6 kwietnia 2017

[OD&D] Dziedzictwo Ungernów – Z wizytą u Goblinów

19. odcinek kampanii. Trójka śmiałków eksploruje kopalnie Miedzianej Góry, a następnie udaje się do dawno nieodwiedzanych Jaskiń Goblinów. Sprawy przyjmują zgoła nieoczekiwany obrót... Ze specjalną dedykacją dla wszystkich tych, którzy twierdzą, że D&D to bezmózga wycinka kolejnych wylosowanych potworów. Enjoy!

Wystąpili:

Sztukmistrz Nazdak (P. G.)
STR 8, INT 16, WIS 12, DEX 6, CON 7, CHA 6,
M–U 3, AC 8, HP 7 

Wróżbita Aulus (J. Z.)
STR 14, INT 17, WIS 9, DEX 8, CON 15, CHA 11
M–U 2, AC 9, HP 8

Diakon Hiob (J. L.)
STR 11, INT 12, WIS 12, DEX 12, CON 12, CHA 15
C 1, AC 2, HP 3

W ostatnim czasie Aulus siedział z nosem w księgach. Okazało się, że tom znaleziony na bagnach zawiera wszystkie zaklęcia z pierwszego kręgu wtajemniczenia. Wróżbita skrzętnie przeniósł je do swojej księgi czarów, a także odpłatnie udostępnił Nazdakowi, którego moc znacząco wzrosła.

Posługując się czarem Czytanie językówAulus przetłumaczył inskrypcje pozbierane w kanałach, grobowcach i podziemnych świątyniach. Odkrył, że chodzi tu zasadniczo o dwie różne kategorie zapisek, spisane różnymi alfabetami (tajnymi i/lub zaginionymi). Pierwsza to inskrypcje na ołtarzach z posążkami Belzebuba – jak łatwo było się domyślić, hymny pochwalne ku czci Szatana. Druga natomiast to napisy z cokołów pomników i posągów Zakapturzonego Człowieka: Chwała Ci, o Międzygalaktyczny Wędrowcze, który umarłeś jako pierwszy. Wyglądało na to, że w podziemiach Midgardu nawarstwiały się przynajmniej dwa archaiczne kulty, niekoniecznie ze sobą powiązane.

Tymczasem Nazdak już wcześniej zamówił u swojego mistrza Petrusa Czarnego tłumaczenie napisu na portalu w Jaskiniach Troglodytów. Teraz odebrał wyniki badań. Napis brzmi: Przemów głosem węża i wejdź do krainy szlachetnych synów Seta.

Magowie podzielili się spostrzeżeniami. Na łono drużyny powrócił także kapłan Hiob. Jego żona i piątka upośledzonych dzieci poniosły niedawno tragiczną śmierć w pożarze wywołanym przez pijanego młynarza, który został powieszony.

Nikt nie chciał pakować się przez magiczny portal w nieznane, więc Nazdak prędko namówił resztę, aby wrócić do ruin odkrytej na nowo Miedzianej Góry i zbadać je do końca. Sytuacja finansowa drużyny nie przedstawiała się najlepiej. Żyć trzeba, badania naukowe pochłonęły spore fundusze, a dodatkowo w międzyczasie pojawił się poborca podatkowy.

Wysupłali ostatnie grosze na zapasy żywności na tydzień i żołd dla garstki najemników:

Stirner, F–M 1, STR 10, AC 2, HP 6 – weteran
Rand, N–M, AC 4, HP 3 – rębajło
Mol, N–M, AC 4, HP 2 – rębajło
Edek, N–M, AC 4, HP 6 – rębajło
Szyja, N–M, AC 4, HP 3 – rębajło
Kilofek, N–M, AC 9, HP 1 – ciura

Skład uzupełniał objuczony muł. Był pierwszy dzień czerwca i przepiękna pogoda, gdy wyruszyli na południe. Lato zbliżało się wielkimi krokami.

Po dwóch dniach dotarli do ruin osady u podnóża gór. Przenocowali i o poranku ruszyli do wejścia w południowym zboczu. Tu czekała ich niemiła niespodzianka – ktoś rozgrzebał, czy wręcz rozkopał grób, w którym Nazdak i Gurczen złożyli ostatnio poległych najemników Canavana i Lutolda. Ciał nie było. Nie dostrzegli żadnych śladów ciągnięcia czy tropów. Doszli do wniosku, że zapewne rodziny, zawiadomione przez Nazdaka, dokonały ekshumacji swoich bliskich.

