno, z gier komputerowych. Jest to wytrych słowny, skutecznie niwelujący nadprodukcję literówek. Wyobrażacie sobie tekst, w którym co kilka zdań, jak mantra, pada zlepek: Dungeon - Town - Wilderness Adventures? Bo ja nie. A tak powinien wyglądać tekst heurystycznie i stylistycznie wierny tamtej dekadzie. Sandbox zupełnie wystarczy. Jest dookreślony i wyczerpująco opisuje model grania w stare RPG. Nieograniczona swoboda (dużo większa w RPG, niż komputerówkach), losowość i (w teorii) nieskończoność bytów. A że wziął się od Infiniminera, Darklands czy Dwarf Fortress? Who cares?

Trzy kolejne to już nowomowa. I, w moim mniemaniu, niepotrzebnie fragmentuje coś, co zostało opisane jednym terminem, prosto i skutecznie. Zbędne zamulanie dobrego dookreślenia. Od zawsze powtarzałem: "nie mnóżmy bytów ponad potrzebę". Np. Planety czy innych miszczowskich agregatorów nad Blogi RPG. Efekt mówi sam za siebie.  


Role-playing games / Dungeon Master
Ciesielski, jak wiele razy pisałem, przetłumaczył to zgrabnie na gry fabularne, ale nijako, jeśli idzie o te gry w swoich pierwotnych postaciach. Jasna sprawa, 1/4 gier RP z lat 70-tych zaczynała eksperymentować z formą dookreślonego scenariusza (RQ, Space Patrol, Vietnam), stawiała na dynamikę i rozwój konkretnej, preskryptowej fabuły. Ale to była mniejszość. Nikt wtedy nawet nie myślał o rozpisywaniu scen, chronologii akcji czy innych współczesnych  debilizmach. Dominowała forma modułu, statycznej, ale dość otwartej lokacji - jedynego sposobu zapisu pomysłów, który można było jakoś sprzedać. 

Poza tym, Ciesielski pisał o grach od połowy lat 80-tych. Po chuj więc używać jego tłumaczenia w stosunku do gier, których (podobnie jak ekipa MiM) nawet nie znał? Czyli inna bajka, inne gry. Totalnie nie moja broszka. Nazwał więc, całkiem trafnie, gry nowoszkolne, jako te, które polegają na konstruowaniu fabuły. Chuj, że starsze RPG nie miało z tym za wiele wspólnego, bo fabularnie jest postfacto, a nie a priori. Każdy z IQ większym niż Kronki i kojarzeniem następującej po sobie faktografii zajarzy, że owe gry fabularne, to trochę coś innego, niż gry w odgrywanie ról. Wiem, źle to brzmi, ale jest miarodajne. Wystarczy sięgnąć do źródeł (bynajmniej nie do popłuczyn w stylu Pighammera 1E).

I te wszystkie przydomki dla zwykłego Prowadzącego / Sędziego. Niby nic, ale w toku "rozwoju" hobby (raczej biznesu) popierdoliły całkowicie rolę, jaką pełniła osoba prowadząca. Stała się jakimś miazmatem, typem od wkuwania czyichś scenariuszy wydarzeń, pierdoleniem wyników kości, głównym Towarzyszem Doprowadzającym, np. takiego chujowego Liczmistrza czy Ravenloft do końca, choćby nie wiem co. 

Role-playing games nie pada ani razu w 3LBB i suplementach. W EoPT, Castle Keep, T&T też nie. I?


Symulakry, retroklony i retrogry
Pojęcia używane naprzemiennie w zachodnim OSR. Zwykle są to ludzie wychowani na Red Boxie Mentzera i AD&D, jak ja. Zanim nastała na to "moda", całkiem dobrze, na zasadzie terminu sandbox, funkcjonowały owe rozróżnienia i dawały proste narzędzie językowe pomiędzy tym, co ujawnił Turney czy "Zeb", co wydał Proctor i czym jest X-plorers. Dzisiaj czytam, że współcześnie zrobiona gra [bez linku], przy jakimś tam moim udziale, to RETROGRA! No ni chuja. Autora nie było wtedy na świecie, a ja, nie miałem nawet sensownej świadomości (pomijając Żelazną Kurtynę), żeby napisać RPG w latach 70-tych. Bzdura goni bzdurę

Rozmycie tych bazowych pojęć, jak widać nie tylko w PL, ujemnie wpłynęło na całokształt zjawiska retrogamingu. Mówiłem: stay on path! A gdzie tam... 


Oracle Dice & Światopogląd
Śmierć Gygaxa dała impuls do założenia i poszukiwania na blogach masy pierwocin z historii RPG. Zupełnie innych, niż przyzwyczaił Was do tego MiM ze swoim Żenuahammerem i inne mało znaczące faux pas hobby. Maliszewski napisał tekst "Oracular power of dice". Chodziło o pewien manifest obiektywności. Z kościami się nie żartuje, wyniki są święte, nie cheatujemy. TPK? Ok! Jakoś w tym czasie (~2008) przekułem to na termin Oracle Dice. Nie wiem, czy ktoś jeszcze z tego korzystał, nie obchodzi mnie to kompletnie. Podobnie jak współczesne pojęcie sandbox, w prosty sposób oddaje ducha roli kostek na sesji. Sędzia ma rozsądzać, słuchać graczy i rzucać. Nic więcej i nic mniej.

