16 kwietnia 2017

[OD&D] Dziedzictwo Ungernów – Piękna wieś pięknie płonie

Foto: Ben Sutherland, CC BY 2.0, Flickr
Zaległy, 21. odcinek kampanii. Chaotyczny mag Nazdak postanowił zrealizować swój straszliwy plan. Na czele armii goblinów napada na Żeleźnik, górniczą osadę położoną na peryferiach Baronii Midgardu. Uwaga – wpis przeznaczony raczej dla czytelników starszych i o mocnych nerwach. Klimaty typu Karl Edward Wagner ("Krwawnik", "Pajęczyna ciemności", "Mroczna krucjata").


Wystąpił:

Sztukmistrz Nazdak (P. G.)
STR 8, INT 16, WIS 12, DEX 6, CON 7, CHA 6,
M–U 3, AC 8, HP 7 

Sztukmistrz Nazdak, jak wielokrotnie wspomniano, dalece odbiega od idealnego wizerunku mężczyzny. Jest słaby, niezdarny, chorowity i brzydki. Nie było w tym jego winy, takie cechy odziedziczył po swoich przodkach. Trudne dzieciństwo, ciężka harówka w zakładzie kamieniarskim i na roli, wyszydzanie i pomiatanie przez rówieśników oraz frustracja seksualna wypaczyły jego psychikę.

Nie chcemy tu usprawiedliwiać jego haniebnych czynów, ale próbujemy zrozumieć, co spowodowało, że Nazdak, niech imię jego będzie przeklęte, wkroczył na drogę zła, dopuszczając się najpotworniejszych zbrodni, obrzydłych Bogu i ludziom.

Gdy wiosną świat budził się do życia, on zalegał chory w łóżku. Gdy inni chłopcy popisywali się podnoszeniem ciężarów, robieniem salt i gwiazd, on potykał się i przewracał, wzbudzając salwy śmiechu i zarabiając kuksańce od podwórkowych byczków. Gdy próbował rozmawiać z dziewczynami, te odwracały się z pogardliwym śmiechem. Wiedział, że jest inteligentniejszy od wszystkich, ale cóż mógł zrobić? Bezsilnie zgrzytał zębami i zaciskał pięści. I czekał.

Prawdziwym przełomem w życiu młodego Nazdaka było przyjęcie do terminu u arcymaga Petrusa Czarnego. Rodzice, widząc, że nie będzie z niego dobrego majstra ani gospodarza, wysupłali ostatnie oszczędności i wyprosili u mistrza nauk tajemnych, aby zajął się ich synem. Tak się złożyło, że Petrus akurat potrzebował terminatora. Nazdak okazał się pojętnym uczniem.

Następnie młody adept zapoznał wojownika imieniem Gurczen i wraz z nim często wyprawiał się w podziemia i dzicz, zdobywając liczne skarby. Minęło pół roku. W tym czasie moc Nazdaka znacząco wzrosła, a mistrz dopuścił go do kolejnego kręgu wtajemniczenia.

Zagłada Żeleźnika


Gdy zapoznał gobliny z plemienia Zjebanych Ryjów, świeżo upieczony sztukmistrz zrozumiał, że wreszcie może się zemścić i zrealizować swoje chore wizje. Wizje pełne płomieni, rzezi i cierpienia. Już wcześniej czytał sporo o kulturze goblinów i mrocznych kultach. A goblińscy wygnańcy, którzy wprowadzili się do pobliskich jaskiń, wydawali się idealnym narzędziem do urzeczywistnienia jego planów.

Po rozstaniu z towarzyszami uznał, że nadszedł czas. Na drugi dzień zaciągnął dwóch najemników, dokupił zapasów i ruszył do Żeleźnika, a stąd do jaskiń.

Edek, F–M 0, AC 4, HP 6 — rębajło
Szyja, F–M 0, AC 4, HP 3 — rębajło

Kazał zaczekać pomagierom przed wejściem, a sam udał się do furty. Tu czekało kilku wartowników. Krzyknął, że przychodzi z wizytą, ale gobliny nie chciały go wpuścić. Dopiero łapówka w postaci pakietu pięciu noży otworzyła mu wrota. Zachował sobie tylko dwa sztylety — magiczny (upominek od wodza goblinów Zygzaka) i srebrny.

