6 maja 2017

[OD&D / CM] Dziedzictwo Ungernów – Armia konna

Gobliny zostały pokonane, ale zdradziecki mag Nazdak nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Pozyskawszy nowych potwornych sojuszników, hobgoblinów, rusza na ziemie baronii Midgardu, by siać chaos i grozę. Płoną kolejne wsie, a na przedpolu miasta dochodzi do dwóch bitew kawaleryjskich. Fight on!


Wystąpił:

Sztukmistrz Nazdak Czarne Serce (P. G.)
STR 8, INT 16, WIS 12, DEX 6, CON 7, CHA 6,
M–U 3, AC 8, HP 7

oraz NPC:

Wojownik Linneusz, F–M 2, STR 8, AC 2, HP 4 – sierżant starej daty (zauroczony)
Weteran Edek, F–M 1, STR 17, AC 4, HP 6 – bardzo silny, chaotyczny rębajło
Dąbek, F–M 0, AC 4, HP 4 – rębajło (zauroczony)
Grot, F–M 0, AC 7, HP 4 – łucznik (zauroczony)
ZyndramF–M 0, AC 2, HP 6 – żołnierz (zauroczony)
KozakF–M 0, AC 4, HP 6 – żołnierz (zauroczony)


Zagłada Leśnicy


Po błyskotliwym opanowaniu Mokrego Dworu sztukmistrz Nazdak zyskał uznanie w oczach hobgoblinów. Jednocześnie chaotyczny mag dowiedział się od zauroczonego sierżanta Linneusza, że gobliny zostały pobite przez wojsko Midgardu, a uprowadzona ludność Żeleźnika ocalona. Nazdak namówił wodza potworów imieniem Dareg do kolejnego rajdu. Tym razem celem miały być ruiny Żeleźnika, gdzie zorganizowano przejściowy obóz dla ocalonych, którzy mieli być następnie przetransportowani do Midgardu.

Siły hobgoblinów zostały podzielone. Część została, aby pilnować obozu, ale setka z Dargiem na czele ruszyła na północny zachód. Wraz z nimi jechał Nazdak i jego straż przyboczna, składająca się w większości z zauroczonych wojowników z Midgardu.

Po 3 dniach jazdy dotarli do ruin, ale nikogo tu już nie zastali. Oddział rozbił obozowisko w lesie na północy. Następnego dnia 2/3 potworów wraz z drużyną Nazdaka ruszyło przez lasy w stronę Leśnicy. Pozostałe hobgobliny zostały z końmi i miały za zadanie polować.

Po dotarciu na przedpole Leśnicy Nazdak polecił hobgoblinom zaczaić się w lesie. Szczęśliwie nie natrafili na żadne patrole z fortu. Sama Leśnica to niewielki gród otoczony wałem i palisadą, z licznymi polami uprawnymi i gospodarstwami rozsianymi po okolicy.

Sztukmistrz wziął tylko swoich ludzi i polnymi drogami ruszył w stronę grodu. Stanąwszy u jego bram, wystawił naprzód sierżanta Linneusza, który był znany strażnikom jako doświadczony podoficer. Po chwili wszyscy znaleźli się w obrębie obwałowań. Linneusz i Nazdak udali się z wizytą do naczelnika imieniem Plotyn, którego kwatera mieściła się na piętrze blokhauzu.

Linneusz przedstawił Plotynowi Nazdaka, ale dowódca już słyszał o słynnym Zabójcy Smoka. Sztukmistrz wykonał nieznaczny ruch ręką... i już komendant był w jego władzy. Mag opowiedział historyjkę, jak to w lasach polował na gobliny wraz ze swoimi nowymi przyjaciółmi – wojownikami ze stepu. Ładnie poprosił o pozwolenie na przenocowanie w obrębie grodu. Plotyn oczywiście przystał na wszystko.

Rychło pchnięto gońców i 65 hobgoblinów wmaszerowało do Leśnicy. Żołnierze z fortu patrzyli po sobie niepewnie, ale rozkazy Plotyna były jasne. Potwory rozłożyły się obozem na majdanie. W nocy przypuściły atak.

W Leśnicy kwaterowało całkiem sporo żołnierzy, ale tylko część z nich przebywała w forcie, a większość spała w zabudowaniach. Hobgobliny ustrzeliły z łuków prawie wszystkich wartowników na palisadzie i w narożnych wieżach, a po chwili wdarły się na ogrodzenie i dorżnęły pozostałych. Jeden, wartujący w baszcie bramnej, zdołał uderzyć w gong na trwogę, zanim padł od hobgoblińskiej szabli.