Rozniecili pochodnie i weszli do kopalni. Tym razem poszli w lewo. Korytarz szedł na północny zachód, w głąb góry. Za zakrętem natknęli się na drewnianą tabliczkę z jakimiś napisem. Nikt nie potrafił go przeczytać, nawet magowie-poligloci. Chodnik wiódł dalej, ale że zbutwiałe stemple i stropy wyglądały tu jeszcze gorzej niż w pozostałej części, postanowili zawrócić do wyjścia i poszli na wschód.

Tu usłyszeli zaraz popiskiwanie i chrobot pazurów o kamienie. Gdzieś przed nimi czaiły się wielkie szczury. Kąpany w gorącej wodzie Nazdak odpalił od niosącego pochodnię Kilofka flaszkę z olejem greckim i cisnął przed siebie. Fatalnie przerzucił. W rozbłysku ujrzeli jakieś 30 szczurów, które, przerażone, runęły... prosto na drużynę! Najemnicy lekko spękali, co nie pozwoliło na przetasowanie w składzie i przyjęcie szarży. Chmara gryzoni przewaliła się przez grupę jak tornado, a następnie uciekła gdzieś w mrok. Niestety, Kilofek i Mol zostali obaleni i zagryzieni przez oszalałe potwory.

Kilku poharatanych opatrzyło rany i ruszyli dalej w mrok. Odkryli pożarte niemal do reszty szczątki koboldów i ogra. Ponadto w północno-wschodniej części kopalni mieściło się jeszcze jedno wyjście na powierzchnię.

Powrócili do obozu, wlokąc ciała poległych, które tymczasowo złożono w pobliskim strumieniu, aby się nie zepsuły zbyt prędko. W międzyczasie Aulus gruntownie przepatrzył ruiny osady, ale znalazł tylko więcej rozbitych garnków i zdezelowanych narzędzi górniczych. Postanowili nie tracić dnia i wspiąć się na jedną z gór, aby rozejrzeć się po okolicy.

Zanim dotarli na szczyt, z krzaków wypadły dwa niedźwiedzie jaskiniowe! Śmiałkowie byli kompletnie zaskoczeni, a Nazdak upuścił tyczkę. Nie dało rady się wymknąć niepostrzeżenie, a że miśki były agresywne – stawały na dwóch nogach i porykiwały groźnie – rzucili się do ucieczki. Niedźwiedzie pobiegły za nimi. Udało się wszakże ujść pogoni, schodząc z gór. Odnaleźli się na równinie na południu. Wrócili okrężną drogą do obozu już po zmroku. Nie pozostawało nic innego, jak tylko położyć się spać.

Nazajutrz o poranku Aulus zapamiętał Czytanie języków. Wrócili do kopalni, gdzie rzucił zaklęcie i odczytał z tabliczki zapis w języku koboldów, przestrzegający przed wchodzeniem do tunelu, który grozi zawaleniem.

Hiob odrzucił broń, zbroję i plecak. Dzierżąc tylko krzyż i pochodnię, ruszył przed siebie, stąpając wszakże bardzo ostrożnie. Korytarz zwężał się stopniowo. Wpierw był szeroki na trzy metry, następnie na dwa, wreszcie na jeden. Wyglądało to, jakby przed wiekami jakaś grupka górników mozolnie wgryzała się w górę, ale z czasem kolejni zarzucali pracę. Na końcu został już tylko jeden, najbardziej zdeterminowany kopacz. Za niewielkim zakrętem był ślepy zaułek. Kapłan wypatrzył w wyrobiskach pokłady rudy, prawdopodobnie miedzi. Nic więcej. Wciąż zachowując szczególną ostrożność, powrócił do reszty.

Tym samym awanturnicy zmapowali całą kopalnię i upewnili się, że nic więcej tu nie ma. Spróbowali jeszcze raz dostać się na wierzchołek góry. Niedźwiedzi na szczęście nie było, a Nazdak odnalazł nawet swoją tyczkę. Po stromym stoku wspięli się na zarośnięty lasem szczyt, wyszukali dogodny punkt widokowy i rozejrzeli po okolicy. W odległości parunastu mil na południe rysowała się linia lasu.

