26 czerwca 2016

Pustkowie Piktów - Powrót Do Świątyni Seta

Wyprawa pod bluźnierczą światynię. Chyba najbardziej oldschoolowa eskapada po lochach jak do tej pory. Są skarby, jest leveling! Na końcu porcja uwag z sesji Roberta.


Septimus Aurelius (JZ) – szlachetnie urodzony b. kawalerzysta legionów (F-M 1)
Aaron (PG) – syn shemickiego łucznika i aquilońskiej kurwy (F-M 2)
Robin (MB) – b. szef domu gier z Shamaru, kumpel Rafaela (F-M 2)
Rafael (AN) – włamywacz z Shamaru, kumpel Robina (F-M 2)
Klaudiusz (JL) – kapłan Mitry, misjonarz do ziem piktyjskich (C 1)


NPC
Decjusz – rycerz, który nienawidzi Piktów (F-M 3)
Cecyl – weteran, pogromca smilodona (F-M 1)
Ignacy – siepacz (N-M)
Tytus – siepacz (N-M)
Domicjan – siepacz (N-M)
Jakub – tragarz (N-M)
Adam – tragarz (N-M)
Marcel – tragarz (N-M)
Borannus – poganiacz mułów (N-M)


Śmiałkowie postanowili powrócić do świątyni i spenetrować lochy do końca. W nieco mniejszym składzie (Ronan postanowił zostać w forcie) i z garstką siepaczy i tragarzy ruszyli za rzekę. Po drodze Aaron dostrzegł ludzki szkielet, ale nikomu o tym nie powiedział. Dotarli do ruin. Na powierzchni zostawili muły z opiekunem i dwoma lżej uzbrojonymi najemnikami, po czym zagłębili się pod ziemię.

Postanowili sprawdzić dwa zamurowane wejścia w jednym z korytarzy. Rozbili je młotem i łomem i odkryli kolejne komory, strzeżone przez kilka szkieletów. Bez problemów poradzili sobie z umarlakami. W dzbanach i amforach odkryli sporo monet (głównie miedź, srebro i elektrum). Część spakowali do worków i ruszyli dalej. Przeszli przez metalowe drzwi i dotarli do komnaty ze straszliwym portalem i schodami w dół. Sprawdzili na wszelki wypadek – w bocznych ścianach natrafili na zamurowane przejścia. Za jednym z nich powtórka z rozrywki – kilka szkieletów i dzbany z monetami. W drugim przypadku czekała ich jednak niespodzianka. Ciemność za wybitym otworem była nieprzenikniona, nie rozświetlała jej pochodnia, a rzucony do środka kamień nie wydał żadnego odgłosu. Zdjęci zabobonnym strachem przed czarną magią wycofali się pospiesznie i postanowili sprawdzić schody. Zeszli nimi do kolejnej rozległej komnaty, pośrodku której wznosił się wysoki na kilkanaście metrów posąg wielkiego węża. U jego podstawy znajdował się kamienny ołtarz, pokryty plamami zaschniętej przed eonami krwi. Pisma klinowego nie potrafili odczytać, ale płaskorzeźby zdradzały obrzydliwe przeznaczenie kamienia. Reliefy wyobrażały kapłanów o głowach węży, którzy składali ludzkie dzieci w ofierze wielkim czerwiom – a wszystko to w cieniu gargantuicznych zigguratów. Cofnęli się, zdjęci zgrozą.

Wtem! Z bocznych korytarzy (bo były takie) wymaszerowało 40 szkieletów, tradycyjnie już uzbrojonych w oręż z brązu. Śmiałkowie wycofali się czym prędzej do klatki schodowej, gdzie walczyć mogło 2 wojowników ramię w ramię. Tragarze nie wytrzymali napięcia i rzucili się do ucieczki. Robin pospieszył za nimi, tylko po to, by zobaczyć, jak jeden z tchórzy włazi prosto w pułapkę – sufit runął, grzebiąc 2 z 3 tragarzy (niestety, akurat tych, którzy nieśli łupy i narzędzia).

Tymczasem rozpoczęła się żmudna rąbanina. Śmiałkowie roztrzaskiwali szkielet za szkieletem, ale sami też obrywali. Wówczas wycofywali się na tyły, aby przewiązać rany, a ich miejsce zajmował kolejny. Walka trwała bardzo długo (kilkadziesiąt minut), ale wreszcie wybili wszystkich truposzy. Najwięcej nieumarłych zniszczyli Septimus i Decjusz. Nikt ze śmiałków nie zginął, ale wszyscy byli ranieni, niektórzy ciężko (szczególnie poważnie oberwał Decjusz). Przepatrzono i złupiono resztę komnat, odkryto dziwne jamy (prawdopodobnie trzymano w nich ofiary przed wywleczeniem na śmierć w ofierze). Aaron sprytnie zarzucił linę na posąg i wdrapał się na łeb kamiennego węża, któremu wyłupił oczy ze szlachetnych kamieni. 

