25 kwietnia 2016

Werbunek, rasy i formacje Najmitów w 3LBB

Ponownie odkryłem, że jedna wskazówka, w właściwie cała inspirująco napisana procedura, gdzieś mi uciekła, ale przy n-tym czytaniu 3LBB wskoczyła na miejsce. Zasady i wszystkie ceregiele nabywania usług Najemników.

Pierwsze, o czym zapomniałem, to ilość złota, jaką trzeba zapłacić za samo poszukiwanie. Jest b. wysoka. Oprócz tygodniowych wydatków na poszukiwania (100 - 600 GP), gracze muszą zadeklarować jak i gdzie to robią. Czyli jest tu wskazówka, że już samo rozkręcanie werbunku wymaga myślenia, sprytu i odegrania ról. Sposobów jest wiele: ogłoszenia na słupach czy tablicach, posłańcy do Elflandu czy Kraslandu (jeśli szukają takich Najmitów), znajomości, przekupstwo, pytanie w podejrzanych miejscach, jawne wydzieranie się na rynku, itd. Możliwości jest sporo.

Ten element, wg mnie, nie zawsze musi być wypełniany "proceduralnie", traktowany jak inne rzeczy między wyprawami. Czyli wygląda to tak: wyjście z lochu czy Dziczy / odpoczynek i leczenie / ew. levelowanie / ew. zmiana roli przez Elfa / ekwipowanie / zbieranie plotek / werbunek -> kolejna przygodo-wyprawa. Gracze za każdym razem ekwipują się, zbierają plotki, badają teren - wystarczy. Dorzucając tak rozwiązany werbunek, wydłużymy przygotowania do wyprawy o jakąś godzinę albo i więcej. Oczywiście, od czasu do czasu można pobawić się w odgrywanie pomysłowych werbowników, byle nie za często.

Gdy gracze wydadzą złoto i przedstawią jak i kogo chcą zwerbować, REF ustala szansę % (uzależniona od typu miejsca, populacji, odległości, rasy, typu formacji wojskowej czy bezpieczeństwa terenu) na to, że PC znajdą tylu i takich Najmitów, jakich chcieli. Co ciekawe wybór jest całkiem spory. W sumie bez zbytniego uszczegóławiania (jak pisywałem w innych notkach w tym temacie) otrzymujemy wszystko to, o czym było pisane chociażby na Inspiracjach: od najtańszych Normalsów (Non-Fighter; czyli każdy, kto nam przyjdzie do głowy), przez ciężkozbrojną kawalerię, po któregoś z unikatowych i super drogich Specjalistów.

Ceny uzależnione są więc od formacji / typu Najmity, od jego rasy oraz czy jest piechurem, jeźdźcem czy Specjalistą. Formacji jest kilka, sam wywaliłbym Longbowmana lub Archera, bo bezsensu się powielają. Z drugiej strony Archerem może być Elf, więc chodzi tu pewnie o jakiegoś mobilnego, nieopancerzonego zbytnio typka z krótkim łukiem. I tu mamy niespodziankę. W bazowym świecie OD&D, jedną z 4 ras najemniczych nie są Hobbity, a Orki!

Kiedyś mnie to zaskoczyło, zastosowałem i od razu pożyczyłem na chwilę greyhawkowe pół-orki do Lwiego Królestwa, jak jeszcze tkwiło na Ciemnej Stronie Księżyca (lata 2002-2007). W najstarszej wersji, pod AD&D (1995-2001), było zbyt heroic i pinky, więc taki myk by nie przeszedł. Później kompletnie zapomniałem o Orkach - Najmitach, pół-orki nie były mi już potrzebne, a to właśnie było świetne uzasadnienie dla ich egzystencji. Plus, machlojki Królowej Li, która miała całe "fabryki", w których ludzkie kobiety były gwałcone prze owych orczych najemników, by stworzyć dla niej tępą, posłuszną i silną armię. W teraźniejszym okresie Whitelion (2009+) istnieją tylko czyste Orki, nie krzyżują się z ludźmi, tak jak ludzie nie krzyżują się z Elfami, ale jak najbardziej przywracam ich w szeregi Najmitów. 

