21 lipca 2016

Reveno de l`espero



Językiem esperanto zainteresowałem się stosunkowo niedawno, nieco ponad pół roku temu, i właściwie przez przypadek. Jakkolwiek sama idea stworzenia uniwersalnego języka zawsze trafiała mi do przekonania, nie widziałem wcześniej potrzeby uczenia się któregokolwiek z nich, jako mało użytecznych w praktyce dnia codziennego. Po kilku tygodniach zagłębiania się w tajniki esperanto zacząłem jednak stopniowo zmieniać zdanie na ten temat, dostrzegając w tym języku olbrzymi potencjał. Ostatecznie doceniłem jego wartość, kiedy po około pół roku nauki okazało się, że jestem w stanie czytać już relatywnie skomplikowane teksty (np. Rok 1984 Orwella), rozumiejąc zarówno całościowy sens, jak i 80-90% słownictwa. Wynik chyba nie najgorszy, zwłaszcza że nie zawsze mogłem poświęcić nauce tyle czasu i powinienem był. W niniejszej notce chciałbym podzielić się niektórymi ze swoich spostrzeżeń na temat języka esperanto, w tym także jako potencjalnego narzędzia międzynarodowej komunikacji.

Opisując problematykę esperanta wypadałoby rozpocząć od omówienia genezy jego powstania, historii, rozwoju i struktury. Nie zamierzam zanudzać czytelników tego rodzaju wywodami. Zainteresowani tematem, bez trudu odnajdą w Internecie (także polskim) stosowne informacje - na początek wystarczy zapytać wujka Google`a i ciocię Wikipedię. Dla przypomnienia wystarczy tylko nadmienić, że esperanto jest językiem sztucznym, cechującym się absolutną logiką i spójnością rozwiązań gramatycznych, zaprojektowanym w końcu wieku XIX przez Ludwika Zamenhofa (1859-1917), urodzonego w Białymstoku, a działającego w Warszawie okulistę pochodzenia żydowskiego. Całość zasad budowy języka zawarł on w ramach 16 podstawowych, nienaruszalnych reguł oraz wstępnego, bazowego zbioru rdzeni, pozostawiając jednak dalszy jego rozwój samym użytkownikom. O niezwykłej przystępności esperanta decyduje kilka cech:

  •      Zgodność pisowni z wymową. Jest ona w zasadzie zbieżna z polską, np. znaki jak C, G, czy J odczytujemy tak jak w naszym, ojczystym języku. Wyjątki stanowią głoski Ł i W zapisywane jako Ŭ oraz V, oraz Cz (Ĉ), (Ĝ), Sz (Ŝ), Ż (Ĵ) i Ch (Ĥ). Ta ostatnia pojawia się jednak niezwykle rzadko (co ciekawe, jeszcze niedawno na niektórych terenach wiejskich występowała faktyczna różnica między faktyczną wymową Ch i H - moja ś.p. ciotka urodzona w latach 30. w naturalny sposób ją uwzględniała). W następstwie logicznych zasad pisowni , w esperanto problem popełniania błędów ortograficznych lub wymowy został niemal całkowicie wyeliminowany. 
  •    Swobodna składnia. Poszczególne części zdania możemy niemal w dowolny sposób przestawiać i zamieniać między sobą, podobnie jak czynimy to w języku polskim, pod warunkiem jednak, że prawidłowo będziemy używać przypadków, przede wszystkim zaś biernika. Jedynym chyba znaczącym wyjątkiem, jeśli chodzi o szyk zdania pozostaje zasada tworzenia pytań za pomocą pomocniczego słówka Ĉu (chyba domyślamy się, co ono znaczy). 
  •     Zasady odmiany słów. Ilość końcówek o charakterze fleksyjnym zredukowana została do absolutnego minimum – liczby mnogiej (J) oraz biernika (N). Ta ostatnia, pozornie zbędna, konieczna jest jednak dla uzyskania klarowności gramatycznej zdania i precyzji wypowiedzi. Pozostałe przypadki konstruujemy za pomocą przyimków, same rzeczowniki nie ulegają odmianie. W przypadku czasowników, modyfikujemy rdzeń za pomocą jednej z sześciu końcówek, np. –AS dla czasu teraźniejszego albo –US dla trybu przypuszczającego (rdzeń słowa "pić" - TRINK-; forma bezokolicznika - TRINKI; forma czasu teraźniejszego - TRINKAS; trybu przypuszczającego TRINKUS, itd.) .
  •     Słowotwórstwo jest centralnym aspektem esperanta. Dysponując teoretycznie niewielkim zasobem słów, dzięki użyciu odpowiednich końcówek (wszystkie przymiotniki kończą się na A, rzeczowniki na O, itd.), prefiksów i sufiksów modyfikujących podstawowe rdzenie, możemy uzyskać całą gamę znaczeń pochodnych. Przypomina to trochę budowanie z klocków Lego – z dobrze dopasowanych prostych elementów można uzyskać zarówno proste jak i wyrafinowane struktury. Dzięki temu ucząc się pojedynczych słów, potencjalnie będziemy potrafili stworzyć co najmniej kilka, a nawet kilkanaście pochodnych. Ten aspekt esperanta może być dla początkujących odrobinę skomplikowany, wymaga bowiem pewnej zmiany w sposobie myślenia o języku oraz nabycia umiejętności „rozkładania” usłyszanych lub przeczytanych słów na części pierwsze. Uzyskanie jej zajęło mi trochę czasu, największe problemy stanowiła dla mnie początkowo reguła tworzenia przeciwieństw za pomocą prefiksu MAL-, np. BONA (dobry), MALBONA (zły); albo SANA (zdrowy), MALSANA (chory), itd
  •      Słownictwo i brzmienie. Jak wiemy, pod względem leksykalnym esperanto stanowi swoisty konglomerat słów zaczerpniętych z różnych języków, przede wszystkim zachodnio-europejskich. Nie mogę być pewny, jakimi względami kierował się Zamenhof przy doborze słownictwa, faktem jednak jest, że wybrał on słowa brzmiące w sposób klarowny i wyrazisty, pozbawione zbitek spółgłoskowych. Choć najwięcej rdzeni wydaje się być zapożyczonych z języka włoskiego, dzięki rozbudowanemu aspektowi słowotwórczemu, esperanto nabiera cech wyraźnie swoistych. Jego brzmienie jednym osobom będzie się ono podobać, innym nie, pozostaje to jednak wyłącznie kwestią gustu. 

Jak widać na powyższych przykładach, esperanto jest językiem logicznym, zwartym i przemyślanym, zaś praktyczną umiejętność posługiwania się nim w podstawowym zakresie (powiedzmy, że na poziomie A2) można uzyskać w relatywnie krótkim czasie, opanowując zarazem wszystkie lub prawie wszystkie aspekty gramatyki. Potem pozostaje już tylko powiększanie zasobu słownictwa i bawienie się nim, na przykład poprzez tworzenie neologizmów, gier słownych, szarad i pojęć zupełnie unikalnych, nieprzetłumaczalnych w dosłowny sposób na inne języki naturalne (np. DOMINO – dom płci żeńskiej; albo LITIDO – łóżko-dziecko :) ). Dzięki tym elementom esperanto może stanowić interesujący przedmiot zainteresowania zarówno dla osób ceniących prostotę, klarowność wypowiedzi i szybkość nauki, ale także pragnących rozwijać talent literacki lub poetycki (esperantystą był np. Julian Tuwim, zaś Pan Tadeusz Adama Mickiewicza był tłumaczony na wiele języków obcych za pośrednictwem doskonałej translacji esperanckiej dokonanej w 1918 roku przez Antoniego Grabowskiego). 

Osobną kwestią wymagającą rozważenia pozostaje rola i pozycja esperanta we współczesnym świecie. Jak wiemy, ideą przewodnią Zamenhofa było uczynienie z zaprojektowanego przez siebie języka pomocniczego narzędzia komunikacji międzynarodowej. Choć założenia tego nie udało się jak dotąd zrealizować, nie można jednak powiedzieć, żeby projekt odniósł całkowitą porażkę. Jakkolwiek trudno ustalić dokładną ilość esperantystów (czego powodem jest przede wszystkim ich rozproszenie po całym świecie), ich liczba jest niemała - spotkać można się z szacunkami sięgającymi nawet 2 milionów, przy czym obejmują one zapewne wszystkie osoby, które miały z tym językiem kontakt i się go przez jakiś czas uczyły. Zaawansowanych użytkowników jest z całkowitą pewnością znacznie mniej. Kolejną trudność w oszacowaniu liczby esperantystów powoduje fakt zamknięcia ich we własnym gronie. Wbrew stereotypom, ilość literatury w języku Zamenhofa jest już całkiem spora, zarówno w postaci tłumaczeń, jak i pozycji całkowicie autorskich. Niestety, nie przebijają się ze swoją obecnością do głównego nurtu kultury i mediów, a dostęp do nich w oczywisty sposób mają wyłącznie osoby władające językiem esperanto (obecnie wiele pozycji dostępnych za darmo w Internecie). To samo tyczy się wszelakiego rodzaju forów dyskusyjnych.