Zygzak przywitał magika, do którego poczuł sympatię, pewnie z racji jego pokracznej budowy ciała, krzywej gęby i imienia, które, jak się okazało, pochodzi z języka goblinów.

Nazdak wręczył mu prezent — butelkę mocnej wódki. Wódz zaproponował, aby obalili flaszkę razem. Nie skończyło się to dobrze, napruli się i zaczęli rzygać. Mag wydobył z torby miksturę uzdrawiającą i upił łyka. Zadziałało niczym sole trzeźwiące. Następnie przez lejek wlał resztę do paszczy goblina. Poskutkowało.

Gdy dochodzili do siebie po pijaństwie, śmiałek postanowił wyłożyć kawę na ławę.

Musimy zrobić jedną rzecz — spalić Żeleźnik. I żeby nikt nie uszedł żywy  powiedział Nazdak.

Zygzak przystał na to ochoczo. Zasiedli razem nad mapą, planując atak. O zmroku wszystkie gobliny wymaszerowały z jaskiń. Było ich ponad 200. Przemknęli sobie tylko znanymi ścieżkami wśród gór i dolin. Sztukmistrz namówił do udziału Edka i Szyję, obiecując im tyle skarbów, ile tylko zdołają unieść.

Było jeszcze parę godzin do świtu, gdy dotarli na miejsce. Zgodnie z zaleceniami Nazdaka, większość potworów otoczyła osadę, a wydzielony oddział w sile 70 goblinów ruszył do akcji. Wieś została kompletnie zaskoczona. Nie miała też żadnych fortyfikacji i to bez wątpienia rozstrzygnęło o wszystkim.

Zaczęło się. Gobliny podłożyły w kilku miejscach ogień, a następnie rozpoczęły mordowanie wybiegających z płonących chat ludzi. Już w trakcie akcji Nazdak zmienił rozkazy, aby brać żywcem, ale nie wszyscy usłuchali. Rozpoczęła się rzeź.

Mag kroczył pośród pożarów, a pełne trwogi okrzyki i wrzaski mordowanych były najsłodszą muzyką dla jego uszu. Po bokach awanturnika szli Edek i Szyja, których zadaniem było ubezpieczanie sztukmistrza.

Tak więc panowie — łapać strzały w zęby, bo grosza nie zobaczycie — rozkazał Nazdak.

Jednak nie wszyscy dali się wziąć bez walki. W kilku miejscach stawiano opór, a nawet utworzyły się grupy samoobrony, uzbrojone w co popadnie, usiłując przebić się i wyprowadzić ze wsi jak najwięcej kobiet i dzieci.

Do jednej z takich grup, liczącej około 20 osób, zbliżył się Nazdak. Wezwał, aby złożyli broń i poddali się, a oszczędzą życie. Wieśniacy zdębieli, widząc człowieka na czele potworów, ale usłuchali. Wtedy mag zamachał rękami i uśpił połowę.

Jazda z kurwami! — zaśmiał się Nazdak.

Gobliny runęły z wrzaskiem i wymordowały bezbronnych mężczyzn, a Nazdak poderżnął gardła uśpionym. Kobiety i dzieci spędzano na majdan. Sztukmistrz poczłapał w stronę kościoła i polecił najemnikom otworzyć drzwi. Zajrzał do środka i dostrzegł kolejną grupkę mieszkańców, którzy liczyli, że murowana świątynia zapewni im opiekę. Zdemaskowani, rzucili się do wyjścia — wprost na Nazdaka. Ten wrzasnął, by zatrzasnąć odrzwia, co też najemnicy uczyli, ale już po chwili z drugiej strony rozległo się walenie. Kwestią czasu było, kiedy drzwi puszczą. Rozpaczliwym wzrokiem mag szukał czegokolwiek, czym mógłby je zaklinować. Nie znalazł.

Odskoczył zatem i polecił odsunąć się swoim ludziom. Gdy drzwi z hukiem się rozwarły, rzucił uśpienie. Kilka osób padło, reszta rozbiegła się przerażona popisem czarnej magii, wpadając prosto w łapy goblinów. Edek i Szyja pobiegli do kościoła, napychając worki srebrem i złotem, a Nazdak dobił uśpionych. Odkryli też beczki z winem mszalnym w piwnicy.