Świniogębego może nająć tylko chaotyczny Awanturnik (zrozumiałe, bo jest to wyjście poza porządek cywilizacji, przedstawionej w 3LBB). Koszt Orka nie jest duży (jak ML i jego ogólna wartość bojowa): Light foot 1 GP, Heavy foot 1,5 GP, Archer 3 GP. Najtańszy wariant jest jednak w cenie Normalsa, więc dużo bardziej się opłaca (bo to jednak lekkozbrojny), a i nie podkurzymy zbytnio miejscowych władców, przetrzebiając populację poddanych im ludzi. Ork jest najczęściej spotykaną rasą najemnika po człowieku. Ciekawie może to rozwinąć kampanię, jak i samą rasę orków (dlaczego się im na to pozwala? od kiedy to trwa? mają jakiś ukryty cel? co na to orczy wodzowie? jak je wpasować w obraz miasta?).

6 komentarzy:

Bartosh pisze...

Mnie bardziej jara struktura społeczna orków i to jak bardzo kładzie się nacisk na międzyplemienne niesnaski. W kontekście tekstu ciekawy byłby rzut odnośnie tego czy nowy nabór orków nie ma przypadkiem na pieńku z najętym wcześniej. W ogóle opcja mieszania się w sprawy poszczególnych plemion, dozbrajania ich, wspierania logistycznego i militarnego, zachęcania do sojuszy lub podstępnego zrywania ich. W takie coś chętnie bym pograł lub przy czymś takim sędziował.

Ojciec Kanonik pisze...

Pomysłów jest wiele, co do orków. Plemienność i antagonizmy były wałkowane jeszcze w latach 90-tych, w AD&D, tylko jakoś mało kto, to zauważył.

W takie coś chętnie bym pograł lub przy czymś takim sędziował.

Mogłeś wrzucić do swoich sesji Original D&D ;P

Shockwave pisze...

To jest motyw, który mocno zwrócił moją uwagę podczas lektury książeczek, kiedy w końcu przesyłka z nimi do mnie dotarła. Szczerze mówiąc jest bardzo fajny, pokazuje że gracze wcale nie muszą być jakimiś obrońcami i orędownikami Ładu, ale mogą równie dobrze być poddani Chaosowi i szczać na cywilizację.

Szczerze mówiąc to ten fragment wydaje mi się być mocno inspirowany Tolkienem i jego wizją orków - lekka piechota, ciężkozbrojni i łucznicy, zero kawalerii i specjalistów. Wydaje się to przeczyć twierdzeniom pewnych grognardów i retrogamerów, że Tolkien nie miał żadnego wpływu na OD&D, lub był on niewielki, chodziło o ściągnięcie fanów Śródziemia, albo o płacze Erniego i innych dzieci. W przypadku hobbitów to jest jeszcze do obrony (praktycznie nie ma o nich słowa później, a sam opis rasy/klasy jest bardzo... ambiwalentny - zawsze miałem wrażenie, że w zdaniu Should any player wish to be one była lekka nuta niedowierzania i kpiny, bo któż miałby chcieć być czymś takim?), ale najmici to już poważniejsza sprawa i dotykamy tutaj trudniejszych wątków. W sumie nieważne, to tylko tak na boku.

Motyw zarządzania orkami na wyprawie jest IMO zajebisty, są tani jak barszcz, ale za tą taniochą musi iść jakiś minusik. Może są cholernie niezdyscyplinowani? Lubią Rabować, Palić i Gwałcić ponad miarę? Częściej łoją się między sobą o łupy? Muszą być ciągle zajęci napadaniem, bo wyrzynają się wzajemnie? Opis w AD&D, gdzie też ich można najmować, wydaje się sugerować, że tak to właśnie miało wyglądać - tylko, że AD&D dało ciała ze zbyt dużą ilością szczegółów i zmniejszeniem karności orczych najmitów, gdy nie dowodziły nimi inne orki. Mroczny Fighting-Man bądź Magic-User dowodzący kompanią orków to fajny patent na kampanię - ciągłe poszukiwanie zasobów dla żarłocznych poddanych i odwracanie ich uwagi nowymi podbojami sprawiają, że gracze i ich ekipa stają się raczej bandą bandytów, niż awanturników (to chyba tak mogło działać w kampaniach z kilkudziesięcioma graczami). Znacznie szybciej i łatwiej też zmontować sobie całkiem pokaźną watahę rzeźników - czyli wskazówka, że ci "źli" mają łatwiej i może warto zagrać sukinsynem.

