10 lipca 2016

Pustkowie Piktów - Bestia Jhebbal Saga

Niezrażeni poprzednią porażką (i zgonem drugolevelowca) Awanturnicy postanawiają jeszcze raz zapuścić się w lochy zigguratu na Bagnie Hydry, by wydrzeć im ich tajemnice i skarby. Poprzednio zgubił ich ślepy los i rutyna, a dziś... sami przeczytajcie. Na końcu opowieści zamieszczam mapę zbadanych terenów Roberta.

Septimus Aurelius (JZ) – szlachetnie urodzony b. kawalerzysta legionów (F-M 2)
Robin (MB) – b. szef domu gier z Shamaru, kumpel Rafaela (F-M 2)
Aaron (PG) – syn shemickiego łucznika i aquilońskiej kurwy (F-M 2)
Klaudiusz (JL) – kapłan Mitry, misjonarz do ziem piktyjskich (C 1)
Morfeusz (AN) – młody mag rodem z Argos (M-U 1)
Pirx (AG) – rzemieślnik z cechu kuśnierzy (F-M 1)

NPC
Tytus – siepacz (N-M)
Domicjan – siepacz (N-M)
Czesław – poganiacz mułów (N-M)

Poprzednia wyprawa nie skończyła się najlepiej. Nie wpłynęło to najlepiej na morale najmitów – ich liczba stopniała. Nie dawano jednak za wygraną. Śmiałkowie uradzili raz jeszcze wyruszyć w stronę zigguratu. Do grupy dołączył Pirx – kuśnierz, który przybył na pogranicze zanęcony opowieściami o drogocennych futrach.

Ruszyli za rzekę. Już pierwszej nocy do obozowiska podeszło 30 Piktów. O dziwo, nie chcieli zmasakrować grupy, a przynajmniej nie od razu. Klaudiusz i Septimus, znający mowę dzikusów, zaczęli paktować. Ostatecznie stanęło na tym, że Piktowie dali się udobruchać w zamian za podarki. Aaron wcisnął wodzowi 10 platynowych monet, Morfeusz oddał swój srebrny pamiątkowy wisior, reszta rzuciła trochę broni, narzędzi i suszonego mięsa. Piktowie odeszli, zakazując jednak polowania na terenach po tej stronie rzeki.

Awanturnicy dotarli do zigguratu. Odkryli szkielet hydry i cmentarzyk (gdzie spoczywa kilku najmitów z rodu van Dammów). Ktoś buchnął tratwę, więc musieli zbudować nową, na czym zeszła reszta dnia. Przeprawili się do budowli i rozbili obóz w zrujnowanym budynku na jej szczycie.

Następnego dnia rano zeszli do Gwiezdnych Wrót w głębi zigguratu, pozostawiając jedynie pachołka z mułami. Szczęśliwie przeszli przez portal (nikt nie zna pisma klinowego, Morfeusz nie dysponuje odpowiednim zaklęciem, ale Septimus pamiętał ustawienia).

Ustawili szyk, uzgodnili komendy i zapuścili się w labirynt. Aaron wypił miksturę czułego słuchu – słyszał każdy oddech, szurnięcie i szczęknięcie. Dotarli wreszcie do prostokątnego pomieszczenia. Aaron usłyszał znajomy chrzęst – to kościane stop szurają po posadzce. Nachodzą szkielety! Zdążyli się przygotować, w oddział 20 umarlaków poleciały płonące flaszki z oliwą, resztę wciągnięto do korytarza, prowadząc wprost w pułapkę – z bocznych odnóg śmiałkowie atakowali z przewagą liczebną. Wybito umarlaków bez strat.

W pomieszczeniu odkryto wiele metalowych drzwi, idealnie dopasowanych, bez żadnych klamek, zawiasów, dziurek, zamków, napisów ani symboli. Nie potrafili rozgryźć przeznaczenia i sposobu na ich otwarcie. Wrócili się do rozstajów i wybrali inny korytarz.

