6 lutego 2017

[ODD II] #4 Red Nails

Kolejne niesłychane zwroty akcji. Odpoczynek nie był sielski i spokojny, wręcz przeciwnie. Pod zablokowanymi kolcami drzwiami działy się iście howardowskie podchody rodem z "Czerwonych Ćwieków". Później było już tylko gorzej, chociaż nie do końca... Wszystkie decyzje i powody, dla których Awanturnicy zrobili jak zrobili opisałem w poprzedniej notce. Zrezygnowałem natomiast z respawnu i ataku na któreś z odkrytych leż potworów (póki co).


Wreszcie sen [Tury 86-134]
Po 14h drużyna wykonała swój zamiar i legła na zimnej podłodze. W czasie ich odpoczynku zaszły następujące cyrki: 

Wyrzuciłem d6 (na szansę pojawienia się pomocy) 1! Nim ofiara doppelgangerów zdołała nawiązać kontakt z PC, pojawiły się koboldy i rozpoczęła się krótka jatka w komnacie obok. Awanturnicy nie wiedzieli, że to pomoc i logicznym było, że nie odblokowali drzwi. Wylosowałem przy dalszym losowym spotkaniu: nadjedzone zwłoki awanturnika. Heh, wszystko się zgadzało. Na sam koniec obudził ich głośny łomot do drzwi - banda wrednych rzezimieszków miejskich, reakcja 2/2d6 (-1 z czkawki)... Nie doszło do wyłamania drzwi, ani większej przemocy, ale Awanturnicy, w zamian za spokój, pozbyli się całego złota. Wyobraźcie sobie, że sami spotykacie zablokowane drzwi, a ze środka ktoś czkającym i słabym głosem każe wam sobie iść - dobry pomysł na encounter, btw. ;)

Oczywiście, banda zbójów oddaliła się po zabraniu majątku drużynowego, nie mówiąc jak dostali się do lochów... Zmęczony Biskup zdołał wkuć zaklęcia, odczarować Signil, stworzyć wodę. Ruszyli dalej, do południowej części, gdzie mieli najbliższe nieodkryte sekcje Underworld.


Pusto i głodno [Tura 135]
W południowej części odkryli dwie spore komnaty, jednak zupełnie puste. Nie chcąc ryzykować spotkań z wędrującymi po lochach autochtonami (a tym bardziej bandytami), ruszają do nieregularnej komnaty na północy i po przejściu przez jedyne drzwi... ściany przy nich zsuwają się blokując wyjście na 9h!


Z kamerą wśród glizd [Tury 136-187]
Na szczęście niewielka sala posiada 2 wyjścia. Po ostrożnym otwarciu drzwi okazuje się, że za oboma przejściami znajduje się jeszcze mniejszy pokoik zamieszkany przez... dwa obleśnie, długie i  spasione Robakoludy! A co elektrum po podłodze było rozsypanego, to ich. Fuksem okazuje się, że są całkiem przyjazne i choć o komunikacji werbalnej mowy być nie mogło (te mutanty nie potrafią mówić), stwory zagarnęły na kupkę swój skarb i pozwoliły obszukać komnatę pod kątem sekretnych wyjść. Komnata nie zawierała ŻADNYCH... Awanturnicy są więc znów w ciężkiej, ciemnej dupie.

Wrócili do większej sali aby odpocząć. Z początku ich sąsiedzi im nie przeszkadzali, później zaczynali kukać zaciekawieni, a później coraz bardziej natarczywie okazywali, że nie są zadowoleni z pobytu na ich terenie ludzi... W końcu ruszyły do ataku [rzut na reakcje co godzinę]. Zwłaszcza, że dopalała się ostatnia pochodnia...

WALKA #5 (7 rund): Awanturnicy byli na to przygotowani. Biskup unieruchomił modlitwą jednego mutanta, a Signil ostrzelała drugiego byczka oraz spróbowała go związać walką wręcz, póki Pieronyk nie dołączy do boju. Nic z tego, same pudła i ledwo uniknęła ciosu Konona Bis. Pieronyk jednak zdążył i stankował go na siebie. Młócka trwała wiele minut, a Awanturnicy zaczęli się obawiać, że zanim zabija to żywotne bydle, jego kompan znów zacznie się ruszać... Pieronyk dostał srogi wpierdol od Worm-mana, ale w końcu udało się zadźgać bydlę, a jego kompan był już tylko formalnością. Biskup wyleczył się na full.

Zrezygnowani, chociaż bogatsi o 750ep Awanturnicy postanowili zrobić kolejny odpoczynek ze snem. Nic innego im nie pozostawało, a do otwarcia pułapki nadal było coś koło 8h. Signil spała tym razem czujniej i słyszała przewalające się za ścianą - pułapką gobliny. Odpoczynek minął bez żadnej jatki, z kawałków ubrań i płaszczy zrobili małe ognisko do czytania dla Pieronyka. Biskup odczarował siebie, napoił oboje i wymodlił nowe psalmy na dalszą drogę. W tym continual light rzucone na jego srebrny krucyfiks. Zostało 5h do pojawienia się możliwej pomocy. Płyty pułapki odsłoniły na powrót drzwi wyjściowe, a nasze zabiedzone obdartusy ruszyły dalej w drogę.

Klik na powiększenie

STATUS POSTACI:
Weteranka Signil F-W (XP [-10%]: 1 253) HP: 3; AC: 4 kusza [16 b.], rapier, sztylet, kolczuga + tarcza.

Biskup Pieronyk C (XP [+5%]: 26 068) HP: 18; AC: 4 buzdygan +1, kolczuga + tarcza. Wymodlone: purify food & water; cure light wounds; bless; hold person

Sprzęt: kliny 9, 1 flakonik wody św. + srebrny krzyż Biskupa [continual light], 2x antidotum. 1500 GP w sztukach elektrum.

3 komentarze:

Robert pisze...

Coraz bardziej mi to przypomina film Cube, pewnie przez te elewatory i ruchome ściany. Przynajmniej nie skończą w ciemnościach ;-) Dowiemy się, kim był ów nieszczęsny awanturnik?

U mnie przy takiej reakcji zbóje pewnie poderżnęłyby księdzu gardło, a weteranka zostałaby seks-niewolnicą...

Co do czaru, kapłańskie Hold person działa przez 9 tur - w tym przypadku chodzi o 9 minut?

Ojciec Kanonik pisze...

Underworld czasami jest jak Cube, a to żadna nowość ;) Pisałem nie raz, pisali o tym ówcześni autorzy - masa przejść, wyjść, zejść w przeróżnej formie, często wbrew woli graczy i w inne wymiary - co tylko wyobraźnia da radę wymyślić.

U mnie na normalnej sesji byłaby jatka i jeśli by się poddali to podobnie. To dość oczywiste :) Tu wziąłem za i przeciw - być może sami nie wiedzą jak stąd wyjść, być może na coś chorują lub tez głodują, itd. Wzięli kasę i w długą. Zresztą Biskupa na pewno znają, ten level jest już dość rozpoznawalny, mogli bać się ekskomuniki, jakieś natychmiastowej klątwy, braku odkupienia u Jahwe, itd. ;)

90 minut. Trochę ubarwiłem opis ;)

Ojciec Kanonik pisze...

A awanturnik? Nie wiem, w SDA to nieistotne. Na zwykłej sesji jak najbardziej, ustaliłbym tożsamość, wylosował / wymyślił jakiś plot czy np. typek stałby się celem poszukiwań (kontraktu jakiejś gildii) - wiadomo.