Ojciec Kanonik pisze...

Niezłe przemyślenia.

Tolkien - kasa i moda. Opinia o wpływie jak najbardziej poprawna, są to tylko elementy, w trzewiach siedzi amerykańska pulpa, nie Śródziemie. Zresztą krok z powplataniem twórczości Tolkiena był jak najbardziej logiczny, nie tylko ze względów ekonomicznych, ale i merytorycznych. Chłopaki ładowali wiele systemów mitologicznych, realnych (greckie, celtyckie, arabskie, itd.) i fikcyjnych (Burroughs, Moorcock, Dunsany, itd.), więc czemu nie Tolkien?

Te ekipy z orkami - ano, bardzo fajny patent. Pojawia się masa nowych możliwości, pomysłów na rozwój kampanii. Jak rekonstruowałem niedawno zagadnienie niewolnictwa w czasach przed wydaniem OD&D, od razu pomyślałem o tych orkach. W sumie nieźle to musiało współgrać. Zniewolone orki, albo niewolnicy jako waluta za usługi całych plemion świniogębnych. Z wargamerskim dodatkiem w postaci bestiariuszowych wstawek composition of force przy niektórych mobach wychodzi naprawdę dobre, bogate tło.

Robert pisze...

Dziwi mnie tylko ta niska cena usług najmitów - 1-5 g.p. za piechura miesięcznie?! To sugeruje jakieś ogromne rezerwy demograficzne. Z drugiej strony ogranicza to nieco stosunkowo wysoka cena agitacji / poszukiwań. W mojej kampanii najmici służą za 5-15 g.p. za tygodniową wyprawę, płatne z góry. Z kolei na agitację schodzi dużo mniej. Ponieważ odsiew zaciężnych jest ogromny, ceny stopniowo rosną. Chyba trzeba pomyśleć o reprymendzie od władcy za przetrzebienie populacji baronii...

Mam pytanie do akapitu Land Combat (Vol. III, s. 25). Chodzi o rozgrywanie bitew? Rozumiem to tak, że tabela z Vol. I zastępuje wówczas tryb Man-to-man-melee z Chainmail, a "hit" oznacza pokonanego. Rozegrałem w ten sposób jedno starcie i sprawdziło się dość dobrze.

Co do orków stwarza to szerokie pole interpretacyjne - wysokopoziomowy mag na czele armii orków to oczywiście Saruman. Ale w sumie dlaczego nie miałoby to oznaczać, że orkowie też mogą mieć klasę i poziomy? Ci F-M i M-U, którzy nimi dowodzą, to mogą być herosi plemienni, co otwierałoby tym samym klasę/rasę orka dla PC (niekoniecznie półkrwi).

Ojciec Kanonik pisze...

Koszt samego rozkręcania naboru likwiduje wydrenowanie populacji. Nie zapominaj też, że nie jest to automatyczne, REF musi założyć szansę % na zdobycie poszukiwanych najemników. To nie takie proste.

Land Combat jest przykładem, jak Gygax motał się między nieprzystającą mechaniką Chainmail a arnesonowskim Alternative Combat. On nigdy nie zrozumiał, że HP to nie "punkty życia". Duże bitwy rozgrywam normalnie, za pomoca miarki i figurek, bez udziwnień narracyjnych. Jak u Ciebie sprawdza się tamta wskazówka, to ok.

Orki. Temat musiał być mocno eksploatowany u Gygaxa, stąd krzyżówki półrasowe. Poza tym, nik nam nie zabrania modyfikowania statów jakiejkolwiek istoty. Zerknij do Greyhawka i Tricks & Traps EGG-a. Świetny przykład na otwartą formę mechaniki oryginalnego D&D. U mnie jeden kumpel sto lat temu powrzucał gobliny z HD losowanymi d6. Jatka i zaskok były przednie. :)