7 czerwca 2016

Pustkowie Piktów - O Krok Od Zguby

Blitz-sesja [z oficjalnego źródła wiem, że grana w plenerze ;) ]. Krótki wypad w Dzicz, całkiem klimatycznie zakończony. Mogło być naprawdę źle... Na końcu raportu, jak zwykle dobre "Okiem Sędziego". Polecane: znakomity tekst o Strategy & Tactics na blogu Błekitny Świt, Tow. Sekretarza KC.


Malwina (AŁ) – b. piratka rzeczna

Baltazar „Czarny Rycerz” (MT) – ciężkozbrojny weteran

Cedrik (RL) – b. cyngiel mafii


NPC
Hans – tropiciel
Alan – topornik
Mataias – włócznik
Sebastian – łucznik


Do Malwiny dołączyli Baltazar – krzepki, choć wyjątkowo niezdarny (STR 15, CON 14, DEX 5), zakuty w czarną zbroję płytową i hełm garnczkowy wojownik z mieczem dwuręcznym. Walczył już z Piktami na południu, i poznał ich język i zwyczaje. To właśnie wtedy przezwano go Czarnym Rycerzem. Trzeci towarzysz to Cedrik – typ spod ciemnej gwiazdy, wielkomiejski silnoręki (STR 15) łotr, który zabijał ludzi za pieniądze, ale zawalił ostatnie zlecenie i dał dyla na pogranicze. Malwina opisała nowym kumplom tragiczne losy poprzedniej ekspedycji. Pamiętała, że biedny Mariusz miał przy sobie banknot, uprawniający do pobrania kilkuset złotych monet z depozytu w forcie w Scandavii. 

Zdecydowano o wyprawie w celu odszukania dobytku, który mógł zostać uniesiony przez małpoluda do jego leża. Zaciągnęli tych samych najmitów, co ostatnio, suto opłacili tropiciela, który zgodził się odszukać dla nich ślady małpoluda. Przepłynęli rzekę, ukryli łódź w szuwarach i ruszyli w dzicz. Tropiciel pewnie prowadził grupę. Pogoda z początku sprzyjała, potem się popsuła – lał deszcz. Jednego dnia wypatrzyli dwa wylegujące się tygrysy szablozębne. Nie udało się obejść zwierząt bez zwrócenia ich uwagi, jednak smilodony nie były zainteresowane pożarciem śmiałków. 

Drugiego dnia miała miejsce nieprzyjemna przygoda. Otóż Baltazar wyciągał koc z plecaka, gdy wtem cofnął się przerażony i cisnął tobołek – ze środka wypełzł wąż! Czarny rycerz miał szczęście – nie został ukąszony. Chwilę potem Cedryk rozsiekał gada.

Trzeciego dnia na polanie natrafili na kamienny posąg, wraz z cokołem mierzący blisko 10 m. Była to mocno już naznaczona zębem czasu figura przedstawiająca… Reptilianina! Śmiałkowie obeszli i wdrapali się na cokół, ostukali ściany, generalnie przeszukali miejsce. U stóp posągu natrafili na stertę ludzkich kości, połamanych i ogryzionych. Cedrik tylko wypatrzył ścieżkę odbijającą na południe, a prowadzącą na polanę. Jednak żadnych śladów – deszcz zmył wszystko.

Następnego dnia odnaleźli miejsce kaźni Mariusza i Maximusa. Tropiciel był pewien – nie ma tropów małpoluda. Grupa postanowiła kontynuować marsz niezmiennie w kierunku zachodnim. Wkrótce dotarli do wielkiej rzeki! Byli pewni, że się nie zgubili i nie wrócili nad Rzekę Gromu – kolejna wielka rzeka płynęła przez puszczę ok. 40 km na zachód od Novum Castrum III. 

Ruszyli w górę jej biegu i rozbili obóz. Kończyły się racje, Malwina planowała cały następny dzień łowić ryby w rzece. Tymczasem w nocy obozowisko zaskoczyła grupa 30 Piktów. O dziwo nie chcieli z miejsca zatłuc śmiałków. Baltazar zaczął paktować – jako jedyny znał język, a do tego ma łeb na karku i gadane (INT 14, CHA 15). Przeprosił za najście i obiecał opuścić teren tak szybko jak to możliwe. Udało się jakoś przekonać Piktów, którzy odeszli, grożąc jednak śmiercią przy następnym spotkaniu.

Skoro świt obóz został zwinięty i ruszono z powrotem. Podczas jednej z nocy do obozowiska podkradł się smilodon, ale dołożono do ognia i skończyło się na strachu. Kolejnego dnia na polance odkryto sporych rozmiarów kurhan, choć już zapadnięty, zarośnięty i zapomniany. Uczcili miejsce minutą ciszy i odeszli. Skończyły się racje żywnościowe, ale już tylko pół dnia drogi zostało do upragnionej rzeki. 

Byli już blisko, gdy natknęli się na płaski kamień – ewidentnie ołtarz. Pokrywała go krew, a u podnóża głazu Baltazar odkrył znak Jhebbal Saga! Tropiciel odnalazł ślady ok. 9 par bosych stóp, należących do sporych rozmiarów ludzi, większych od przeciętnego człowieka. Ślady prowadziły w głąb puszczy. Postanowili jednak wracać, zwłaszcza że najemnicy marudzili. 

Malwina ociągała się z odejściem. Gdy została sama, dotknęła symbolu. Wtem rozległo się przeraźliwe, potępieńcze wycie, które przeszło w szyderczy chichot. Śmiałkowie zaczęli uciekać, dopadli do łodzi i powrócili do fortu.

Kto wie, jakie piekielne moce zbudziła Malwina?



OKIEM SĘDZIEGO

  • Krótka (ok. 2 godziny) sesja, podczas której stosunkowo sporo się działo, ale nie walczono ani razu, jeśli nie liczyć sytuacji z wężem. „Normalna przygoda” (5 / d6 w dziczy) i rzuty na reakcję zwierząt (wroga przy 2-5 / 2d6) skutecznie zmniejszają wycinkę postaci, choć szansa na zgon i tak jest spora (Baltazar miał naprawdę szczęście – wąż miał 1 wolny atak z mod. +2). Gracz wspiął się na wyżyny dyplomacji, paktując z dzikimi, a i rzuty były bardzo sprzyjające. Obecność tropiciela / przewodnika / leśnika jest, jak widać, obowiązkowa (orientacja, tropienie, czujność, lore o zachowaniu zwierząt). Znowu wypadł ołtarz – symbol – krew, i znowu nad rzeką. Niezła opowieść zaczyna się z tego budować :) Ten przeraźliwy śmiech zmyśliłem na poczekaniu i rzuciłem kostką. Ostatni dzień wędrowali z pustymi brzuchami, ale zostało tylko ½ heksa do mety, więc nie wyciągnąłem konsekwencji.

1 komentarz:

Robert pisze...

Sesja odbyła się na polanie między starymi drzewami w jednym z miejskich parków, dość dużym i zapuszczonym. Tak więc był dobry "klimat". Przy okazji łatwo sobie wtedy pewne rzeczy wyobrazić, gdy powiem: odległość wynosi tyle jak do tamtego drzewa (pokazuję), albo: drzewo jest tam samo wysokie / wyższe / niższe - od tego drzewa (pokazuję). Dopiero druga taka sesja, ale coś mi się zdaje, że nie ostatnia.