Wreszcie wszyscy mieszkańcy Żeleźnika zostali albo zamordowani, albo znaleźli się w pętach. Nazdakowi przyszedł do głowy upiorny plan. Na placu przed kościołem nakazał wysmarować krwią wielki pentagram. Następnie wybrał piątkę małych dzieci, wyrywając je z objęć matek, a potem poderżnął im gardła, układając ciała w rogach. Gobliny wyły jak opętane, wzywając imienia Barłoga.

Dla zmyłki napisał na karteluszku w języku elfów: To, co było, znowu będzie. Notatkę zostawił w środku pentagramu, przywaloną kamieniem, by nie odfrunęła.

Splądrowano osadę, podkładając ogień we wszystkich budynkach. Nadchodził świt, gdy ruszono z powrotem. Gobliny pędziły pojmanych ludzi, niecałe dwie setki, czyli 2/3 populacji Żeleźnika. Niosły też łupy, m.in. beczki z winem mszalnym, a także ciała 10 poległych towarzyszy, którzy zginęli w walkach ulicznych. Potwory mrużyły oczy, przeklinając pod nosem.

Nienawidzę przyrody. Nienawidzę słońca. Nienawidzę lasu i drzew. Wszystkiego nienawidzę — zrzędził Zygzak.

Po drodze trzeba było zabić trochę starszych osób, które nie dawały rady maszerować. Zadbano jednak, aby ciała nie zostały na drodze przemarszu. Wyrzucono je dalej w lesie.

Dotarli wreszcie do jaskiń i zapadli w ciemności. Na szczęście nie spotkali trolla. Odszpuntowano beczki z winem mszalnym, aby uczcić wielki sukces. Zanim do tego doszło, Nazdak wybrał kilkunastu jeńców. Jednego po drugim kładł na ołtarzu Barłoga, wycinał serce i rzucał do misy. Ostatnie pożarł, zapijając winem. Gobliny tańczyły i wiwatowały, wzywając imienia swojego demonicznego bożka. Następnie do ciał zbliżył się Zygzak z zębatym puginałem w garści.

Tnij i jedz! — polecił Nazdakowi.

I sam ciął i jadł. Za nim poszły pozostałe gobliny. Mag zerknął na Edka i Szyję. Najemnicy stali z wybałuszonymi oczami i nietęgimi minami. Sztukmistrz doradził im, żeby lepiej jedli, bo inaczej sami trafią na stół. Ci zaprotestowali, mówiąc, że to nie po bożemu.

Jest tylko jeden bóg — Balrog. I właśnie jemu służycie teraz — warknął.

To poskutkowało. Po uczcie i odpoczynku Nazdak zapamiętał zaklęcie zauroczenia. Rzucił czar na Zygzaka i złamał jego wolę, przez co wódz goblinów uznał sztukmistrza za swojego najlepszego przyjaciela. Mag podszepnął mu, aby obwarował się w jaskiniach. Spodziewał się bowiem rychłego nadejścia ekspedycji ratunkowej. W razie głodu zawsze mogą przecież zjeść ludzi. On sam musiał czym prędzej wracać do Midgardu, aby jego nieobecność nie wzbudziła podejrzeń. Zygzak wyposażył go w pochodnie i żywność na drogę, a następnie wyprowadził tylnym wyjściem i przydzielił przewodników. Tu pożegnali się.


Ma być Stalingrad — podkreślił na odchodne Nazdak, nawiązując do pewnej bitwy, o której kiedyś czytał w jednej starej książce fantasy.
Podsumowanie
Zamordowano: 123 wieśniaków
Poległo: 10 goblinów


Okiem Sędziego


Jak już wspomniano, najazd był w całości pomysłem gracza. Będzie on miał (już ma) doniosłe konsekwencje dla kampanii. Uznałem, że jako sędzia nie mam nic do gadania i nie będę interweniował, napominał itd. Każdy robi, co chce.

Zgoda Zygzaka na najazd była obwarowana rzutem na Reakcję. Nazdak ma niską CHA, ale ten sam światopogląd (Chaos), a dodatkowo już wcześniej zaskarbił sobie sympatię goblina. Poza tym potwory lubią takie propozycje, więc anulowałem karę, a nawet dałem +1 do rzutu. Potem często odwoływałem się do 2d6, głównie rzucając na Morale najemników i wieśniaków.

Istniała niewielka szansa, że wieś nie zostanie zaskoczona (1/6), a także, że ktoś się wymknie (1/6).

Starcia większych grup rozegrałem na mechanice CHAINMAIL.

