16 lutego 2017

[OD&D] Dziedzictwo Ungernów – Śmierć wojownika

Śmiałkowie eksplorują zapotworzony loch pod kanałami. Masa walki – są zgony, skarby i upragnione awanse. Kto stał się silniejszy, a kto na sen wiekuisty kłaść się musiał? Przekonajcie się sami. Enjoy!
 
PC
Gurczen (M. B.) – bystry i zręczny fechmistrz
F–M 3, STR 11, INT 13, WIS 10, DEX 13, CON 10, CHA 10, HP 12, AC 2

Nazdak (P. G.) – odrażający, niezdarny i cherlawy, ale piekielnie inteligentny syn mistrza kamieniarskiego, oddany do terminu u magów
M–U 1, STR 8, INT 16, WIS 12, DEX 6, CON 7, CHA 6, HP 3, AC 8

Janus (J. L.) – zręczny, ale chorowity kowal
F–M 1, STR 9, INT 9, WIS 9, DEX 13, CON 7, CHA 10, HP 3, AC 2

Emiliusz (W. G.) – krawiec, niezbyt silny ani piękny
F–M 1, STR 7, INT 10, WIS 9, DEX 9, CON 9, CHA 7, HP 7, AC 2

Andrea (B. A.) – krzepka i zwinna córka piekarza; nie jest kobietą przystojną
F–W 1, STR 13, INT 10, WIS 11, DEX 14, CON 16, CHA 6, HP 8, AC 2

NPC
Chrobry, F–M 2, STR 12, HP 7, AC 3, ciężkozbrojny wojownik z berdyszem
Ariel, F–M 1, STR 15, HP 4, AC 2, ciężkozbrojny weteran
Berdek, N–M, STR 12, HP 6, AC 6, ciura, początkujący włócznik
Kroppek, N–M, HP 5, AC 6, ciura, początkujący włócznik
Iwo, N–M, HP 4, AC 6, ciura, początkujący włócznik


Odcinek 11, cz. 1 – Nietoperze, śluzy & truposze


Po upływie paru dni drużyna zdecydowała o powrocie do nowo odkrytego kompleksu pod miejskimi kanałami. Była połowa lutego, padał śnieg.

Uzupełnili niezbędny ekwipunek (Gurczen wyposażył swoich giermków w tarcze, z których w międzyczasie nauczyli się korzystać) i zapuścili się w cuchnące ściekiem podziemia. Już w pierwszym korytarzu zaalarmowało ich dochodzące z oktagonalnej komnaty popiskiwanie. Przygotowali ogień grecki i wyskoczyli zza węgła na... 12 wielkich szczurów! Większość flaszek chybiła celu, grzęznąc w ohydnej mazi. Kilka gryzoni udało się jednak zjarać, strzały Gurczena i Andrei przeszyły parę innych, a resztę wysieczono. Pierwsze zwycięstwo! Dotarli do klapy, zamontowali haki, przywiązali drabinkę sznurową. Zachowując szczególną ostrożność (i spuszczając osobno toboły) zeszli na niższy poziom.

Ruszyli do skrzyżowania, na którym spotkali nietoperze. Tu wzięli się za opukiwanie ścian. Narobili sporo hałasu, po chwili rozległ się pisk i poszum wielkich skrzydeł, zza zakrętu wyleciało... 5 wielkich nietoperzy! Po krótkiej walce strącono gacki na ziemię, a Emiliusz wyrwał im kły i odciął skrzydła.

Podążyli dalej korytarzem, docierając do drzwi. Tyczka poszła w ruch i po chwili weszli do komnaty, w centrum której znajdowała się... wielka studnia. Tyczka (3 m) i lina z kotwiczką (ok. 15 m) nie sięgnęły dna szybu. Na zachodniej ścianie wypatrzyli sekretne drzwi (bez klamki i zaryglowane od środka – trzeba było wyważać). Sekretnym przejściem dotarli do prostopadłego korytarza. Naprzeciwko kolejny sekret i korytarz, ale wycofali się i postanowili iść na południe. Za kolejnymi drzwiami – rozległa kwadratowa komnata z posągiem na środku. Kamienna figura zakapturzonego człowieka z rozłożonymi rękami mierzyła dobre 3 metry (plus cokół, na którym widniały jakieś inskrypcje). Pomieszczenie gruntownie przeszukano, w tym czasie Nazdak spisał tekst z cokołu. Nic nie znaleźli, ale w każdej ścianie były drzwi.