Nie mogli powrócić przez zawalisko – nie mieli narzędzi, aby skruszyć wielkie bloki skalne. Odkrytym sekretnym przejściem (z narzędzi pozostała tylko łopata, co znacznie wydłużyło rozwalanie fałszywych ścian, a pochodni było coraz mniej…) trafili do komnaty-grobowca, gdzie spoczywała ongiś mumia, na którą natrafił Ronan Zwinny (ach, gdyby Ronan Starszy mógł o tym wiedzieć!). Splądrowali pusty już sarkofag (tym razem złoto i platyna), ale korytarz był dalej zawalony. Po błąkaniu się po podziemiach odnaleźli wreszcie długi tunel, który wywiódł ich na powierzchnię. W samą porę – światło pomału się kończyło. Tu dołączyli do pozostałych – tym razem nie zdezerterowali, odnalazł się też tchórzliwy tragarz. Odespali do rana i postanowili wracać do fortu, co też uczynili.


OKIEM SĘDZIEGO

  • Jak już wspominałem, wyprawa pod ziemię opłaciła się. Pięć postaci awansowało na drugi poziom (jest w tym jakaś przewrotność, że awansowali śmiałkowie będący w większości na początku kariery, a inni przez całe sesje nie mogli sforsować zaporowych 2000 XP).
  • Niestety, nikt nie przerzucił HP (mają 6-8 na starcie, więc trudno dokazać tej sztuki, zwłaszcza postaciom z CON 6 i mniej). O. K.: Mówiłem... ;)
  • Walka straszliwie się przeciągała, trwając ok. 30-40 rund, trzeba pomyśleć o odejmowaniu HP za zmęczenie (np. 1 HP za 1 turę).
  • Bandaże (przywracają 1k3 HP) uratowały śmiałkom dupę, pozwoliłem bowiem powrócić zabandażowanym na pole bitwy (na przyszłość będzie możliwość tylko po walce, bo coś za łatwo poszło).
  • Pierścień ochrony +1, promień 5 stóp – rewelacyjna sprawa, facet stał w drugim szeregu, a moc pierścienia oddziaływała na kumpli walczących w pierwszym. O. K.: Nieprawdopodobny przedmiot :)
  • Depozyt – trzeba zapłacić 10% wartości.
  • Najemnicy służą od teraz za pełny udział w łupach – gdy już zobaczyli, ile można wytargać z podziemi, nie pójdą za nędzne kilka sztuk złota…

Parę miesięcy grania i eksploracji zaczęło wreszcie przynosić efekty. Kampania rozrasta się organicznie, a gracze maja spory wybór, co robić dalej. Złupić do końca świątynię? A może wybrać się do zigguratu z teleportem? Odnaleźć miejsce upadku meteorytu? Ruszyć w górę drugiej rzeki? Wybić resztę bandytów na „cywilizowanym” brzegu? Śmiałkowie robią, co chcą, nic im nie narzucam – jestem wszak tylko Sędzią.

2 komentarze:

Oel pisze...

Hej!
Strasznie jestem ciekaw, jak przygoda potoczy się dalej - kiedy już PCty złapały trochę gotówki. Często jest to ryzykowny moment kampanii, przynajmniej u mnie. Ale jak już ekipa zaangażuje się w swoje "stałe" interesy, to się robi z tego temat do grania na lata.
Kolejny świetny raport.

Robert pisze...

Dzięki! :)
Przekonamy się niebawem. U mnie postawili na bezpieczeństwo (depozyty, tezauryzacja), ale kasa przecież szybko się rozchodzi, same podatki i normalna żywność pochłaniają swoje co tydzień. Organizowanie ekspedycji też kosztuje. Plotki, sprzęt, najmici, zwierzęta, żelazne racje itd. Do tego identyfikacja przedmiotów.
Zaczęli też inwestować - promy przez rzekę, tratwy, łodzie, wozy, konie, muły, domy w mieście.
W mieście otworzono zamtuz z seks-niewolnicami, więc śmiałkowie mają gdzie odpocząć po trudnej przygodzie.