Zeszli do obozu i radzili, co czynić dalej. Mijał już czwarty wyprawy, racje żywnościowe i kontrakt najemników niebawem miał się skończyć, a nie zdobyli żadnych skarbów. Postanowili udać się na zachód, do jaskiń zamieszkiwanych przez gobliny. Pochowali poległych w gotowym już grobie i ruszyli przez równiny u stóp masywu (ocenili, że tak wyjdzie o jeden dzień szybciej, niż gdyby brnąć przez wyspowy krajobraz górski). Szóstego dnia wreszcie wspięli się po górskim zboczu na taras i stanęli u wejścia do jaskini.

Pokonali 20 metrowy sklepiony korytarz, utworzony z zawalonych głazów pokrytych pradawnymi malowidłami, a następnie weszli do rozległej hali. Korytarz wiódł ze wschodu na zachód, stopniowo się obniżając i wijąc. Wreszcie dotarli do metalowej kraty, przegradzającej tunel. Zasuwę zabezpieczał łańcuch z masywną kłódką.

Rozważali siłowe sforsowanie zamka, jednak Aulus nie chciał robić hałasu. Wpadł na lepszy pomysł. Wydobył sztylet i zaczął gmerać w zamku. Znał się na tym trochę, jako że praktykował kiedyś ślusarstwo. Po chwili zamek szczęknął i drzwi stanęły otworem.

Zagłębili się w ciemności. Prędko dotarli do niewielkiej komory, położonej ciut poniżej, do której wiodły wyciosane w skale schody. Tu ongiś stoczyli walkę z goblinami, w której padł najsilniejszy człowiek w Midgardzie Abraham. Kolejne schody wiodły w dół na północ, ale był tu też korytarz, prowadzący na zachód i znikający za zakrętem. Nigdy jeszcze żaden śmiałek nie próbował tej drogi. Postanowili zatem sprawdzić, co tam jest.

Tunel skręcił na północ. Doszli do rozległej pieczary, zamkniętej od wschodu pseudo-ścianą z formacji naciekowych. Za stalagnatami dojrzeli dalszą część pieczary i brzeg podziemnego jeziora. Jednak aby się tam dostać, musieliby sforsować siłą "ścianę", a woleli uniknąć hałasowania.

Wybrali inną odnogę i długo podążali na północny wschód. Dotarli do skrzyżowania w kształcie trójzębu. Zaczęli sprawdzać korytarze po kolei. Jeden doprowadził ich do pustej komory. Ślepy zaułek. Drugi do komory, w której odnaleźli ludzkie kości. Szczątki leżały tu od paru lat. Naliczono 9 czaszek. Niewykluczone, że było to kiedyś leże jakiejś bestii. Jednak i tu droga się kończyła.

Trzeci z korytarzy doprowadził do kolejnego skrzyżowania w kształcie Y. Lewa odnoga wiodła na brzeg kolejnego podziemnego jeziora. Nasłuchiwali dłuższą chwilę, ale wychwycili tylko kapanie. Aulus wrzucił kamień do jeziora, wzburzając na chwilę wodę. Wrócili do skrzyżowania i wybrali prawą odnogę. Ta doprowadziła ich do wielkiej hali.

Śmiałkowie w blasku pochodni dostrzegli mur z tarcz, ustawiony przez uzbrojone po zęby gobliny. Potwory czekały na nich.

Hiob ma najbardziej gadane. Postąpił zatem naprzód i po goblińsku zażądał rozmowy z przywódcą. Po chwili szereg rozstąpił się i na czele wyszedł wyższy i przypakowany goblin w kolczudze i hełmie ludzkiej roboty o twarzy przeciętej paskudną blizną. Uwadze księdza nie uszło, że gobliny noszą na tarczach znak przypominający głowę rogatego demona.