Podążyli na wschód, a potem na północ. Dotarli do komnaty ze studnią. Gurczen stanął na ocembrowaniu i ostentacyjnie odlał się do środka. Zaintrygowało go, że nie usłyszał kropel spadających do wody. Wrzucił do środka pochodnię – po paru sekundach sięgnęła dna. Studnia była sucha, głęboka na ok. 20-30 metrów! Postanowili zostawić ją sobie na później. Wycofali się do komnaty z posągiem i poszli na południe.

Tu kolejny prostopadły korytarz. Zaraz na wschodzie znaleźli drzwi. Wleźli do niewielkiej komnaty. Jej przeciwległą oraz boczne ściany pokrywała gruba warstwa zielonego gluta. Nazdak począł stukać tyczką, Janus toporem, a Gurczen mieczem. Przedmioty zagłębiły się i ugrzęzły w gęstej niczym kisiel mazi. Wtem! Glut zaczął przeżerać metal i drewno. Puścili bronie czym prędzej, które po chwili zniknęły w śluzie. Gurczen chwycił za srebrny topór i próbował rąbać, ale cenna broń przepadła w ten sam sposób. Fechmistrz odpalił ogień grecki i rzucił o ścianę. Płomienie ogarnęły gluta i zaczęły go wypalać. Do akcji wszedł Janus z pochodnią, za nim reszta – bez trudu spalono zieloną maź. Następnie opukano gołe ściany, ale niczego nie odkryli. Na wyposażeniu znajdowało się kilka sztuk zamiennej broni, którą rozdano potrzebującym.

Wrócili do komnaty z posągiem. Gurczen otworzył drzwi i odskoczył jak oparzony, szczęśliwie nie upuszczając toporka... 5 szkieletów! Szybko wycięto umarlaków. Wycofali się i poszli na zachód. Tu dwie komnaty. Jedna na północy, pusta, z wyjątkiem zwiędłego szczawiu, który walał się po podłodze. Nazdak spakował ziele do torby.

W drugiej komnacie na południowym wschodzie natrafili na kamienny ołtarz. Na ołtarzu stała pusta półlitrowa flaszka, a w niej – zwiędłe chryzantemy. Nazdak wytrząsnął kwiaty na posadzkę i rozbił butelkę. Sam ołtarz standardowy – plamy krwi i napisy, które skopiował mag. Reszta wzięła się do opukiwania ścian. W tym czasie zza zakrętu wytoczyło się... 11 zombie! Emiliusz stał na warcie i on dał pierwszy odpór, ale wpadł do komnaty pod naporem masy truposzy, które poczęły wsypywać się do środka. Rozpętała się chaotyczna rąbanina, ale ostatecznie wytłuczono wrogów bez strat, choć wielu śmiałków odniosło rany. Podleczono się miksturami i postanowiono wracać.

Dotarli już w okolice swojej drabinki, gdy wpakowali się na kolejny oddział... 10 szkieletów! Udało się ich zaskoczyć, ale awanturnicy nie mieli już cennego oleju greckiego. Trzeba było wyrąbać sobie drogę. Poszło szybko – wybito truposzy, znowu bez strat. Wrócili do kanałów i stamtąd do miasta.

Korzystając ze znajomości z młodym magiem Aulusem, sprzedali jego mistrzowi Apollinowi Białemu skrzydła i kły nietoperzy. To był ich jedyny łup z zejścia. Gurczen kupił nowy srebrny topór. Nazdak ugotował napar ze zwiędłego szczawiu, po czym go wypił i się zrzygał.

