15 czerwca 2016

Pustkowie Piktów - W Podziemiach Świątyni Seta #1

Pierwsza część opisu jednej z nielicznych (póki co) wypraw do lochów połączonych drużyn hyborejskich Awanturników. Solidnie zaplanowana eskapada i zwrot akcji na końcu. Pojutrze część II i Okiem Sędziego. Polecane na dziś: kolejne arty sandboxowe Oela i Wolfganga.

Gerwazy (JL) – traper
Merkuriusz (MB) – b. handlarz bronią
Barakus Mambo, syn Makumby (AN) – czarnoskóry najemnik rodem z wioski rybackiej w Kush
Tyberiusz (WG) – syn kupca
Ronan Starszy (AG) – leśnik, starszy brat Ronana Zwinnego
Aaron (PG) – shemicki łucznik


NPC
Hektor – dowódca zaciężnych
Klaudian – zaciężny
Alan – topornik
Mataias – włócznik
Sebastian – łucznik
Nowy – poganiacz mułów


Po przybyciu do Novum Castrum III, spieniężeniu głów zabitych bandziorów i pogrzebaniu w poświęconej ziemi poległych najemników, drużyna poszła pić w karczmie. Szlachetny Septimus udał się na kwatery, aby odpocząć po ostatnich trudach i wyleczyć rany odniesione w walce. Podobnie postąpił zacny Decjusz. Pozostała trójka napotkała wszakże Tyberiusza, który przyprowadził z fortu Novum Castrum I muła (razem na stanie kompanii były więc aż 3 muły, a sprzętu obozowego pod dostatkiem). Do ekipy dołączyli Ronan Starszy i Aaron. Ten pierwszy to leśnik z Bossonii, na pogranicze przybył w poszukiwaniu swojego młodszego brata, Ronana Zwinnego, którego po raz ostatni widziano właśnie w tym forcie, gdy wyruszał na ekspedycję mającą zbadać jakieś zatopione ruiny na bagnach. Ten drugi to syn shemickiego łucznika i aquilońskiej kurwy. Jak mawiał jego ojciec, są trzy rzeczy, z którymi się nie rozstaje – łuk, zbroja i pieniądze. Szybko połączono siły i zdecydowano o wyprawie do tajemniczej budowli. Dokupili brakujący sprzęt i ruszyli (za Rzekę Gromu przewiozła ich swoją łodzią biedująca aktualnie Malwina). Towarzyszyły im muły, a także garść najmitów – zarówno ci, których kontrakt jeszcze obowiązywał, jak i garstka nowych, zatrudnionych w forcie.

Plotki okazały się prawdziwe – odnaleźli kamienną, zawaloną gruzem platformę w osuszonym bagnisku. Natrafili też na szczątki jednej z poprzedniej ekip, która padła w starciu z bazyliszkami. Przenocowali na platformie (w nocy na skraju stałego lądu wypatrzyli kilka sporych jaszczurów, które jednak nie podjęły próby zaatakowania obozu), rano ruszyli w podziemia. Na zewnątrz zostały muły z opiekunem, a także Alan, Mataias i Sebastian, którzy stchórzyli i odmówili wyprawy pod ziemię. Śmiałkowie polecili im zatem strzec mułów, zapasów i reszty ekwipunku.

Szli gęsiego. Na przedzie kroczył drobny (STR 5) Merkuriusz z tarczą, za nim krzepki (STR 14) Gerwazy z długą tyczką, który – ponad głową kompana – sprawdzał teren. Trzeci szedł Aaron z pochodnią, za nim reszta. Prędko doszli do ściany – zawalonego przejścia. Runęła tu chyba tona bloków skalnych, a że nie mieli odpowiedniego sprzętu, zawrócili do pierwszej komnaty. Gruntowne przeszukiwanie wykazało istnienie zamurowanego, sekretnego przejścia. Gerwazy rozwalił je łomem i odsłonił wąski korytarz. Ruszyli nim, macając ściany po bokach. Odnaleźli kolejne trzy zamurowane wejścia, a główny korytarz kończył się metalowymi drzwiami, zamkniętymi na zamek, z kołatką uformowaną w głowę węża. Ronan podarł swoją koszulę i usiłował zatkać paszczę metalowego potwora, gdy wtem coś szczęknęło i wystrzeliło ostrze w kształcie rozwidlonego języka. Ronan skaleczył się, ale wyssał ranę – ostrze albo nie było zatrute, albo trucizna zwietrzała wraz z upływem eonów. Barakus nacisnął na ciężką klamkę – zamknięte. Aaron trzykrotnie zakołatał – nic się nie wydarzyło. Gerwazy próbował łomem – bezskutecznie. Drzwi były na tyle dopasowane do podłoża, nie było też żadnego mechanizmu otwierającego wrota. Postanowili odpuścić.