Efekty pijaństwa zaimprowizowałem na podstawie przepisu o withstand.

6 komentarzy:

Adam pisze...

Masakry są w sandboxie dość częstym zjawiskiem (świat nie jest przeskalowany do mocy bohaterów, jedna strona często po prostu wyrzyna drugą), ale taka jatka na razie nie zdarzyła się na moich sesjach.

McKinney opowiadał kiedyś w wywiadzie, że gracze jego Carcosy często dopuszczają się podobnych okrucieństw (co jest w Carcosie konieczne do rzucania większości czarów).

Wolfgang Schwarzenatter pisze...

Wagner mocno, faktycznie. Nie mogę się doczekać końca historii - kto będzie górą, Nazdak, czy Gurczen, ach oczekiwanie. W sumie to rzadko kiedy w Twoich raportach graczom idzie wszystko tak zgodnie z planem jak Nazdakowi. miał chyba dużo szczęścia.

Robert pisze...

@Adam

Carcosę znam tylko z nazwy. Ja właśnie nie chciałem, aby warunkiem niezbędnym do zdobycia mocy było popełnianie czynów złych, okrutnych, patologicznych itp. Jeśli tak to wygląda, to mnie zniechęciłeś.

@Wolfgang

Musisz uzbroić się w cierpliwość. Rozegrałem już bitwę na Chainmailu, a także kolejną sesję 1 na 1 z Nazdakiem. Jednak w nadchodzącym tygodniu nie zagram z Aulusem i Gurczenem. Chcę, aby los ich postaci był dla nich niespodzianką, zatem z raportami się wstrzymam do tego czasu. Powiem tylko tyle, że wydarzyło się bardzo dużo.

Gracz dobrze wszystko zaplanował, jakiś tam margines błędu założyłem - o reszcie rozstrzygnęły kości. Zauważ, że to w sumie pierwszy raz, aby gracz do tego stopnia bawił się światem przedstawionym. W zasadzie sam wymyślił sobie przygodę.

Shockwave pisze...

Kiedyś rozmawialiśmy z Jarlem na temat graczy, którzy szczają na Ład i cywilizację, po czym sprzymierzają się z Chaosem. To było przy rozkminie na temat najmitów orków i ich bardzo niskiego kosztu. Właśnie o coś takiego chodziło. Fajnie, że gracz poczuł grę na tyle mocno, że sam kreuje sobie wydarzenia.

Co do Carcosy - jest ostro. Jeśli ktoś chce grać czarnoksiężnikiem, to nie ma za bardzo wyboru. Tylko rytuały wygnania nie potrzebują ofiar, cała reszta jest szczegółowo opisana i bardzo krwawa. Mordowanie noworodków, skórowanie żywcem i wielokrotne gwałty na nastoletnich dziewczynkach, zakończone obowiązkowym morderstwem, to tylko czubek góry lodowej magii Carcosy. W sieci swego czasu płonęły stosy przez dzieło Geoffreya. I to wszystko po to, żeby później zostać najprawdopodobniej zeżartym przez jakieś zidiociałe bóstwo, którego i tak nie udało się opanować. Ale to nie do końca jest tak, że na Carcosie zdobycie mocy wiąże się tylko z ohydnymi, nieludzkimi rzeczami. Jest jeszcze technologia obcych, która ma te zalety, że nie nawala jak rytuały i praktycznie nie szkodzi użytkownikowi. Nie licząc okazjonalnego napromieniowania. McKinney właśnie tak to zaprojektował w swoim sandboxie. Z jednej strony masz szybką, wielką, choć ryzykowną moc, której ludzie nigdy nie powinni poznać (w Carcosie to stwierdzenie jest do bólu prawdziwe) w zamian za coś tak małego, jak zrzeczenie się człowieczeństwa. Z drugiej moralnie i etycznie obojętna supertechnika kosmitów, na bazie której i tak postać może się okazać kawałem sukinsyna. Sword & Sorcery na maxa - czarnoksiężnicy niemal zawsze są czarni, bohaterowie niemal nigdy biali.

Adam pisze...

Carcosa to przede wszystkim opis heksów, czarna magia jest bardziej przy okazji.

Unknown pisze...

Carcosa w odsłonie na AD&D 1e zamiast LoFP http://www.lulu.com/spotlight/geof_mckinney ma normalną magię dedekową i dużo mniej ekstremy.