Podsumowanie

Pokonano: 12 wielkich szczurów (HD 1/2), 5 wielkich nietoperzy (HD 1/2), 15 szkieletów (HD 1/2), 11 zombie (HD 1), 3 zielone śluzy (HD 2)
Zarobiono: 300 GP
Polegli: -


Odcinek 11, cz. 2 – Bitwa w świątyni Belzebuba


Odpoczęli i wieczorem następnego dnia w tym samym składzie powrócili do podziemnego kompleksu. Tym razem udali się na północ, do komnaty ze szkieletem. Tu Janus porzucił szczątki sztyletu, które wcześniej stąd zabrał (pokazał je Petrusowi Czarnemu, ale ten nie dopatrzył się niczego specjalnego).

Przypomnieli sobie o sekretnych drzwiach na zachodniej ścianie. Sforsowali je (znowu jednostronne) i odkryli niewielką komórkę, prawdopodobnie jakiś magazyn. Były tu bowiem 3 zbutwiałe beczki wypełnione zgniłym i zapleśniałym ziarnem. Rozwalili pojemniki, w których odkryli trochę złota i srebra. Co ważniejsze, na zachodniej ścianie były kolejne tajemne drzwi. Powtórka – najsilniejszy w grupie Ariel wywala je z kopa, reszta wchodzi za nim do korytarza. Po paru metrach kolejne drzwi, a za nimi rozległa komnata.

Wzdłuż ściany po prawej leżało 14 szkieletów. Były skute skorodowanymi żelaznymi łańcuchami, przymocowanymi do pierścieni w ścianie. Nazdak tyczką strącił jedną z czaszek, którą następnie roztrzaskał butem Gurczen. Na wszelki wypadek powtórzono ten manewr z każdym szkieletem. Na południowej ścianie były normalne drzwi, na zachodniej – sekretne. Wybrali te drugie. Kolejny korytarzyk i kolejne drzwi, za nimi kolejna komnata.

Pomieszczenie rozmiarami było identyczne co poprzednie. Znajdowały się tu narzędzia wszelakich tortur. Madejowe łoże, żelazna dziewica, łańcuchy pod sufitem, a na stołach bicze, kleszcze, obcęgi, noże, haki, pręty i inne przyjemności. Gurczen zrozumiał, że sprofanowane szkielety to nieszczęśni skazańcy, których przed wiekami tu torturowano. Padł na kolana i odmówił modlitwę, reszta śmiałków uczyniła to samo (z wyjątkiem Janusa, który kręcił się po komnacie).

Nazdak zajrzał do żelaznej dziewicy, ale nic tam nie było. Emiliusz przesunął cholerstwo, odsłaniając tajemne drzwi. Postanowili jednak wpierw sprawdzić przejście w południowej ścianie. Ukośnym korytarzem dotarli do skrzyżowania w kształcie litery Y. Można było stąd dotrzeć do celi (na północnym wschodzie) i do komnaty z posągiem (na południu). Postanowili jednak sprawdzić sekretne drzwi.

Wyważyli je i ruszyli korytarzem. Tu kolejne drzwi, dalej – niewielka kwadratowa komnata z drzwiami po lewej. Za nimi – kotara. Janus chwycił i zerwał materiał. Był to czarny aksamit. Zapakowali kotarę do wora i zajrzeli do pomieszczenia.

Okazało się ono bardzo rozległe. Ostrożnie weszli do środka. Sufit uciekł wysoko do góry, sklepienia opierały się na potężnych filarach. W ścianie po lewej były kwadratowe nisze. Po prawej dostrzegli wielki kamienny ołtarz. Ruszyli na południe, po ok. 20 metrach dochodząc do ściany. Na południowej ścianie znajdowały się wielkie, dwuskrzydłowe wrota. Zrozumieli, że znaleźli się w jakiejś podziemnej świątyni.

Wtem! Gdzieś przed nimi coś zaszurało i szczęknęło, rozległ się przyprawiający o ciarki chichot i głuche jęki. Śmiałkowie przeżegnali się, wysupłali flakoniki z wodą święconą, błysnęły ostrza srebrnych toporów i sztyletów. Z ciemności wypadło kilkunastu umarlaków wszelkiej maści – 2 ghule, 4 zombie i 8 szkieletów. A prowadziła ich zmora. Ta sama, którą nieopatrznie uwolnili z grobowca.