Wrócili do jednego z zamurowanych przejść, rozwalili je łomem i zapuścili się do korytarza. Na jego końcu – kolejna fałszywa ściana. Gerwazy rozbił ją, a następnie odkrył ruchomą płytę zaraz za nimi. Poświecili sobie – przed śmiałkami rozciągała się sporych rozmiarów komnata. Ostrożnie przestąpili nad domniemaną pułapką i ruszyli naprzód. Na przeciwległym krańcu sali, na podniesieniu ustawiony został kamienny tron, na którym siedział szkielet reptilianina w hełmie i zbroi z brązu, z mieczem w dłoni. Tyberiusz ustawił latarnię na środku komnaty. Ciekawski Aaron wspiął się na podwyższenie i próbował wyszarpnąć miecz. Wtem w oczodołach szkieletu zabłysły czerwone ognie, umarlak porwał się z siedziska i runął na pół-Shemitę. Dodatkowo z załomów w bocznych ścianach wychynęły szkielety, tym razem ludzkie – prawdopodobnie niewolnicy, zamurowani tu przed tysiącleciami, aby strzec grobowca przed złodziejami.

Nagle Hektor i Klaudian rzucili się do ucieczki. Za nimi pospieszył Gerwazy, który wszakże zatrzymał się w wejściu i postanowił powrócić na pole bitwy. Ronan, Merkuriusz, Barakus i Tyberiusz stanęli plecami do siebie, gotując się na atak wymachujących mieczami z brązu nieumarłych, których było aż 20. Aaron ściął się ze szkieletem reptilianina, ale oberwał mocno i postanowił spierdalać. Odciążył go Gerwazy, ale po krótkiej wymianie ciosów zrozumiał, że walczy z potężnym przeciwnikiem i też począł się wycofywać. W tym czasie reszta śmiałków przyjęła szarżę szkieletów. Udało się ubić 8, ale Merkuriusz i Barakus padli, zarąbani przez truposze. Widząc to, Ronan i Tyberiusz rzucili się do ucieczki, przedzierając się brawurowo przez hordę szkieletów. Czterem pozostałym przy życiu śmiałkom udało się wyrwać z komnaty i uciec do korytarza – co ciekawe, szkielety nie podążyły za nimi. Czyżby jakieś zaklęcie wiązało je z tym miejscem? Przewiązano rany i po burzliwej dyskusji postanowiono wracać na górę, co też zrobili.

Ich zdziwienie było ogromne. Nie było najemników… Odeszli wszyscy, cała szóstka, zabrali też muły i sprzęt. Nie mieli wielkiej przewagi nad śmiałkami, ci jednak byli ranieni. Dodatkowo lał deszcz, który prędko zacierał ślady. Ronan i Gerwazy zdołali złapać trop i ruszyli. Niewierni najemnicy kierowali się do fortu, ale chyba prędko zgubili drogę – trop odbijał w głąb bagien. Śmiałkowie postanowili dopaść ich jeszcze tego wieczora, co się jednak nie udało. Musieli nocować na bagnie. Szczęśliwie dotrwali do rana. Przed świtem przestało padać, ale deszcz zdążył zatrzeć ślady. Nie było sensu iść dalej na oślep – postanowili wracać do Novum Castrum III. Przedzierali się przez bagna, gdy nagle zauważyli w pewnej odległości 5 wielkich żab, które poczęły skakać w ich stronę. Aaron puścił 2 strzał, a Tyberiusz poprawił toporem, raniąc jedną z bestyj. Nie czekając na oklaski, postanowili spieprzać – żaby nie poszły za nimi, ale stracili orientację. Jednak obaj leśnicy odnaleźli ją dzięki słońcu. Dotarli nad rzekę, przenocowali i następnego dnia wzdłuż biegu Rzeki Gromu wrócili do przepraw, a następnie do fortu.

1 komentarz:

Rudolf Aligierski pisze...

Pamiętam, jak prowadziłem Oko Yrrhedesa (jakby nie patrzeć taki jakby troche oldschool) i tam też było pomieszczenie ze szkieletami, które nie mogły go opuścić. Gracze chwilę zabawiali się w krok w przód przez próg (szkielety powstają) krok w tył (rozpadają się na kości). W końcu zabawa im się znudziła i kiedy gracz zrobił krok w przód, drugi rzucił linę z kotwiczką na lasso i kiedy kolega się wycofał, przeciągnął szkielet przez próg. Zdaje się, że pomogłem sobie wówczas kostką w zdecydowaniu jaki to będzie miało efekt... Ostatecznie rozpadały się w proch. Wykończyli w ten sposób chyba ponad tuzin szkieletów...