Światopogląd to osobna bajka. Zniesmaczony MiM-owskimi bredniami i dywagacjami nad ilością aniołów mieszczących się na główce szpilki, stosowałem (jak 99% ejdiendowców w latach 90-tych) termin charakter. Tyle, że na dłuższą metę to nie grało (charakter to np.: leniwy, gnuśny, odważny). Temperament jest jeszcze bardziej z czapy (sangwinik, flegmatyk, choleryk?). Nastawienie jednego z "omnibusów" MiM: wrogie? przyjacielskie? obojętne? Brniemy w tym momencie w gówno, drodzy Państwo. Jak za czasów MiM w latach 90-tych. 

Miszcz Sandbox 90 przyczepił się kiedyśtam, że rzekomo WYMYŚLIŁEM termin światopogląd. Niczego takiego nie wymyśliłem, jeno stosowałem ów termin, od połowy tamtej dekady do dziś, bo czułem, że alignment jakoś jest wpisany w wizję kosmosu Moorcocka i AD&D. Przynajmniej z tego, co w połowie tamtej dekady czytałem ad RPG spoza superzajebistego MiM. Jak zacząłem grzebać dalej, poza portierowym, niemiarodajnym Whorehammerem, znalazłem, że i P. Anderson gra tu unisono z w/w fantastą. Światopogląd, przy prowadzeniu OD&D jest więc terminem wiernie odtwarzającym źródła literackie, całościowym oglądem na otaczającą rzeczywistość. No, ale to się w retoryce MiM i post-peerelowej polskiej szkółce sandboxów 90's nie mieściło, widać. Termin funkcjonował w czasach sprzed gygaxiańskiego rozdziału Społeczeństwo / Etos. Był całościowym, kosmicznym ujęciem perspektywy widzenia kmiota, tzw. Awanturnika. Dzięki tym dwóm Mistrzom literackim i 3LBB, wziętych razem do kupy, wszystko staje się jasne i osadzone w ówczesnym kontekście literackim.

P. S. Chciałem coś napisać o niestosowaniu przeze mnie megachujowych spolszczeń Bohater Gracza / Bohater Niezależny, ale chyba nie ma sensu. Postać Gracza (PG), jeszcze jakoś brzmi, jest lepsza od PC. Ale żebrak - żul, BOHATER Niezależny? Buahahaha.


Thank You very much guys, I'm off bloggin.

6 komentarzy:

Radosław Czerniak pisze...

łOjciec ale musicie przyznać że Bohater Niezależny ma zafajny akronim, tj. BeN.
No i mas minusa, że nie wspomniałeś wyśmianej tu i ówdzie pci (płci) :P

Ojciec Kanonik pisze...

Nie ma, wolę NPC. O wymianie sex na gender pisałem 7 lat temu, nie wiem jak to się przekłada na RPG PL, nie kumam dowcipu ;P

http://bialylew.blogspot.com/2009/05/lets-talk-about-sex.html

Ojciec Kanonik pisze...

A jak chcesz Radku koniecznie pisać po wiejsku to: Łojciec Kakurwacośtam. Fajny akronim to THAC0.

Oel pisze...

Chyba Ojciec przesadzasz z tym BeeNem. Taki z niego bohater, jak z 'bohatera' pierwszo- czy drugoplanowego w filmie. Genezy tego określenia szukałbym np. w literaturoznawstwie raczej, niż w próbie uheroicznienia RPGów. Chociaż, tu mogę się mylić.
Mistrz Gry brzmi już trochę gorzej, bo faktycznie sugeruje jakąś wydumaną rolę, ale ten zwrot - czy nam się to podoba, czy nie - funkcjonuje jako związek frazeologiczny. Nikt go nie wymawia z czcią przecież. Słyszałem kiedyś (koniec lat 90.) jak dwóch kolesi rozmawiało sobie, "byłem dzisiaj u mojego Mistrza Gry i pożyczył mi klaser ze znaczkami" A drugi: "mój Mistrz Gry puszcza samą ciężką muzę na sesji". Czy coś w ten deseń, nie pamiętam. Zupełnie, jakby gadali o fryzjerze, czaisz? Nie chodziło im ani o żadnego 'mistrza', ani nawet o żadną 'grę'. Ktoś to wymyślił, tak się utarło i cześć.

P.S. THAC0 to zdecydowanie nie jest dobry akronim! Kiedyś wybiłem sobie przez to dwie jedynki (po zjedzonej czekoladzie z orzechami). Do dziś mam uraz do AD&D.

Ojciec Kanonik pisze...

Utarło się, ja nie używam i wszyscy szczęśliwi ;)

Co do mojego PiSa jeszcze, uheroicznienie na pewno jest w przypadku BG. Często natykałem się na "przecież to są w końcu bohaterowie!". Paradoks.

P.S. THAC0 to zdecydowanie nie jest dobry akronim! Kiedyś wybiłem sobie przez to dwie jedynki (po zjedzonej czekoladzie z orzechami). Do dziś mam uraz do AD&D.

:D Ja też!

Casualowe laski, jak słyszały, że jestem Mistrzem / Strażnikiem / Reżyserem / Animatorem czegoś-tam zawsze miały ciśnienie na vagina dentata. Współczuję innych doświadczeń ;D

Ojciec Kanonik pisze...

Dygresja: świetny i chyba pełny zbiór retroklonów http://taxidermicowlbear.weebly.com/dd-retroclones.html