Przedstawił się i zgodnie z przyjętą wcześniej taktyką (tzn. z goblinami nie walczyć, póki nie zajdzie taka potrzeba, a spróbować ich wykiwać) począł pertraktować. Wyjaśnił, że do jaskiń przyszli w poszukiwaniu skarbów. Od słowa do słowa wyszło, że w drużynie jest dwóch magów, którzy potrafią usypiać przeciwników. Wódz – imieniem Zygzak – wyraźnie się tym zainteresował i zaprosił awanturników w gościnę. Zapłonęły ogniska. Hiob, Nazdak i Aulus (wszyscy znali gobliński) zasiedli wraz z Zygzakiem i spełnili toast wstrętnym piwskiem z rogu, a wódz dodatkowo popijał z czaszki Abrahama okutej srebrem. Chwalił się przy tym, że własnoręcznie powalił i ściął wielkiego wojownika – Nazdak przypomniał sobie, że faktycznie tak było. W czasie rozmowy Aulus przeliczył, że goblinów było około setki. Nie widzieli tu żadnych kobiet ani dzieci.

Wódz goblinów opowiedział im historię swojej bandy. Jest ona odłamem plemienia o wdzięcznej nazwie Zjebane Ryje, które zamieszkuje wysokie góry na dalekim południu. Zygzak i jego grupa wojowników zostali wygnani. Ruszyli na północ, przemierzając wpierw złowrogie pustkowie zwane Równiną Strachu, a następnie wielkie lasy. Szli przez 40 dni. Ich oddział topniał w walkach z drapieżnikami i potworami, a na równinie "metal z gwiazd" spalił kilku. Wreszcie dotarli do tych gór i tutaj w jaskiniach znaleźli nowy dom. Zanim tak się stało, musieli stoczyć o niego walkę z bandą trolli.

I to właśnie ostatni z trolli jest zmartwieniem Zygzaka, ponieważ wymknął się i zmasakrował kilka kolejnych drużyn wysłanych, by go ubić. Troll okupuje południowo-wschodnią część kompleksu, który zna jak własną kieszeń. Ma tam swoje wyjście na powierzchnię i pozostaje nieuchwytny. Gdyby magowie potrafili go uśpić i zlikwidować... Zygzak zaoferował wspaniały naszyjnik i mapę do wielkiego skarbu, ukrytego w dalekich górach na południu.

Niestety, zaklęcia, które znają Aulus i Nazdak nie wystarczą na trolla. Uczciwie się do tego przyznali, ale zapowiedzieli, że podpytają potężniejszych magów w mieście. Gdy Zygzak począł wypytywać o lokalizację miast, ich walory obronne i liczbę wojowników, śmiałkom zapaliło się światełko ostrzegawcze wódz okazał się bystrzejszy, niż się początkowo zdawało. Napletli o wielkiej potędze, tysiącach magów i rycerzy, wysokich murach i wieżach i straszliwych machinach bojowych. To zniechęciło potwora.

Jako gest dobrej woli dokonano wymiany darów. Drużynnicy darowali Zygzakowi miksturę uzdrawiającą, a ten rozkazał przynieść skrzynkę, w której błyszczało kilkadziesiąt klejnotów i pozwolił wybrać jeden. Następnie przydzielił eskortę, która odprowadziła gości do kraty. Następnym razem mają po prostu zawołać do wartowników, zamiast się zakradać. Po drodze przeszli przez drugą wielką halę, na środku której mieścił się wielki płaski głaz, najwyraźniej pełniący rolę kamienia ofiarnego, pokryty plamami krwi. W rogach ołtarza sterczały tyczki, na które zatknięte były wielkie czaszki jakichś nieludzkich istot, prawdopodobnie trolli. Hiob zagadnął gobliny z eskorty o ów głaz. Zgodnie odpowiedziały, że jest to ołtarz "pana Barłoga", któremu oddają cześć.

Dzień miał się ku końcowi, zatem śmiałkowie przenocowali przy wejściu do jaskiń i o poranku zeszli do Żeleźnika. Tam odpoczęli, a następnie powrócili do Midgardu. Klejnot od Zygzaka okazał się wart 50 złotych monet. Postanowili dokonać handlu z goblinami. W znalezionej w kanałach baryłce z duramelinium mieli jeszcze płynu na kilkanaście mikstur. Odlali pięć butelek. U jubilera wyprosili zgodę (w zamian za 5% zysku) na możliwość zabrania do jaskiń jednego z jego terminatorów. Do grupy dołączy przeto:

Patryk, N–M, AC 9, HP 3 – uczeń jubilera

Drużyna ruszyła do Jaskiń Goblinów, zameldowała się przy kracie i stanęła przed obliczem Zygzaka. Był bardzo zadowolony z mikstury i chciał jeszcze. Pozwolił wybrać 5 klejnotów ze skrzynki. Patryk wytypował najcenniejsze, warte kolejno 500, 500, 100, 100 i 100 złotych monety. Hiob wcisnął wodzowi bajeczkę, że potężny czerwony mag imieniem Bantustan z Midgardu pracuje nad zaklęciem, które spali trolla na popiół, a na efekty jego prac trzeba poczekać miesiąc.