Jakkolwiek w Polsce szczyt popularności ma esperanto już sobą (okres międzywojenny, a później lata 70. I 80.), zainteresowanie językiem Zamenhofa zaczyna się powoli odradzać w Europie Zachodniej i USA. Tak na marginesie, swoisty paradoks stanowi fakt możliwości bezproblemowego zakupu szerokiego spektrum publikacji esperanckich w amerykańskim oddziale księgarni Amazon w przeciwieństwie do "czarnej dziury" na rodzimym rynku. Na szczęście, znaczną rolę w odradzaniu się idei języka międzynarodowego zaczął obecnie odgrywać Internet. W chwili obecnej bardzo łatwo znaleźć można w sieci zarówno materiały do nauki, jak i literaturę. Pojawiają się także interesujące i ważne inicjatywy, np. uruchomienie kursu esperanto na angielskojęzycznej wersji platformy Duolingo (liczba uczących się osiągnęła już liczbę około 400 tysięcy), czy stworzenie przez brytyjskich esperantystów internetowego radia – Muzaiko. Polacy nie zostają w tyle ze swoim podcastem Varsovia Vento Elsendoj. Jak widać, dzięki oddolnym działaniom zwolenników, popularność esperanta zaczyna wzrastać, choć na razie jest to widoczne tylko dla osób, które się tym tematem interesują. Swoją drogą, ciekawe jaką masę krytyczną ruch esperancki musiałby osiągnąć, aby wyjść z niszy i przebić się do mediów głównego nurtu…? 

Wydaje mi się, że niewielka, jak na razie, siła oddziaływania języka Zamenhofa wynika przede wszystkim z uwarunkowań natury psychologicznej. Jakkolwiek potencjalna użyteczność esperanta jest bardzo duża, na ujrzenie zalet wynikających z jego rozpowszechnienia trzeba by było czekać dużo czasu, co najmniej tyle, ile wynosi zmiana jednego pokolenia. Korzyści, jakkolwiek znaczne, są więc odsunięte w czasie. Niestety, większości ludzi trudno podjąć działania długofalowe o potencjalnie niepewnym wyniku; większość, jak się wydaje, oczekuje szybkich efektów i namacalnej, niemal natychmiastowych użyteczności, np. podczas podróży zagranicę. W rezultacie niechęć wobec esperanta tworzy więc efekt błędnego koła - po co inwestować czas i energię na uczenie się sztucznego języka, choćby nie wiem jak dobrze skonstruowanego, skoro liczba użytkowników w danym momencie nie jest jeszcze duża, a w żadnym kraju nie znalazł on powszechnej akceptacji? Paradoksalnie, relatywna łatwość nauki esperanta nie stanowi wystarczająco przekonywującego argumentu; większość więc preferuje inwestować długie lata w naukę języka obcego (angielski jest szacunkowo około 10 razy trudniejszy niż esperanto), mimo że nigdy nie opanuje go w sposób zaawansowany i popełniać będzie sporo błędów. Nie oszukujmy się – takie podejście do kwestii nauki języków, mimo pewnych korzyści, jest mało efektywne, mało wydajne i po prostu nieekonomiczne pod względem inwestycji czasowej (ba, kilka procent budżetu UE pochłania samo opłacenie tłumaczenia dokumentacji na wszystkie języki narodowe!). Osobną kwestię do rozważenia stanowi także problem miękkiej dominacji pojedynczego kręgu kulturowego (obecnie anglosaskiego) i skutków jakie to ze sobą niesie. 

Wprowadzenie uniwersalnego, planowego języka pomocniczego wyłącznie w oparciu o działania oddolne będzie trudne, o ile w ogóle możliwe do przeprowadzenia. Bardziej realną alternatywę stanowić mogą działania polityczne. Współczesny świat zna co najmniej dwa znaczące przykłady uwieńczonego sukcesem wprowadzenia na arenę nowych języków – stworzenie na bazie lokalnych dialektów języka indonezyjskiego, którego używa obecnie około 200 milionów ludzi, oraz restytucja w Izraelu martwego od niemal 2000 lat języka hebrajskiego. Oba stanowią obecnie języki żywe i rozwijające się. Zatem i powszechne wprowadzenie esperanta, np. w ramach UE jest potencjalnie możliwe i nie musi stanowić utopii. Wymagałoby to jednak efektywnego połączenia oddolnych działań esperantystów z wolą polityczną rządzących i samych obywateli poszczególnych krajów.