Na niewiele się to zdało załodze fortu. Większość żołnierzy zginęła w samych gaciach, zabita w łóżkach lub na progach chat. Tylko w blokhauzie zabarykadowało się kilkunastu żołnierzy i dowódca, ale Nazdak rozdał flaszki oleju swoim przybocznym, rozkazał podpalić i ciskać w otwory strzelnicze. Po chwili z wnętrza poczęły dochodzić kłęby dymu, drzwi otwarły się i wykurzeni żołnierze, krztusząc się, wybiegli na zewnątrz. Tu większość padła uśpiona czarami Nazdaka, a resztę wysiekli jego przyboczni. Wojskowi tanio skóry nie sprzedali – zarąbani zostali Kozak i Dąbek. Nazdak kazał wyrżnąć jeńców i uśpionych (Plotyn się gdzieś zawieruszył), a następnie polecił otworzyć bramy grodu.

Rozjuszone hobgobliny z wrzaskiem wypadły na podgrodzie, by palić, gwałcić i mordować. Do tej pory część ludności z okolicznych gospodarstw zdołała się już ewakuować. Nazdak porwał jakieś dziecko, odrąbał mu głowę i powtórzył akcję z Żeleźnika. Na ziemi wysmarował krwią pentagram, a w środku umieścił notatkę w języku gnolli: To, co było, znowu będzie.

W międzyczasie z grodowego kościoła wypadł miejscowy pleban, zakuty w zbroję płytową i z buzdyganem w garści. Zanim zdołał cokolwiek zrobić, padł uśpiony przez Nazdaka, a po chwili skonał z poderżniętym gardłem. Sztukmistrz rozkazał obrabować kościół. Najemnicy wywlekli sporo złota, srebra i osprzęt liturgiczny, które Nazdak podzielił, przy okazji zaliczając scysję z Edkiem o łupy.

Leśnica stała w płomieniach. Hobgobliny przywiodły w pętach trochę ludzi, których zabito i pożarto. Potem pijani zwycięstwem zdobywcy legli na pobliskiej łące i spali długo, bo aż do południa. Nie zginął ani jeden hobgoblin.

Po odpoczynku oddział ruszył z powrotem na południe, paląc resztę zabudowań. Bez problemów dotarli do obozu i połączyli się z resztą. Postanowiono odpocząć tu przez jeden dzień, a następnie zaatakować Rybnicę. Nazdak pchnął zauroczonego Grota do Midgardu, aby sprzedał zrabowany krzyż i monstrancję.


Bitwa na polach Midgardu


Setka hobgoblinów dosiadła koni i ruszyła w kierunku północno-wschodnim. Przecięła trakt wiodący z Midgardu do Leśnicy. Nazdak spodziewał się, że napotka na jakiś oddział zwiadowczy. Tak się nie stało. Po noclegu kontynuowano zatem marszrutę w stronę Rybnicy.

Tu hogobliny czekało rozczarowanie. Ludzie, pomni losu Żeleźnika i Leśnicy, ewakuowali się wraz z inwentarzem, zapasami i kosztownościami. Wściekłe potwory spaliły zabudowania.

Nazdak zdawał sobie sprawę, że nie mogą w żaden sposób zaszkodzić samemu Midgardowi z jego murami, wieżami, machinami miotającymi i setkami żołnierzy. Ruszyli z powrotem, przecinając oba trakty.

Następnego dnia Dareg uparł się, aby ruszyć w stronę Midgardu i sprowokować ludzi do walki. Sztukmistrz usiłował go odwieść od tego planu, ale wódz hobgoblinów wyraźnie łaknął krwi. Cóż było robić?

Po ujechaniu jakichś 10 kilometrów na horyzoncie dostrzegli kurzawę. Zbliżała się midgardzka jazda. Na otwartym terenie nie było mowy o wymykaniu się, trzeba było walczyć albo uciekać. Dareg polecił naszykować łuki kompozytowe i rozwinąć linię.

Wnet dostrzeżono nieprzyjaciela – 100 kawalerzystów rozformowanych w 5 szwadronów. Z bojowymi okrzykami rozpoczęli szarżę. Wtedy hobgobliny zasypały ich gradem strzał. Żaden łuk tak nie niesie, jak łuk nomadów. Kilkunastu jeźdźców zostało zmiecionych z siodeł. Dodatkowo Nazdak wysforował się naprzód i czarami uśpił kilku dalszych, po czym odjechał na tyły. Hobgobliny dobyły szabel i ruszyły do walki. Dwa oddziały zderzyły się z hukiem i wszystko utonęło w ogłuszającej wrzawie. Nazdak wraz z Dargiem i grupką przybocznych zwyczajem stepowców przypatrywali się starciu z pobliskiego pagórka.