Zygzak poprosił Nazdaka o chwilkę na osobności. Okazało się, że Nazdak to imię pochodzenia goblińskiego. Może mag ma jakichś goblińskich przodków? Jego pokraczna, cherlawa postura i krzywa gęba również zdają się na to wskazywać. Wódz przyznał, że nie do końca ufa księdzu i białemu magowi, ale do maga w czarnej szacie poczuł nić sympatii. Nazdak podarował mu jeszcze jeden napój uzdrawiający z prywatnego zapasu. Ujęty goblin wyszarpnął zza pasa sztylet o fantazyjnie zdobionej rękojeści i wręczył magowi.

Podczas drogi powrotnej drużynnicy spierali się, co robić dalej. Hiob był zdeterminowany, aby wytępić goblińskie plemię. Aulus rozważał zauroczenie Zygzaka i próbę nawrócenia go na chrześcijaństwo. Nazdak zaproponował przyłączenie się do potworów i spalenia Żeleźnika, ale towarzysze zgromili go.

Tymczasem drogę śmiałków przecięło stadko górskich kozic, ale nikt nie chciał polować. Wrócili przeto do Midgardu, sprzedali klejnoty (odpalając jubilerowi umówiony udział), podzielili pieniądze. Każdy uiścił hojny datek na Fundusz Budowy Bazyliki pw. Jezusa Chrystusa Pantokratora. Nazdak zapamiętał zaklęcie Wykrycie magii i przetestował swój nowy sztylet. Był magiczny!

Podsumowanie
Pokonano: 2 wielkie szczury (AC 8, HD 1/2)
Polegli: 2 NPC
Zdobyto i zarobiono: 1285 GP


Kącik Kartografa

Okolica baronii Midgardu (1 heks = 5 mil = 8 kilometrów)

Kopalnie Miedzianej Góry

1. Do ruin osady
2. Zawalone wejście główne
3. Wejście
4. Wejście
5. Mogiła
6. Leże koboldów
7. Leże ogra
8. Znak ostrzegawczy
9. Dziwny chodnik


Jaskinie Goblinów


Okiem Sędziego


Warto zaznaczyć, że sesja trwała dobrych kilka godzin, a doszło tylko do jednej walki (trwającej jedną rundę), też w sumie mocno z przypadku. Oto, co potrafi zdziałać udany rzut na reakcję, znajomość języków obcych i umiejętne poprowadzenie rozmowy ;)

Tytuł M-U 3 (w oryginale Conjurer) oddaję jako "sztukmistrz" w sensie mistrza sztuk lub nauk tajemnych (a nie jakiegoś prestidigitatora czy innego kuglarza). Fajnie koresponduje z fechmistrzem (F–M 3).

Ze szczytu dość niskiej góry (wysokość nie przekracza 900 m n.p.m.) widać na 5 heksów (nie licząc tego, na którym stoi obserwator). Umowne i zapewne mało realistyczne, ale na pewno wygodne. Nie chciało mi się pierwiastkować.

Mapowanie wyrobisk i naturalnych jaskjest w dalszym ciągu niezmiernie trudne zarówno dla prowadzącego do opisu, jak i dla mappera do rysowania. W kopalniach 1 kratka nie odpowiada 3 metrom. Chodniki ciągną się przez ok. 320 metrów. Drugi kompleks to szkic wykonany przez mappera. Jeśli odkryją całość, to udostępnię moją wersję – będzie można sobie porównać (od razu powiem, że rysunek nie jest zbyt dokładny).

Otwieranie zamków: co prawda Aulus ma DEX poniżej przeciętnej, ale background ślusarza i wysoka INT pozwoliły na udane manipulowanie przy zamku. Jakość tego ostatniego oceniłem ad hoc rzutem 3k6. Wypadło 6, a więc się udało (DEX 8 vs zamek 6). Wiem, że stopień trudności zajeżdża njuskulem, może następnym razem rozwiążę to jakoś inaczej.

Brak komentarzy: