7 września 2016

Pustkowie Piktów - W Zigguracie Strachu

Dwie drużyny śmiałków współzawodniczą o skarby skryte w zigguracie nad Czarną Rzeką. Kto pierwszy, ten lepszy. Tym razem grupa Cedrika zapuszcza się w podziemia, gdzie odnajduje kilka sekretnych przejść...

PC
Cedrik (RL) - były gangster (F-M 2)
Oktawian (MT) - leśnik (F-M 1)
Fiona (AŁ) - nawigatorka (F-W 1)
Gerda (PL) - drwalka (F-W 1)

NPC
Waleriusz - kapral straży (F-M 1)
Rufus - żołnierz (N-M)
Lucjusz - żołnierz (N-M)
Kwintus - siepacz (N-M)
Sykstus - siepacz (N-M)
Oktawiusz - siepacz (N-M)
Nonus - siepacz (N-M)
Borannus - poganiacz mułów (N-M)

Do grupy śmiałków, która pierwsza spenetrowała ziggurat nad Czarną Rzeką, po upływie paru tygodni doszły słuchy, że inna drużyna wyruszyła w tym samym kierunku i powróciła obładowana worami ze złotem. Zorientowali się, że coś jeszcze musiało kryć się w tajemniczej budowli. Coś, co przeoczyli. Postanowili naprawić ten błąd. Zaciągnęli i wyposażyli 4 nowych siepaczy, prostych rębajłów przybyłych z głębi kraju. Do tego doszedł oddziałek 3 sprawdzonych już w akcji wojaków barona. Uzupełniono sprzęt i zapasy. Ruszyli.

Po kilku dniach wędrówki (wyminęli grupę wielkich mrówek) dotarli nad Czarną Rzekę. Tu udało im się uniknąć spotkania z wielkim jaszczurem, latającym nad wodą. Odnaleźli swoje tratwy, zapakowali się i popłynęli w stronę zigguratu. Rozbili obozowisko tym samym miejscu, co poprzednio. Nazajutrz zapuścili się do zigguratu. W obozie pozostał poganiacz z mułami i jednym z siepaczy do ochrony.

Wspięli się na szczyt budowli, weszli do budyneczku, zeszli schodami na półpiętro. Tu opukali ściany, wykrywając zamurowane przejście. Cedrik rozwalił je kilofem, odsłaniając korytarz, niknący za zakrętem. Ostrożnie ruszyli naprzód, docierając wreszcie do ślepego zaułka. Również tutaj Cedrik złapał za kilof i rozwalił ścianę. Znaleźli ukrytą komnatę, a w niej - sarkofag z brązu. Fiona dotknęła trumny - i błąd! Sarkofag nagle się otworzył, ze środka wypadł okutany w bandaże umarlak. Udało się go zarąbać, na szczęście bez strat. W sarkofagu nic nie było, odsunęli go i w ścianie, którą wcześniej zasłaniał, natrafili na zamurowaną niszę. Kryła piękny klejnot, trochę srebra i jakąś miksturę.

Wycofali się na półpiętro i zeszli do komnaty z 8 wrotami i gongiem. Tu gruntownie przebadali pomieszczenie, odkrywając zamurowane przejście w schodach i otwór w podłodze nakryty pojedynczą płytą. Silni Oktawian i Cedrik podważyli ją łomami, a Gerda spuściła do środka latarnię na linie. Po ok. 10 metrach dotknęła gruntu. W ścianie studni były metalowe uchwyty - jakby drabina. Jednak postanowili zostawić sobie eksplorację włazu na potem.

Rozkuli ścianę w schodach - tajemne przejście kryło kolejne schody. Zeszli nimi na ok. 6 metrów i znaleźli się w korytarzu, który kończył się ślepym zaułkiem. To była jednak kolejna podpucha - za ścianą coś się kryło. Tradycyjnie Cedrik i jego kilof oczyścili przejście. Na końcu korytarza, który się odsłonił, dostrzegli 3 dzbany wypełnione złotem, ale po obu stronach, pod ścianami, stało łącznie 6 sarkofagów.

Posadzka była mocno zniszczona. Sprawdzili grunt tyczką - wydawał się w porządku. Naiwny najmita (Kwintus), skuszony obietnicą złota, poszedł przodem z pochodnią. Wtem! podłoga pod jego stopami zarwała się. Runął w dół z wrzaskiem. Okazało się, że spał ok. parę metrów w dół do jamy z ostrzami, ginąc na miejscu. Śmiałkowie zrozumieli, że nie ma żartów. Reszta najmitów i pomocników została w pomieszczeniu powyżej. Oktawian poszedł po wielki młot z brązu (służył do walenia w gong) i rzucił go na posadzkę za pułapką. Wytrzymała. Długim krokiem przekroczył dziurę, podniósł młot i cisnął nim w ścianę naprzeciw (czyli tam, gdzie znajdowało się złoto). Młot wyrżnął w mur, obłupując parę cegieł Wtem! rozległ się szczęk, świst i Oktawian został ugodzony strzałą! Szczęśliwie trafienie nie okazało się śmiertelne. Wycofał się niechętnie i przewiązał ranę. Wraz z Cedrikiem przytaszczył na dół gong, który posłużył za pomost nad dziurą.

Z bronią i flaszkami oliwy naszykowanymi do rzutu na podorędziu postanowili opukać sarkofagi tyczką. Nic się nie stało. Potem Gerda i Fiona zaplotły lasso z liny. Starały się zarzucić pętle na dzbany ze złotem i przyciągnąć do siebie. Dwa dzbany się wywróciły, trzeci udało się odzyskać. Gdy Fiona dotknęła złota, sarkofagi otworzyły się. Poszukiwacze przygód bohatersko dali dyla na górę. Umarlaki, które wylazły z trumien, podążyły ociężale za nimi po schodach. Tu śmiałkowie i ich 5 pomocników starli się z 6 truposzami.

W końcu udało się je zarąbać, ale łatwo nie było. Nie obyło się też bez strat. Na samym początku walki Oktawian oberwał poważnie. Próbował się wycofać, ale po przejściu paru kroków padł sparaliżowany! Niechybnie zginąłby, gdyby nie kapral Waleriusz, który, zarąbawszy swojego przeciwnika, ruszył bezradnemu awanturnikowi na pomoc. Po chwili los Oktawiana podzielił Cedrik. Ghule - bo to były one - zanim wreszcie padły, rozerwały na strzępy jeszcze 2 wojaków barona (Lucjusza i Rufusa) i 1 siepacza (Sykstusa).

Teraz można było wrócić na dół i spokojnie spakować złoto do worów (3 000 złotych monet). Wyholowano je z lochu wraz z ciałami poległych (porzucono tylko trupa najmity w dziurze). Przenocowali. Następnego dnia ruszyli z powrotem. Na rzece nic się nie wydarzyło. Pod wieczór wylądowali w dobrze znanym sobie miejscu. Rozładowali już tratwy, gdy nagle między drzewami dostrzegli wielkiego małpoluda, który bacznie im się przyglądał z rozdziawioną gębą. Poczęli się pomału cofać. Oktawian rzucił małpoludowi 2 racje żywnościowe. Po dłuższej chwili konsternacji wielkolud z przerażającym okrzykiem ruszył na drużynę, wymachując prymitywną maczugą. Nie było wyjścia, musieli walczyć. Oktawian miał przygotowany łuk i zdążył wpakować 2 celne strzały w małpiszona, po czym zwiał na tyły. Reszta skoczyła nań i zarąbała po krótkiej walce - znowu bez strat, choć paru zostało potłuczonych wielką pałą.

Odespali, odpoczęli dzień (mijał tydzień wyprawy) i ruszyli. Na naprędce sklecionych marach targali ciała poległych. Muły objuczone były worami ze złotem, srebrem i miedzią. Wędrowali przez kilka dni. Byli już blisko Rzeki Gromu, gdy spomiędzy drzew wypadło 3 jaskiniowców z maczugami. Fiona z wrażenia upuściła topór. Widocznie pierwotni ludzie liczyli na łatwy kąsek. Przeliczyli się jednak - Gerda rozwaliła jednemu czachę, a pozostali, poranieni, zwiali w krzaki.

Grupa śmiałków powróciła już nieniepokojona do fortu. Tam spieniężyli klejnot (wart 1 300 sztuk złota) i podzielili skarb, odstępując bez szemrania 20% należne baronowi. Pora deszczowa miała się ku końcowi, niebawem miało nadejść gorące i suche lato.

4 komentarze:

Robert pisze...

OKIEM SĘDZIEGO

- Po tej sesji Oktawian wskoczył na 2. poziom i przerzucił HP (11, głównie dzięki swojej świetnej CON 17). Jeszcze jedna taka przygoda, a upragniony awans zdobędą Gerda i Fiona.

- Gracze z tej drużyny popadają pomału w paranoję :D stukanie, nasłuchiwanie, wybicie niewielkiej dziury, wprowadzenie do środka sondy w postaci tyczki z latarnią na końcu itd. Bardzo dużo środków ostrożności i kombinowania przy sarkofagach. W efekcie eksploracja w sumie tylko 2 pomieszczeń zajęła jakieś 3 godziny czasu realnego (graliśmy ok. 4 h, wraz z Castoramą i Buchalterią).

- Znowu mądre unikanie spotkań losowych, jaskiniowcy ich zaskoczyli i zmusili do walki, z małpoludem (ogrem) po serii rzutów na reakcję w końcu wypadł negatyw - byli plecami do rzeki, więc też nie było wyjścia.

- Wszystkie umarlaki w zigguracie niebędące szkieletami opisywałem jako mumie, ale miały różne wartości HD. Walki były trudne. Gdyby nie sporo najemników, raczej byłby TPK. Bandaże stały się podstawowym elementem wyposażenia.

- Podłoga zawalała się przy 1-2 / d6, co oznaczało upadek do jamy z kolcami i 2d6 obrażeń (chamsko, bo bez rzutu obronnego). Z kolei strzała "puszczała" na podobnej zasadzie, tyle że tutaj niezdany save vs death ray oznaczał d6 obrażeń.

- Z dzbanami i lassem zaimprowizowałem, że konieczny jest udany rzut to-hit vs AC 2, aby przyciągnąć nietknięty dzban. Dwie nieudane próby skutkowały wywróceniem dzbana.

Oel pisze...

"Wszystkie umarlaki w zigguracie niebędące szkieletami opisywałem jako mumie (...) Bandaże stały się podstawowym elementem wyposażenia."

Chociaż jakoś wyprali te bandaże? :

Shockwave pisze...

W języku reptiliańskich setytów ta świątynia pewnie nazywa się Zigguratem Wpierdolu.

Robert pisze...

@Oel

Bandaże kupne, nie oderwane z mumij. Nikt nawet nie próbował :P

@Schockwave

Zapewne tak jest :D