23 stycznia 2017

[ODD II] Astrae Bloody Astrae: Technikalia

Postanowiłem rozegrać na 3LBB DSA kolejną wyprawę, tym razem do bezgranicznego Underworld pod królewskim Miastem Astrae. Wstępne założenia bazują na sesji sprzed kilku lat. Otóż, nowa w mieście Awanturnica odwiedziła archikatedrę w celu wrzutki na tacę i zapalenia świeczki na szczęście. Na wielkim krzyżu nad ołtarzem wsiał przybity Biskup, a drzwi kościoła zatrzasnęły się za nią. Za ołtarzem ziała dziura w ziemi. Wtem twarz biskupa zaczęła się rozpływać jak wosk i z krzyża zaczął schodzić doppleganger (to nie TEGO typu sobowtór, którego każdy w Królestwie Lwa posiada). Drzwi rozpękły się z hukiem i wpadła dwójka strażników. Awanturnica cofała się w stronę dziury w przerażeniu, a upadek w nią spowodował fakt, że strażnicy też zaczęli "topnieć" i objawili jej swe prawdziwe oblicza. Spadek nie był bolesny, wylądowała w stercie rożnego gówna i szmat. Na dole okazało się, że w startowej komnacie jest i oryginalny Biskup i dwójka strażników. Story była losowa i  niespodziewana - wyszło miejskie spotkanie z dopplami, bad day...

Założenie tej przymusowej eskapady jest proste. Odnaleźć schody na zewnątrz. Jest tylko ona, Biskup, samczyk strażnik i samiczka strażnik. Komnatę startową wylosowałem spośród geomorfów z DMG Gygaxa. Tabela spotkań losowych oryginalna, własna - dla pierwszego poziomu pod dzielnicą handlową Miasta Astrae, mapa wiadomo, nie moja, a losowana. Ponownie zrezygnowałem z suplementów (Whitelion na nich "nie chodzi"), Monsters & Treasures Assortment oraz całkowicie wywaliłem figurki i miarkę. Tzn. jest na stole Bernard na szczęście.

Jest więc to swego rodzaju historia alternatywna do tej z normalnej sesji. Ale, coby nie było zbyt kolorowo, postanowiłem zrobić taki myk, że jeśli postacie przeżyją i odnajdą schody na górę, trafią w niezbadaną Dzicz - losowaną w locie, z wykorzystaniem tabel z mojej kampanii, DMG wspomnianego "tfórcy", ale bez użycia ogólnego rozmieszczenia miejscówek na mapie Lwiego Królestwa.

Weteranka Signil F-W HP: 3; AC: 7 kusza, rapier, sztylet, skórzana -10% XP
Typ "rozważnej i romantycznej" złodziejki, bardzo pazernej. Natura zrekompensowała jej cherlawość (STR/CON low) fajnymi cyckami i zręcznymi palcami (CHA/DEX high).

Biskup Pieronyk C HP: 18; AC: 4 buzdygan, tarcza, kolczuga +5% XP [Wkute: cure light wounds x2; bless x2; cure disease; cure serious wounds] Chudy, psychopatyczny pseudointeligent. Max nawiedzony fanatyk Kościoła Wenusjańsko Katolickiego.

Karynea "Whore" N-M HP: 3; AC: 7 włócznia, miecz, skórzana
Blond, pusty wzrok - mówi często "kurwa", stąd jej ksywa.

Sebaryk "Hammer" N-M HP: 4; AC: 6 włócznia, miecz, tarcza, skórzana
Łysy, kark, często mówi "kurwa" i jest koślawy. Ksywa od sposobu argumentowania pięściami.

Sprzęt: skręcone z gówna i szmat: pochodnie w liczbie 20 (10h światła), blok-kolce 10, zero żarcia / wody, broń i zbroje - co kto miał. 1 flakonik wody św. + srebrny krzyż Biskupa. 12 GP w sumie.

Stay tunned!

14 komentarzy:

Robert pisze...

O, jednak wróciłeś do przygód w trybie solo. Tajemnice Fortu Dagda były świetne. Ciekawe, jak długo pociągną bez płytówek? Gdyby nie obecność JE Pieronyka, to wyglądałoby to bardzo źle, a tak jest tylko źle. Mimo wszystko trzymam kciuki za ekipę!

Ojciec Kanonik pisze...

Prawdopodobnie TPK po wyjściu z gygaxiańskiego geomorfu - zobaczymy ;)

Wolfgang Schwarzenatter pisze...

Niedawno (chyba w listopadzie), kiedy po raz kolejny komuś pochorowała się progenitura i sesja nie wyszła, stwierdziłem, że spróbuję SDA. Oczywiście pod wpływem lektury znakomitego cyklu o Forcie Dagda. Chciałem o tym nawet napisać, ale ostatecznie stwierdziłem, że musiałbym mieć większą próbkę. Bo pierwszy raz był taki se. Najpierw żmudne tworzenie postaci i wybieranie im sprzętu, potem TPK w pierwszej walce. Trzeba sporo samozaparcia, żeby w to pójść. Może moim błędem było to, że chciałem wszystko zrobić za jednym razem w jednym posiedzeniu zamiast dłubać po godzinę dziennie.

Ojciec Kanonik pisze...

Nie wiem jakie mogłeś popełnić bazowe błędy, ale przy ekipie 3-4 klasowych Awanturników i kliku Retainerach da się trochę połazić. Jak się ma fuksa to i całkiem spory kawał mapy można odkryć i levelować.

Raporty powinny ukazywać się "na zakładkę" z apekami Roberta (chyba że szybki TPK będzie).

Wolfgang Schwarzenatter pisze...

Grałem na LL. Trochę połaziłem, miałem kilka spotkań, które nie kończyły się bijatyką (wysokie rzuty na reakcję), znalazłem jakieś drobne cp, ale w końcu trafiłem na gekony (HD 3), które wzięły drużynę z zaskoczenia, spadły z sufitu w środek formacji i w pierwszym, czy drugim ataku wyrżnęły wszystkich awanturników. Co ciekawe, podobna sytuacja przytrafiła się potem w Lemurii. Gekony to zmora pierwszego poziomu lochów w LL.

Ojciec Kanonik pisze...

Dobre :D Nie sądzę, by SDA działał dobrze i w miarę równoważnie z czymkolwiek innym niż 3LBB, dla których był pisany. Nie wiem w sumie, nie próbowałem. Z drugiej strony tez mi się trafił wilkołak pod Fortem Dagda (b. rzadkie spotkanie wg tabel z Originala) i gdyby nie udany evade, to by było to samo, co u Ciebie. :)

Robert pisze...

@Wolfgang
Piękna historia. Czy uwzględniłeś ją w uniwersum Lemurii, tzn. czy da się znaleźć pozostałości po tamtej wyprawie?

Teraz zaczynam się zastanawiać, czy przypadkiem samemu nie odpalić SDA :D

Wolfgang Schwarzenatter pisze...

W sumie to czemu miałoby nie działać z innymi systemami niż OD&D? Moja wyprawa nie odbiegała za bardzo od tego czego doświadczali awanturnicy pod Fortem - porażka na porażce;)

W Lagasz czeka na wylosowanie plotka dotycząca tamtych wydarzeń.

Ojciec Kanonik pisze...

@Wolf
Ale z systemami o większym przepaku (AD&D, dupochrony z retroklonów, d20) chyba dalej by nasze drużyny zaszły. Takie mam wrażenie.

Ojciec Kanonik pisze...

Gekony napierdalające z sufitu - so Hargrave :D :D

Adam pisze...

Fajna historyjka. Czekam na ciąg dalszy :)

Ojciec Kanonik pisze...

Sam jestem ciekaw jak w tej konfiguracji SDA pójdzie. Stawiam na TPK, ale będę dbał (w ramach procedur) o matołów jak się tylko da.

Bartosh pisze...

Znakomicie. Liczę na kolejne smakowite raporty.

Sam, na fali znakomitych relacji z Fortu Dagda odpaliłem solóweczkę i miałem przy tym naprawdę masę frajdy. W podziemia pod dawnym klasztorem weszło trzech awanturników wojowników zostawiając muła i ochroniarza na zewnątrz. Pierwsza postać zginęła zanim wlazła pod ziemię gdyż...pośliznęła się na omszałej drabinie i skręciła kark przy upadku. Pozostała dwójka spenetrowała ledwie co trzy komnaty gdy trafili na Ghule. Od tego momentu kości zwariowały, wyrzucając znakomite wyniki. Dwa Ghule, bardzo powolne i wyniszczone (skrajnie mało HP), w długiej sali, która dała śmiałkom czas na reakcję. W ruch poszły podpalone butelki z oliwą, które praktycznie załatwiły całą sprawę. To nie był koniec szczęśliwej aury wiszącej nad głowami graczy. Znaleźli w stercie kości skarb: ledwie jeden klejnot, ale przy określaniu jego wartości wyszło że to szczególnie cenny egzemplarz. W tym momencie według rzutu na reakcję wyszło, że awanturnicy wycofali się, a ja na szybko zasymulowałem ich dalsze losy po tym jak spieniężą kamień. Przypływ gotówki nie wyszedł im na zdrowie i szybko przeputali całość na głupoty. Czekają teraz jako NPC, na śmiałków chcących odkryć co jeszcze kryje się w podziemiach klasztoru.

Patrząc na tę rozgrywkę z perspektywy czasu, nie była pewnie w pełni koszerna, ale fakt że została mi w pamięci, oznacza że bawiłem się znakomicie. A o to chyba w RPG chodzi.

Ojciec Kanonik pisze...

Cześć, Bartku
Już się ustawiłem z Robertem, żeby nie było spamu raportów dzień po dniu. Po weekendzie opublikuję pierwszą (być może ostatnią) wyprawę po stolicę. Ok, że miałeś radochę (chociaż skład PC miałeś mały, jak mój teraz) - o to przecież chodzi. :)