18 sierpnia 2016

Pustkowie Piktów – Traperzy znad Gromu

Foto: Robert
Ekipa ponownie rusza w górę Rzeki Gromu. Pomimo przeciwności losu udaje się zmapować kawał puszczy.



Shaaron (PG) – syn shemickiego łucznika i aquilońskiej kurwy, brat Aarona (F-M 1)
Wergiliusz (WG) – okoliczny zabijaka (F-M 1)
Kevin (JL) – zbrojmistrz (F-M 1)
Fiodor (MB) – myśliwy (F-M 1)

Śmiałkowie postanowili raz jeszcze wybrać się w górę Rzeki Gromu. Tym razem po jej "cywilizowanej" stronie, która jednak, nawiasem mówiąc, nie różni się zbytnio od strony "dzikiej". Ziemie barona Flawiusza Konstantyna są najbardziej wysuniętym na północny-wschód bastionem cywilizacji, dalej rozciągają się niezbadane puszcze, nad którymi formalnie sprawuje władzę król Aquilonii, ale które nie zostały jeszcze zagospodarowane. Był już styczeń, na ogół było chłodno i raczej pochmurnie, choć deszcze zdarzały się rzadko.

Po uzupełnieniu zapasów ruszyli. Trzymali się rzeki, aby nie zgubić orientacji. Przez blisko tydzień wędrowali nie niepokojeni, choć w nocy kilkakrotnie ktoś (lub coś) kręcił się wokół obozu. Szóstego dnia postanowili się podzielić. Ponieważ racje topniały, myśliwy Fiodor ruszył na polowanie, a pozostała trójka miała przepatrzeć teren. Wtem! Jak gdyby nigdy nic wielkie drzewo złamało się i z hukiem runęło na drużynę. Rozbiegli się, ale Shaaron miał pecha – został przygnieciony. Gdy towarzysze wydobyli pół-Shemitę, ten już nie żył. Pochowano go w pobliżu obozu. Fiodor ustrzelił trochę zwierzyny, dodatkowe złapały się w sidła – mieli co jeść na wiele dni.

Siódmego dnia wypoczywali, gdy ich obozowisko odnalazł Petrus. Miał on kiedyś plantację, ale wskutek buntu niewolników stracił majątek. Ścigany przez bank "Aliorus" za długi, uciekł na pogranicze, gdzie próbuje sił jako traper. Postanowił połączyć siły z drużyną.

Śmiałkowie uradzili, aby zbudować w tym miejscu tratwę. Zajęli się tym Kevin i Wergiliusz, a Petrus i Fiodor ruszyli tymczasem na polowanie. Ubili trochę dziczyzny. Gdy sprawiali zwierzynę, zauważyli dwóch mężczyzn nadchodzących w ich stronę, odzianych jak leśnicy i zbrojnych w topory. Nie odpowiedzieli na przyjazne gesty i pozdrowienia, nieubłaganie zbliżając się prosto w stronę śmiałków. Petrus nie wytrzymał napięcia i wpakował jednemu strzałę między oczy. Drugi rzucił się na nich, coś bełkocząc. Ujrzeli, że był siny i wzdęty, a cera nosiła już wyraźne znaki rozkładu. Żywy trup! Zarąbali go prędko i wrócili do obozu.

Zapadła decyzja, aby ukryć tratwę w nadrzecznych szuwarach i ruszyć po tropach zombie w głąb puszczy.

Lepsze zombie niż Aliorus – rzekł Petrus.
Prowadził Fiodor. Szczęśliwie nie padało, więc trop był ciągle widoczny. Grupa została zaskoczona przez wielkiego pająka. Fiodor i Petrus z wrażenia upuścili łuki, ale Wergiliusz wpakował bestii strzałę, zanim doczłapała, a Kevin zarąbał ją toporem, szczęśliwie unikając zatrutych kolców.

Po paru dniach monotonnej wędrówki przez las, gdy trop zaczął słabnąć, postanowili zawrócić. Widzieli przed sobą (tzn. z kierunku, z którego przyszli) dym nad lasem. Czyżby puszcza płonęła? Niezrażeni ruszyli przed siebie. Mijał drugi tydzień, musieli odpocząć. Na polanie zakłócili koicję dwóch wielkich kotów (prawdopodobnie były to pumy). Fiodor zorientował się, że zaraz zaatakują i ostrzegł kompanów. Świsnęły strzały, a potem chwili za topory. Zarąbali jednego, drugi prysnął w krzaki. Traper wprawnie zdjął skórę ze zwierzaka.

