25 sierpnia 2016

Pustkowie Piktów – Ropuchy & Pająki

Trzeci i czwarty epizod rozegrany podczas długiej i obfitującej w emocje sesji. Kolejne wyprawy w górę Rzeki Gromu przynoszą sporo odkryć. Padają kolejne trupy...

Poświęcenie Gaiusa


Anzelm (JZ) - leśnik z Tauranu (F-M 1)
Wergiliusz (WG) - zabijaka (F-M 1)
Gaius (PG) - drwal (F-M 1)
Pintus (MB) - wytwórca łuków (F-M 1)
Wyszomir (JL) - dryblas z cepem bojowym, kultysta Seta (A-C 1)

Piątka śmiałków zapakowała się na tratwy i popłynęła w górę Rzeki Gromu. Po całym dniu wiosłowania, dotarli do obozowiska. Tu odkryli ślady prac leśnych - ewidentnie ktoś karczował teren. Nagle na pniakach i kamieniach dostrzegli porozkładane makabryczne trofea – ludzkie oczy, nosy, uszy, języki, dłonie i stopy. W krzakach znaleźli oskalpowane, okaleczone i nagie zwłoki trzech mężczyzn - ani chybi byli to Pirx, Paulus i Kana... w ustach mieli swoje własne, odcięte przyrodzenia. Leżeli tu już parę dni. Zwłoki mimo chłodu zaczęły się już rozkładać, a dobrali się do nich padlinożercy. Nie odnaleziono żadnych sprzętów z wyjątkiem 1 worka obroku dla muła.
Co poniektórzy – obeznani czy to z kulturą Piktów, czy to tajemnymi rytuałami – doszli do wniosku, że ich towarzyszy dopadli dzicy. Prawdopodobnie z innego plemienia niż Wilcze Głowy, ci bowiem odrąbywali głowy poległym przeciwnikom.
Nie mieli narzędzi, aby kuć zmarzniętą ziemię. Rozcięli trupom brzuchy, obciążyli kamieniami i oddali ciała rzece. Po dokonaniu tej ponurej ceremonii udali się na spoczynek. Następnego dnia popłynęli dalej.
Po "barbarzyńskiej" stronie Rzeki Gromu odkryli pas bagien, na które byli w stanie wpłynąć tratwami. Okazało się, że moczary ciągną się dużo dalej. Rozpoczęli zatem żmudną eksplorację. Poruszali się, płynąć po mętnej wodzie, zawsze bacząc jednak, by nie stracić z pola widzenia linii lasu. Rozbijali obozowiska na twardym gruncie. Raz wypatrzyli watahę wilków, jednak te nie były zainteresowane drużyną. Topniały zapasy żywności – byli zmuszeni zabić i zjeść muła.
Podczas jednego z noclegów 2 wielkie ropuchy wypełzły z bagna i zaatakowały obozowisko! Pintus został oplątany ropuszym językiem i wciągnięty "do środka wnętrza" potwora. Gdy kumple wreszcie zatłukli przerośnięte płazy i wydostali ciało, nieszczęśnik już nie żył... Pytanie, czy zadusił się w ropuszym brzuchu, czy też śmierć zadały mu niechcący ciosy kompanów, pozostanie już chyba bez odpowiedzi.
Wypoczęli, zapolowali i postanowili wracać. Na niewielkiej wysepce dostrzegli ludzki szkielet. Zbadali go, ale nic nie znaleźli. Chaotyczny Wyszomir ku zgorszeniu grupy roztrzaskał czaszkę.
Bez przygód powrócili do fortu. Gdy Anzelm udał się do księdza w sprawie pochówku Pintusa, klecha zażądał całkiem sporej sumki za ostatnią posługę (11 GP). Anzelm próbował się targować, ale ksiądz postawił sprawę jasno, łapiąc go za krocze. Najwidoczniej gładki awanturnik wpadł w oko lubieżnemu duchownemu (CHA 14). Śmiałek cofnął się, zdjęty odrazą. Gdy poskarżył się kolegom, Gaius – chłop urodziwy, ale najwyraźniej niezbyt rozgarnięty (CHA 15, WIS 4) – postanowił poświęcić się dla dobra grupy. Ruszył dzielnie na plebanię. Minął czas jakiś. Pintus spoczął na cmentarzu.


Pogromcy Bestyj


Anzelm (JZ) - leśnik z Tauranu (F-M 1)
Wergiliusz (WG) - zabijaka (F-M 1)
Gaius (PG) - drwal (F-M 1)
Wyszomir (JL) - dryblas z cepem bojowym, kultysta Seta (A-C 1)
Wölf (MB) - berserk rodem z Asgardu (F-M 1) 

Śmiałkowie wypoczęli, zaleczyli rany, uzupełnili zapasy i sprzęt. Jedną z tratw sprzedali, bez mułów byli w stanie pomieścić się na jednej. Po kilku dniach ponownie podążyli szlakiem wodnym w górę Rzeki Gromu. Bagna nęciły ich, bowiem pamiętali, że tam właśnie na ogół natrafiano na tajemnicze ruiny. Ogólny zakres trzęsawiska mieli już wytyczony, teraz należało dokładnie przebadać teren, aby nie przeoczyć żadnego zigguratu sprzed eonów...

Do grupy dołączył krzepki (STR 15) As (Aesir) o jasnej czuprynie, fanatyczny wyznawca Ymira, boga czczonego przez barbarzyńskich mieszkańców mroźnej północy. Wölf to berserk, który gardzi tchórzostwem i słabością, szukając wciąż coraz to nowych walk, by móc sprawdzić swą siłę i umiejętności. Idealny kompan, zwłaszcza na pierwszą linię walki.

Dotarli bez trudu na miejsce i rozpoczęli eksplorację. Przez tydzień pracowicie sprawdzali kilometr po kilometrze. Jednak wreszcie byli pewni – nic tu nie ma!

Wiosłowali już w najlepsze z powrotem, gdy dostrzeli w powietrzu nad bagniskiem wielkiego, latającego gada. Wergiliusz rozpoznał potwora natychmiast. Wyvern!

Po chwili paniki usiłowali się oddalić, ale Wyszomir złapał za łuk i puścił strzałę. Rozdrażniony wyvern zaryczał straszliwie i pikującym lotem zaatakował. Poleciało w niego kilka pocisków, ale odbiły się od łuskowego pancerza, nie czyniąc bestii żadnej krzywdy. Gadzina opadła na tratwę i rozpętała się rąbanina. Wyszomir walił kiścieniem, a Wergiliusz toporem. Jakież było ich zdziwienie, gdy po chwili potwór runął pyskiem w błoto! Stali z rozdziawionymi gębami, patrząc, jak cielsko tonie w bagnie.

– Ja muszę dawać dupy, a on zabija smoki – rzekł Gaius, trochę jakby przygaszony.

Wrócili na rzekę i popłynęli dalej. Wtem po lewej stronie ujrzeli nad lasem smużki dymów. Niechybnie jakaś wioska, prawdopodobnie piktyjska. Zawrócili czym prędzej. Żywności było coraz mniej, trzeba było już wracać. Rozbili obóz na suchym lądzie.

Wölf siedział na warcie, zapatrzony w ognisko, wspominając swój rodzinny Asgard. Wtem! Usłyszał za sobą jakieś chrobotanie. Odwróciwszy się, ujrzał 3 wielkie pająki! Porwał się na równe nogi, wnosząc topór. Pochwycił też żagiew z ogniska, zasłaniając się nią jak tarczą i zaryczał, wzywając Ymira. Zbudzeni drużynnicy wysypali się z namiotów. Gaius z wrzaskiem rzucił się na pająki, które ogarnęły go i pokąsały okrutnie. Wybito maszkarony, ale Gaius skonał w konwulsjach. Berserk również został ugryziony, ale jego zahartowany organizm lepiej zniósł truciznę.

O świcie zapakowali ciało biednego Gaiusa na tratwę i ruszyli z powrotem. Dotarli do Novum Castrum I wkrótce po równonocy wiosennej. Zima się skończyła. Nadchodziła pora deszczowa...

2 komentarze:

Robert pisze...

A, zapomniałem o uwagach. Krótko:

- negatywny rzut na reakcję u księdza zaowocował zabawnym rozwojem akcji. Oracle dice + strumień wyobraźni + deklaracje graczy = mieszanka wybuchowa :D
- Wyvern niby 7 HD, ale nastąpiło załamanie prawdopodobieństwa: miał tylko 10 HP! Najwidoczniej był to okaz albo bardzo młody, albo bardzo stary.
- tak się potem zastanawialiśmy z graczem, czy jako wyznawca Seta i na dodatek Anty-Kleryk powinien atakować gady? Chyba niekoniecznie. Tym razem jeszcze uznałem, że zrobił to, aby uwiarygodnić się w oczach grupy. Set dopuszcza taką przewrotność. Kto wie, może właśnie dlatego na drodze grupy stanął tak słaby wyvern? Kto wie, może gady podświadomie wyczują "swojego" i wyznawca Seta będzie miał jakiś +1 do reakcji?
- kiedyś wymyśliłem specjalny atak u gigantycznych ropuch, ale po drodze zapomniałem, jak to szło :P Zadawały więc normalne obrażenia. a reszta to już naprędce zaimprowizowany opis.
- mniejsze spośród wielkich pająków (HD 1+1) gryzą za k6 + trucizna (rzut obronny albo kolejne k6 obrażeń, sprawdzam po walce u każdego ugryzionego). Są też większe okazy (HD 2+2), tu niezdany test vs poison oznacza już zgon. Podobnie z jadem wielkich węży. Można kupić antidotum, które pozwala na powtórzenie rzutu, ale jest bardzo drogie.
- berserk usiłował odpędzić pająki pochodnią. Rzut na morale pokazał, że te jednak zostają, ale w drodze wyjątku dozwoliłem używać pochodni jako zamiennik dla tarczy (innymi słowy: kara -1 to-hit dla potworów z racji posługiwania się ogniem).

Erin Nire pisze...

Ty wiesz rzeczy! Skąd Ty masz w głowie takie rzeczy? To są piękne rzeczy!