Czy warto zatem uczyć się języka Zamenhofa? Moim zdaniem tak, choć dla mnie stanowi on na razie rodzaj ciekawego hobby. Skoro jednak zainwestowałem w naukę esperanta pewną ilość czasu i energii, możliwe że nadejdzie moment na uczynienie kolejnego kroku i podjęcie jakichś działań na rzecz jego propagowania. Nie oczekujmy jednak natychmiastowego zwycięstwa idei języka uniwersalnego. Cóż, człowiek długo musiał czekać na spełnienie marzenia o lataniu, choć od projektów Leonarda da Vinci do lotu braci Wright upłynęły setki lat. Nieco ponad 100 lat rozwoju esperanto to nadal niewiele. Czas pokaże…

4 komentarze:

Tomasz Baranski pisze...


Warto wspomnieć dwa ciekawe fakty:
1. Esperanto jest jednym z niewielu sztucznych języków, który posiada denaskuloj (native speakers).
2. Parę lat temu Brazylia dała szkołom zielone światło dla wprowadzania Esperanto jako przedmiotu dodatkowego lub obowiązkowego.

„Swoją drogą, ciekawe jaką masę krytyczną ruch esperancki musiałby osiągnąć, aby wyjść z niszy i przebić się do mediów głównego nurtu…?”

Wydaje mi się, że nie tyle masa krytyczna (ilość użytkowników) jest ważna, co użyteczność języka. Im więcej wartościowego materiału w Esperanto, tym bardziej atrakcyjny byłby język. Przykładowo: na naszym poletku, aby poznawać światowe nowinki (albo „starowniki” OSRowe), niezbędna jest znajomość angielskiego. Jeśli dostępne byłyby gry/ziny/blogi w Esperanto (czy to oryginalne, czy tłumaczenia), po pewnym czasie okazało by się, że RPGowcom wypada przynajmniej biernie znać ten język. Nie mówiąc o tym, że nawet niewielka społeczność esperanckich RPGowców w niedługim czasie doprowadziłaby do znacznego wzbogacenia naszego hobby poprzez zwiększenie dostępności gier spoza anglosaskiego kręgu kulturowego. Bo np. fińskie gry opisywane w ostatnich „Spotkaniach Losowych” są kompletnie poza moim zasięgiem.

Jedynym przypadkiem, który przychodzi mi do głowy, jest oficjalny GURPS Lite w języku interlingua: http://www.warehouse23.com/products/gurps-lite-interlingua-fourth-edition :)

Swoją drogą Interlingua to też ciekawy język, który też miał swoje chwile sławy i też się nie przebił. Mnie osobiście bardziej się podoba, niż Esperanto. W ogóle jeśli chodzi o konstrukcję języka, E-o jest dość amatorski, ale jego siłą jest esperancka społeczność. Żadna z bardziej eleganckich alternatyw tego nie ma i raczej mieć nie będzie.

P.S. Ale i tak słowotwórstwo esperanckie rządzi!

Key-Ghawr pisze...

Dzięki za spostrzeżenia.

O wielu rzeczach nie pisałem, bo starałem się raczej pobudzić ciekawość czytelników nie mających kontaktu z językiem esperanto. Sprawa "Denaskuloj" jest dość znana, podobnie jak aktywność esperantystów brazylijskich. O wprowadzaniu tego języka do tamtejszych szkół jednak nie wiedziałem. Będę musiał poszukać więcej informacji na ten temat. Dzięki za wzmiankę!

Oczywiście zgadzam się ze stwierdzeniem, że esperantyści powinni działać na rzecz uczynienia języka Zamenhofa tak użytecznym, jak to tylko możliwe. Tu dochodzimy jednak to kwestii rodzaju "jajko i kura" - czy brak przebicia się esperanta do mainstreamu wynika z nadal niedostatecznej ilość użytecznych publikacji (mamy głównie literaturę piękną, nie znalazłem natomiast aktualnej publicystyki społeczno-politycznej i ważnych prac naukowych), czy też brak przebicia się do powszechnej świadomości skutkuje zbyt małą praktyczną użytecznością języka? Prawdopodobnie jednocześnie i jedno i drugie.

Pomysł tłumaczenia nieangielskojęzycznych RPGów na esperanto bardzo dobry. W swoim czasie będę musiał się nad tym poważnie zastanowić.