W najgroźniejszego przeciwnika poszła salwa fiolek z wodą święconą. Aż 5 z nich sięgnęło celu, ale truposz, choć syczał z bólu, mimo wszystko parł dalej! Chwilę potem szeregi zderzyły się. Zmora rzuciła się na stojącego pośrodku Gurczena, a ghule na jego przybocznych – Chrobrego i Janusa. Rozpętała się straszliwa walka.

Gurczen umiejętnie zastawiał się tarczą i uskakiwał przed szponami zmory. Wyczekał na odpowiedni moment i... cios srebrnego topora przepołowił czachę umarlaka. Ulga wstąpiła w serca drużyny i zakrzyknęli radośnie. Jednak przedwcześnie, bowiem na skrzydłach sprawy przybrały zły obrót. Chrobry, raniony ciężko, usiłował ściąć ghula swym berdyszem, jednak truposz zanurkował, skrócił dystans i rozszarpał gardło wojownika. Chwilę potem młody Berdek przeszył paskudę włócznią, ale Chrobry skonał w kałuży krwi. Na drugim skrzydle Janus rozłupał ghula toporem, ale sam padł z karkiem przetrąconym przez zombiego. Kroppek wpakował zdechlakowi włócznię między oczy, ale nie mogło to już ocalić Janusa.

Wtedy stojący w tylnych szeregach Emiliusz wraz z Andreą i resztą najmitów przeprowadzili manewr oskrzydlający – uformowali klin i uderzyli na pozostałych nieumarłych z flanki. Do walki ruszył nawet Nazdak ze sztyletem w garści. Po kilkudziesięciu sekundach rozniesiono wszystkich przeciwników. Niestety, nie obyło się bez dalszych strat. Na posadzce legli Kroppek i Iwo, zarąbani przez szkielety...

Zapanowała cisza, którą przerwało łkanie – to Ariel opłakiwał śmierć Chrobrego. Berdek stał oparty na włóczni z wzrokiem utkwionym w nieokreślony punkt w ciemnościach. Trzeba było jednak działać – i to szybko. Gurczen przemówił Arielowi do rozumu, przypominając, co dzieje się z ofiarami ghuli. Z ciężkim sercem chwycił Berdysz Chrobrego i odrąbał trupowi głowę, pokropił ciało wodą święcona i odmówił zdrowaśkę. Przeszukano truposze, przy zmorze znajdując złoty pierścień z jakimś napisem. Andrea przypomniała sobie, że Petrus Czarny mówił o potężnym artefakcie, chroniącym przed ogniem, który miała ze sobą zmora. Czarnoksiężnik proponował sporą sumę za jego przyniesienie.

Sprawdzono resztę pomieszczenia. Był to zaiste trójnawowy kościół. W mieszczącej się za ołtarzem niszy stał trzymetrowy posąg skrzydlatego, rogatego Belzebuba z wielkimi kłami i pazurami. Jego oczy błyszczały czerwienią. Ariel podsadził Nazdaka. Mag wydłubał szlachetne kamienie ("oczy demona", jak powiedział). Ścianę po lewej okrywała czarna kotara z ze szkarłatnym godłem rodu Ungernów (oktagram nad piramidą). Postanowili jej nie ruszać.

Dźwignęli bezgłowe ciało Chrobrego (głowę Gurczen wsadził do plecaka) i wrócili po swoich śladach. Wydostali się na wyższy poziom i dotarli do oktagonalnej komnaty. Tu wpakowali się na patrol straży – 3 zakutych w stal żołnierzy z halabardami i latarnią na kiju. Po gęstym wytłumaczeniu się z obecności w miejscu niedozwolonym (i z niesionego "ładunku"), łapówka w wysokości 10 sztuk złota załatwiła sprawę.