Po minucie walka została rozstrzygnięta. Hobgobliny po skutecznym ostrzale zyskały przewagę liczebną, mogły więc manewrować i uderzyć na tyły nieprzyjaciela. Osaczeni ludzie ponieśli straty, ich morale załamało się i podali tyły. Na placu boju legło blisko 2/3 midgardczyków i 1/4 hobgoblinów. Wszystkich rannych, poturbowanych, wysadzonych z siodła i uśpionych ludzi bez litości wyrżnięto.

Dareg polecił załadować ciała poległych na konie i kierować się na obóz, tzn. południowy wschód, wzdłuż rzeki. Dzień miał się ku końcowi, gdy usłyszeli za sobą tętent koni. Obejrzeli się – znowu na horyzoncie dostrzegli chmurę kurzu. Nadchodziła pogoń!

Hobgobliński wódz wprawnym okiem oszacował, że wrażych jeźdźców było około 300. Hobgoblinów zostało tylko 75, postanowili zatem uciekać. Jednak część pogoni, widocznie lżejsza jazda na rączych koniach, zbliżała się coraz bardziej. Stało się jasne, że jeszcze chwila, a dopadnie uciekinierów. Nazdak rzucił na siebie niewidzialność i rozważał rzucenie się z koniem w nurt rzeki.

Najlepszą obroną jest atak. Potwory wykonały gwałtowny manewr, zawróciły konie i uderzyły na ludzi. Szwadrony ścięły się z łoskotem. Ludzie mieli przewagę liczebną i usiłowali zamknąć pierścień okrążenia wokół nieludzi. Widząc to, Dareg krzyknął na swoich 2 przybocznych krewniaków, dobył szabli i dał koniowi ostrogę. Trzech hobgoblińskich jeźdźców dzielnie stawiło czoła całemu szwadronowi lekkiej jazdy Midgardu!

Walka znowu była krótka i brutalna. Zginęło 60 ludzi i 25 hobgoblinów. Na polu chwały poległ Dareg i jego obstawa. Zdołali jednak zatrzymać natarcie i ocalić swoich pobratymców.

Potwory powlokły się dalej, przekraczając granicę baronii, wyznaczoną przez specjalne kamienie milowe. Tylko do tego miejsca ścigały ich pozostałe oddziały, zniechęcone najwyraźniej poniesionymi stratami. Nazdak skłonił pozostałe hobgobliny (z ponad setki, która wyruszyła, pozostało mniej niż połowa), aby udać się do Mokrego Dworu, a następnie odszukać obóz.

Ruszyli w strugach ulewnego deszczu...


Mapnik Kartografa



Najazd hobgoblinów na baronię Midgardu (1 heks = 5 mil)
LEGENDA

1. Warowny obóz Hobgoblinów
2. Mokry Dwór
3. Żeleźnik (ruiny)
4. Leśnica (ruiny)
5. Rybnica (ruiny)
6. Pierwsza bitwa pod Midgardem
7. Druga bitwa pod Midgardem


Okiem Sędziego


Kolejna przygoda wymyślona i zrealizowana przez gracza. Ja tylko rzucałem kostkami na pogodę, reakcje, spotkania losowe, spotkania z patrolami z twierdzy, pościgi i walki oddziałów. Wszystko wyszło mocno w klimacie Sienkiewicza.

Od teraz gracz będzie miał utrudnione zadanie. Nazdak został zdemaskowany jako zdrajca rodzaju ludzkiego. Uratował się dowódca garnizonu i sporo osób z Leśnicy, dodatkowo mag był widziany na czele hobgoblińskich wojsk, gdy rzucał czary w trakcie pierwszej bitwy.

Duże starcia rozegrałem ponownie na mechanice CHAINMAIL. Pomału zaczynam się oswajać z tą grą, wykorzystuję coraz więcej manewrów i opcji, np. szarża, walka dystansowa, atak z flanki, atak od tyłu. W dalszym ciągu jednak gram bez figurek i podłogi / miarki, nie przeliczam też wyniku starcia po każdej turze (rundzie) – sprawdzam za to morale przy wcześniej założonym % strat.

Unaocznia się potęga cywilizacji rolniczej. Pomimo trzech przegranych starć i utracie 160 zbrojnych, ludzie w dalszym ciągu górują liczebnością nad oddziałkiem nomadów. Spalone osady można odbudować i zaludnić na nowo, stratowane pola obsiać. Co poczną nomadzi, zdziesiątkowani i bez swojego wodza? Przekonamy się już niebawem.

3 komentarze:

Jarl pisze...

Mają rozmach skurwysyny (bez obrazy Nazdaka) :D

Robert pisze...

Ciekawe tylko, na jak długo im tego rozmachu starczy, teraz to już chyba tylko siłą rozpędu ;)

Przemoslav pisze...

Piękna rozpierducha, Nazdak jak zwykle robi robotę :D.