W kwestii interliguy - początkowo rozważałem zajęcie się właśnie tym językiem, a nie esperanto. IA posiada wiele zalet: bazuje wyłącznie na alfabecie łacińskim bez specjalnych liter, jest prawdopodobnie jeszcze łatwiejsza do opanowania niż esperanto, jest zakorzeniona w kulturze łacińskiej (właściwie jest to coś na kształt współczesnej łaciny), brzmi ładnie niż esperanto. Z drugiej strony IA jest tak podobna do języków romańskich, że stawia sensowność jej uczenia się pod znakiem zapytania - może lepiej po prostu uczyć się bp. hiszpańskiego? Owszem, IA odniosła pewien sukces, ale tylko jako język pisany, a nie mówiony. Czyżby dlatego, że brak jej "swoistości", jaką posiada esperanto? Oczywiście EO nie jest tak eleganckie brzmieniowo jak IA. Słowo "prymitywny" nie jest chyba tutaj zbyt adekwatne - powiedziałbym raczej, że jest nieco "kwadratowe" i nieco "grubo ciosane". Posiada jednak już dużą bazę i społeczność, jest rozpoznawalne w kręgach pozaeuropejskich (np. Iran, albo Chiny) i daje duże pole do popisu dla kreatywności użytkowników. To są dość poważne walory, które - moim zdaniem - są ważniejsze od niektórych oczywistych mankamentów esperanta. Póki, żaden język planowy nie spotkał się z tak znaczą akceptacją, a to potencjalnie dobrze rokuje. Co IA, to zamierzam w przyszłości poznać ten język, na razie chcę jednak skupić się na EO.

A propos słowotwórstwa: rolludisto, rolludano, rolludulo, rolludejo... :)

Tomasz Baranski pisze...

Odnośnie „jajka i kury” – tak, dokładnie tak. Z jednej strony mamy postawę „po co mam się uczyć języka, skoro do niczego mi się nie przyda”, a z drugiej – „po co mam poświęcać czas i wysiłek na tworzenie tekstów, których nikt nie przeczyta”. Sam nauczyłem się esperanto, bo w ogóle interesuję się szeroko pojętymi conlangami, więc z potrzeby czysto intelektualnej, bez oglądania się na jakiekolwiek „realne” zastosowanie. Ruch esperancki dla mnie, skrajnego introwertyka, jest kompletnie nieatrakcyjny („poznajmy się i porozmawiajmy!” raczej mnie odstrasza, niż zachęca). Ale jakby dało się coś fajnego zrobić dzięki Eo – chociażby poznać niedostępne inaczej gry – to byłby dla mnie miły bonus.

Nie wydaje mi się, by IA była łatwiejsza w nauce od Eo. Nie ma tej regularności, nie ma tej zwięzłości słownikowej, no i dobrych materiałów do nauki jest o wiele mniej. Masz rację co do tego, że IA była względnie popularna tylko na piśmie, zapomniałem o tym. Wydaje mi się, że Esperanto jest jakie jest, ale jest najbliżej języka uniwersalnego – zarówno pod względem rozpoznawalności wśród „normalnych” ludzi, jak i rozmiaru społeczności, ilości i jakości dostępnych materiałów itd.

Rolludoj… Bądźmy bardziej kreatywni:
* rolludaĉo – Mi pensas ke RIFTS no estas rolludo, sed rolludaĉo.
* rolludaĵo – Hieraǔa rolludaĵo estis imponega! Ni mortigis du drakojn!
* rolludularo – Esperanta rolludularo devas traduki pli ludoj.
* rolludebla – Ĉi tiu romano estas tre rolludebla!
* rolludestro – zamiast kalki ludmajstro.
* rolludigi – Ni rolludigu tiu filmon!

Key-Ghawr pisze...

W takim razie jesteśmy chyba zgodni - esperanto ma swoje wady, ale póki co nic lepszego w dziedzinie się IAL się nie pojawiło. Obecna już baza językowa daje dobre podstawy do dalszego rozwoju. Co ciekawe, gdzieś przeczytałem (nie mogłem odnaleźć linku), że ponoć gdzieniegdzie w Chinach uczy się esperanta jako wstępu do nauki innych europejskich języków obcych, w tym angielskiego.
Z innych ciekawych pomysłów, to była propozycja "Latino sine flexione".


- Jes, vi certe pravas ke RIFTS estas tenura rolludacxo, sed "Ludmajstro" (Rolemaster) estas exc pli tenura ol RIFTS. Mi ilin simple malamas. Sed mi ankoraux trovis neniojn firolludojn! Cxu estas eble ke io ekzistus?

- Cxu vi havas en via urbo iajn ajn rolludejojn?