Na drugi dzień Nazdak zapamiętał odpowiednie zaklęcie i zdekodował napis na pierścieniu: Ogniu, krocz ze mną. Był to więc faktycznie pierścień ochrony przed ogniem. Nazdak, nic nikomu nie mówiąc, pospieszył do swojego mistrza Petrusa Czarnego i sprzedał mu obrączkę za 2000 sztuk złota. Młodego maga ruszyło jednak sumienie, przyznał się kompanom do swego postępku i podzielił kasą.

Chrobrego pochowano w poświęconej ziemi na cmentarzu, jak Bóg przykazał. Gurczen zaniósł "oczy diabła" do pasera Gawrona i sprzedał za 1300 złota. Gryziony podejrzeniami udał się do zawodowego jubilera na odpłatną konsultację. Prawdopodobnie Gawron od samego początku płacił im dużo mniej, niż wynosiła rzeczywista wartość znoszonych mu klejnotów i biżuterii. Awanturnicy postanowili zrobić porządek z nieuczciwym kupcem.

Podsumowanie

Pokonano: 1 zmora (HD 3), 2 ghule (HD 2), 4 zombie (HD 1), 8 szkieletów (HD 1/2)
Zdobyto i zarobiono: 3400 GP, 300 SP
Polegli: 1 PC, 3 NPC




Okiem Sędziego


Sesja obfitowała w starcia (usieczono największą jak dotąd liczbę przeciwników). Większość walk PC ściągnęli na siebie sami. Przyjąłem, że gruntowne przeszukiwanie wraz z opukiwaniem ścian i podłogi skutkuje dodatkowym rzutem sprawdzającym, czy nie przypałętały się jakieś potwory. Podobnie jest z wyważaniem drzwi (sporo hałasu). A że stosuję zasady z vol. III (spotkanie przy 6/d6), to wypadło ich całkiem sporo. Jedyne zaplanowane z góry potwory to grupa strażników podziemnej świątyni.

BTW zmora była mocna jak diabli: 12 HP, a po 5 trafieniach wodą święconą (za 1d6 każde) został jeszcze 1!

Są wreszcie upragnione awanse. Nazdak przerzucił HP na 7, Emiliusz na 9. Janus też by awansował, ale zginął.

Padł Chrobry. Regularne wystawianie dzielnego wojownika na pierwszą linię musiało się kiedyś źle skończyć. Zemścił się też brak tarczy (NPC twardo obstawał przy broni dwuręcznej). Szkoda, bo byłby awans na fechmistrza... 

Tymczasem Berdek zarobił sporo XP. Tylko w tej przygodzie ubił: 1 ghula, 2 szczury, 2 szkielety i 1 zombiaka. Gracze postanowili dopuścić giermka do równego podziału łupów i oddali mu zbroję płytową po Chrobrym. Uznałem zatem, że chłopak jest już Weteranem (przerzucił HP na 7). Oczywiście, nie zacznie nagle wymiatać wszystkimi broniami, będzie musiał stopniowo nabywać umiejętności.

2 komentarze:

Jarl frå Oslo pisze...

Ten myk z żelazną dziewicą to dobry przykład na rozróżnienie sekretnych drzwi (Secret) od ukrytych (Concealed) ze starych map TSR. Podziemia coraz lepsze (np. skośne korytarze i wielość dróg do wyboru). Poeksperymentowałbym jeszcze trochę z rozmiarami i kształtami komnat. Fajna rozgrywka, jak zwykle - szkoda Chrobrego, ale jak się zaparł z tą tarczą, a jeszcze go pchali pierwszego do walki to ma ;)

Robert pisze...

Dzięki.

Wymyśliłem, że Chrobry będzie odważny aż do przesady, brawurowy (to zresztą znaczy ten przydomek). Stąd decyzja o korzystaniu z broni dwuręcznej. Jak widać, nie warto było - pozornie niewielki bonus z tarczy ma naprawdę kluczowe znaczenie na wczesnych poziomach.

Z lochami się rozkręcam pomału. Niestety, ostatnio mam mniej czasu i muszę selekcjonować erpegowe lektury. Nie mam kiedy czytać starych modułów :(