Ruszyli dalej. Zaatakowały ich dwa wije. Zatłukli jednego, a drugi, raniony, odpełzł. Spierali się chwilę, czy podążyć za nim i odnaleźć gniazdo robaków, a w nim ewentualne skarby. Porzucili wszakże ten pomysł, Fiodor tylko wybebeszył skolopendra, ale nic nie znalazł. Wrócili do tratwy. Znowu widzieli słup dymu nad puszczą, tym razem po drugiej stronie rzeki. W nocy do obozowiska zbliżyło się dwóch łowców, ale Petrus zbeształ ich i przepędził.

Zapakowali się na tratwę i ruszyli z prądem w stronę fortu. Po drodze widzieli (po "dzikiej" stronie) grupkę odzianych w skóry jaskiniowców, którzy przypatrywali się im z rozdziawionymi gębami, po czym odeszli w las. Śmiałkowie zignorowali to i dotarli do Novum Castrum I bez dalszych przygód.

1 komentarz:

Robert pisze...

OKIEM SĘDZIEGO

- najbardziej drastyczny w tej przygodzie motyw to upadek drzewa skutkujący śmiercią postaci. Już spieszę z wyjaśnieniami. Szansa na wystąpienie tego wydarzenia to 0,83% (1/6, że wydarzy się "inna przygoda" i 1/20, że będzie to padające drzewo). Obrywał losowy śmiałek (1/3). Dodatkowo był jeszcze rzut obronny (vs death ray) skuteczny przy 12+/d20. Natychmiastową śmierć zastąpiłem natomiast 2d6 obrażeń. Reasumując: było tylko ~0,08% szansy, że zginie akurat Shaaron. Jednak - wykonało się.
- gracze ruszyli poza pierwotną mapę, eksplorują już drugi arkusz. Jako że wcześniej nic na nim nie zaplanowałem, rzucam za każdym razem, gdy wchodzą na heks, czy coś tam jest (osada, ruiny). Szansa na to jest niewielka (10% na osadę, 5% na ruiny). Ewentualnie sprawdzam, czy to od razu znajdują (1/d6). W przeciwnym razie przechodzą przez heks nieświadomie. Żeby w pełni "odkryć" heks, trzeba spędzić na nim cały dzień. Bieg rzeki rysuję w locie, losuję rzeźbę terenu (80% las, 20% bagna). Zdaję sobie sprawę, że te generatory mam jeszcze ubogie, ale wolę zacząć od prostych i rozwijać pomału.
- Petrus dołączył w pierwszym momencie, gdy wypadło spotkanie. Może to ciut naciągane, ale śmierć nastąpiła dość prędko, byli o wiele dni drogi od fortu, a nie było żadnego najmity, w którego mógłby wcielić się gracz. Rzut z tabeli zawodów (za AD&D 2E) pokazał trapera, więc wygląda nawet przekonująco ;-)
- istnieje 1/d6 szans, że coś złapie się przez noc w sidła. Sprawdzam dla każdej pułapki, każda dostarcza k6 racji żywnościowych
- polowanie: PC o przeszłości leśnika/myśliwego/trapera (15% na taki background) nie złowi czegoś w lesie tylko przy 1/d6. Zakładam, że ktoś taki potrafi wytropić i podejść dzikie zwierzę, a potem sprawić i podzielić mięso. Nie odgrywamy tego. PC poświęca cały dzień, odpisuje d10 strzał, rzucam na spotkanie, rzucam na polowanie, w razie sukcesu pozyskiwane jest 2d20 racji żywnościowych (od wyniku zależy, czy był to żubr, bóbr, czy, kurwa, łoś)
- leśnik potrafi rozpoznawać reakcje zwierząt.
- gracze dla zminimalizowania ryzyka zaskoczenia podczas obozowania zaczęli rozpinać wokół obozowiska liny z przymocowanymi kamieniami, które, zaczepione, mają narobić hałasu.
- zezwoliłem na spanie w kolczudze/zbroi płytowej za cenę kary -1 do rzutu "to-hit". Trochę było z tym zamieszania (nie zawsze jest jasne, kto w jakiej zbroi spał i czy deklaracja z poprzedniej nocy jest wiążąca), mam nadzieję, że to kwestia przyzwyczajenia. Na przyszłość postanowiłem, że kara ta będzie kumulować się z karą za brak odpoczynku po forsownym marszu / ucieczce / braku odpoczynku siódmego dnia (również -1, łącznie zatem -2 i nie więcej). Odpisywanie HP było chyba zbyt drakońskie, choć zdecydowanie łatwiej było to śledzić.
- w razie zaskoczenia zrezygnowałem z wolnego ataku dla zaskakujących. Wszystko zależy od kontekstu - na ogół zaskoczony nie zdąży przygotować tarczy, strzelić z łuku itd. Samo zaskoczenie oznacza tyle, że trzeba walczyć albo spierdalać na oślep. Oczywiście, tym razem pamiętałem o upuszczaniu przedmiotów - wspaniała zasada!
- żeby nie wykorzystanie opatrunków, to krucho by było :-)