Dotarli do pomieszczenia na planie rombu. Nie dali się zaskoczyć kolejnemu oddziałowi 20 szkieletów. Powtórka z rozrywki – tym razem z gorszym skutkiem, bo choć udało się zniszczyć wszystkich nieumarłych, polegli najmici Tytus i Domicjan. Śmiałkowie byli też już nieźle poharatani.

Sprawdzono wszakże pomieszczenie – pośrodku wznosił się ogromny posąg węża z klejnotami zamiast oczu. Pirx zarzucił linę i chciał się wspinać, ale wtem Klaudiusz poczuł się nieswojo – zinterpretował to jako znak od Mitry i nakazał powrót. Wzięli ciała poległych najemników i odeszli z podziemi przez portal. Okazało się, że minął cały dzień – najwidoczniej czas płynie inaczej albo w podziemiu, albo w portalu. Przenocowali w budynku.

Nad ranem pogrzebali najmitów na cmentarzyku nad brzegiem sadzawki i wrócili w podziemia. Dotarli do romboidalnej komnaty i tym razem Pirx bez problemu zabrał klejnoty. W jednej ze ścian odkryli zamurowane sekretne przejście. Ciosy młotem rozbiły ściankę i odsłoniły wąski korytarz, z którego dawało wilgocią i chłodem.

Zapuścili się w przejście, docierając po kilkudziesięciu metrach do podziemnego jeziora w ogromnej jaskini. Z dali dochodził łoskot wody – czyżby wodospad? Postanowili obejść jezioro, ale wtem coś zabulgotało pod wodą. Coś dużego. Śmiałkowie szybko wycofali się do tunelu i chyłkiem wrócili do komnaty. Robin odwrócił się – w nikłym blasku pochodni dostrzegł, że coś wielkiego, pokracznego i masywnego wynurzyło się z wody…

Powrócono przez portal do zigguratu. Odespano i nad ranem uradzono, by wracać do fortu. Wędrując przez bagna dostrzegli 4 spore jaszczury, te jednak nie były agresywne.

Po 2 dniach wędrówki przez las byli już blisko Rzeki Gromu. Zawędrowali na znajomą już polanę, gdzie znajdował się ołtarz Jhebbal Saga. Klaudiusz namówił drużynę, aby zniszczyć bluźniercze miejsce. Uderzył młotem w kamień. Wtem na polanie rozległ się straszliwy głos – nie to jęk, ni to chicho, ni to wycie. Klaudiusz zapamiętale walił młotem, potem zmienił go krzepki Pirx. Wycie nasilało się, a wokół polany zgęstniał mrok. W końcu ołtarz został przełamany. Jednocześnie usłyszeli szum skrzydeł – nad lasem pojawiła się czarna latająca postać.

Śmiałkowie postanowili czmychnąć między drzewa, licząc na to, że nie zostaną zauważeni. Nie udało się – stwór wypatrzył ich i przeciął im drogę. Mierzył dobrze ponad dwa metry, skórę miał gładką i czarniejszą od najczarniejszej nocy. W ustach błyskały kły, a dłonie kończyły się straszliwymi szponami. Latał na nietoperzowych skrzydłach. Zaczęli spierdalać. Niestety, bestia była szybsza i dogoniła ich po jakimś czasie. Postanowili walczyć. Morfeusz odpalił zaklęcie uśpienia – bezskutecznie. Chwilę potem bestia Jhebbal Saga dopadła śmiałków. Rozpętała się rąbanina. Septimus Aurelius padł. Kilku było rannych. Wreszcie udało się usiec demona z piekła rodem, którego truchło natychmiast znikło, pozostawiając wypaloną ziemię.

Podczas ucieczki stracili orientację, zagubił się też poganiacz z mułami. Przenocowali przy ognisku. Nad ranem na azymut wrócili nad Rzekę Gromu i wzdłuż jej biegu do zbawiennego promu. Ciało poległego szlachcica spoczęło na cmentarzu. Poganiacz nie wrócił – przepadły muły wraz z całym sprzętem i zapasami. 


Klik na powiększenie

Brak komentarzy: