27 lutego 2017

O OSR w 2010 roku

Niedługo stuknie 7 lat jednemu z lepszych manifestów retrograczy na rodzące się zjawisko OSR. Bill Silvey miał całkiem trafne przewidywania, co do pojawiających się masowo, przeróżnych netowych sezonowców. Napisał go na EnWorld w 2010, a był znany jako The Dungeon Delver, dość aktywny w czasach przed nadejściem tej patologii erpegowej (twórca obu edycji OSRIC-a, kilku modułów i artykułów z Dragonsfoot). Wiele osób z grona retrogamingowego, ze społeczności GT, K&KA i Dragonsfoot zaczynało to dostrzegać i sporo z nich właśnie wtedy się wykruszyło. Fajna stop-klatka z 2010 roku.

Enjoy, Gentle Pelicans!


Dajcie już sobie spokój.

Naprawdę, wyluzujcie. W czasach, gdy zaczynałem być fanem Oryginalnych D&D, AD&D i różnych wersji Basic D&D, udzielanie się w sieci nie polegało na tylko komentowaniu tego, co fajnego w tych grach jest, ale wrzucaniu czegoś, co inni mogliby polubić. Fajną rzeczą było usłyszeć, że ktoś wydrukował sobie napisany przeze mnie moduł, zrobił do niego okładkę i granie w niego było na tyle przyjemne, że DM oddał go graczom na pamiątkę. Albo, pojawiając się na konwencie, widywałem ludzi grających na kartach postaci z Dragonsfoot. A ludzie, z którymi wtedy grywałem, czasami pytali mnie czy słyszałem o czymś takim, jak OSRIC.

Moja ulubiona gra przeżywała swoją druga wiosnę w okresie 2000 - 2009, głównie w PDF-ach. Można je było znaleźć na Amazonie, itd. PDF-y nagle znikły, przez zwykłą chciwość WotC (i działania piratów), ale spójrzmy prawdzie w oczy - te wiekowe broszury fizycznie nie będą trwać wiecznie.

I stąd mój apel w tytule. Skończcie porównywać, kto ma więcej wejść na swoją stronę, skończcie roztrząsać kwestię, kto dziś jest "autorytetem Dziczy". Zapytajcie siebie samych: co zrobiłem takiego, co pozwoliłoby nadal trwać Oryginalnym, Basic czy Advanced D&D? To jest dużo istotniejsze od pieprzenia o tym, "czy D&D przystaje do teorii GNS"? Staracie się wynaleźć na nowo koło? Czy może lepiej byłoby napisać jakiś moduł, narysować mapę czy ilustrację, zapowiedzieć się z wizytą na konwencie lub zaprosić znajomych na grę do sklepu hobbystycznego. Robicie to z miłości do gry, czy dla paru zielonych?

Przypuszczam, że większość z was jest tutaj dla rozwoju hobby, a nie dla konkursu w mierzeniu kutasów. Przyznam, że tego od zawsze najbardziej się obawiałem. I tu pojawia się to całe "OSR". Ok, sam w tym na początku aktywnie uczestniczyłem - i no jak to, nawet nie ma o mnie dziś wzmianki?! Szybko zrozumiałem i powiedziałem sobie, ok zwolnij, pisz materiał, graj z ludźmi których lubisz, bo tylko to ma jakiekolwiek znaczenie. Popularność i prasa są ok, ale to nie one są sensem w tym hobby. Sensem jest działać tak, by gry, które tak lubimy nadal były dostępne dla ludzi.

Padła nawet propozycja na forum Q&A WotC, aby wydawać stare podręczniki w usłudze PoD. Sądzę, że wzięliby to pod uwagę, gdyby istniał ku temu widoczny rynkowo popyt. Ale skąd ma się brać popyt, skoro ludzie w to nie grają? A jak ludzie mają załapać bakcyla i poczuć fajność starego D&D, jeśli bardziej przejmują się, kto jest teraz na topie z lajkami? Nie ma w tym nic złego, ale bierne siedzenie i postawa "oo, nadchodzą setki lajków, ruszę z czymś, jak dobiję do xyz" - marna i pusta motywacja. Sądzę, że będziecie tylko przesuwać w nieskończoność progi popularności i niczego nie zrobicie. Jeszcze kilka linków, parę lajków i odwiedzin i... Nigdy nie ruszycie z miejsca. Bardziej dbacie o to by być słyszanym, a nie o to, co mówicie. Co jest ważniejsze - powiedzieć coś sensownego małej grupie ludzi i liczyć, że się rozejdzie dalej czy bełkotać o niczym do dużego tłumu?

I nie przejmujecie się niczym, olewacie rozwijanie gry, bo musicie sprawdzić "kto ma większego, fajniejszego *bloga*". Grajmy w nasze gry, a nie w jakieś wyimaginowane gierki w to, kto jest obecnie najpoczytniejszym bloggerem erpegowym.

I dalej to "OSR". Ludzie... przestańcie być niedzielnymi turystami. To groteskowe. Wolę siąść do sesji raz na pól roku z grupą brodatych fanów Zeppelinów (jak i ja), którzy potrafią z pamięci zacytować zdanie czy stronę Dungeon Masters Guide i zagrać w G1, zamiast drążyć, kto jest najbardziej nowatorskim oldschoolowcem. Po prostu... po prostu grajcie, do cholery. Nie traćcie czasu na podniecanie się Odrodzeniem czy Renesansem. To już trwa od dawna. Zaczęło się od wydania 2E! Może skończcie z bzdetami i dołączcie do nas?

4 komentarze:

Radosław Czerniak pisze...

Piękne...

Ojciec Kanonik pisze...

I większości prawdziwe, nie wziął tylko pod uwagę wzrastającej popularności zjawiska, że WotC też łyknie hype i wyda stare pody drukiem ;)

Robert pisze...

O kondycji OSR najlepiej mówi komentarz, który zamieścił jeden gość w grupie OD&D na FB: "Ironically (to me), though I am currently writing 0e supplements, I've never actually played a session. My sweet spot seems to be in the vicinity of B/X and 1e....". W innym miejscu: "Having a senior moment and would prefer to ask you fine folks rather than flip through pages. Monsters have 6-sided hit dice?"

Facet nie zna podstawowych założeń gry, ale dodatki pisze...

Ojciec Kanonik pisze...

Patole erpegowe.