2 czerwca 2017

[AD&D FR] Rozdział IV: Uczta Księżyca

Kolejna część długiej opowieści, rozegranej w latach 1996-2002. Awanturnicy szykują się do jednego z najważniejszych świąt w tej części Abeir-Torilu i później wyruszają do portu Neverwinter, by zaokrętować się i osiągnąć wreszcie swój cel: Waterdeep. Z historycznych ciekawostek - Północ Abeir-Torilu była całkiem dobrze opisana w notkach Eda, a przez TSR wsparta szeregiem dodatków do AD&D 1E. Inspirowany nimi, R. A. Salvatore (którego grafomanię serdecznie pierdolę), stworzył swoich ikonicznych bohaterów i rozwinął pomysł subarktycznych "osad za Grzbietem Świata". Jeszcze w czasach 2.5E, Północ była jednym z najciekawszych rejonów Forgotten Realms (vide klasyczna gra cRPG, Icewind Dale, The North Boxed Set i kilka innych dodatków).


Skład (poniżej zabite [przekreślenie] lub nieobecne postacie):

Dezyderiusz Grim [human Druid NG]
Drened Silvertooth [human Thief CG]

Jan Bez Ziemi [human Fighter LN] 
Neril Maedwin [half-elf Fighter/Thief/Mage CG]

25-30 Uktar
Po koszmarnej bitwie w plugawych ruinach z drowami, Dezyderiusz wspiera mieszkańców Thundertree, leczy i pociesza duchowo swoich rodaków. Szczególnie dużo czasu spędza z żoną burmistrza Ansala Bloodshouldera, Alahaną, przez co zapobiegł jej samobójstwu. Śmiałkowie zbierają także fundusze na podróż do Waterdeep, pomagając na zmianę (jeden zawsze pilnuje chlewiku z ukrytym pół-drowem) innym w obejściach. Drened i Dezyderiusz chcą "zmienić otoczenie" w bardziej cywilizowanych rejonach, a także odnaleźć mentora Nerila Maedwina i powiadomić go o samobójczej śmierci jego ucznia. Silvertooth chce dodatkowo odpracować różne drobne długi, których narobił, prowadząc niegdyś w Mieście Splendoru hulaszczy tryb życia.

Obaj nie zauważają, że atmosfera we wsi znów się zagęszcza. Do Thundertree przybył bowiem Artbert Connat. Jeden z magów rodu Harpellów (z „drugiej strony” Lasu Neverwinter) za pomocą Sztuki powiadamia burmistrza (i Harfiarza) Ansala Bloodshouldera, że ów szaleniec zabił Jana Bez Ziemi w Helm's Hold i właśnie przybył do leśnej osady. Psychopata wydobył od umierającego Awanturnika informację o miejscu pobytu Dezyderiusza i Dreneda.

Krótko: Ze śledzonej ofiary stał się łowcą. Nie wie, co stało się przed bitwą z potężnym monstrum, ale chce zemścić się na naszym duecie za unicestwienie ducha jego elfiego, adoptowanego brata, Jaroela.

W międzyczasie wieśniacy uczą obu Awanturników, jak posługiwać się gołębiami pocztowymi (na co druid wali focha i poucza wszystkich dookoła o szacunku dla zwierząt, wyrządzaniu im zła poprzez zniewolenie, itd.). Wynika z tego trochę kłótni i prawie poleciały sylaby dewastującego zaklęcia Chauntei, ale nic poważnego z tego nie wynikło.


MOONFEST (Uczta Księżyca)
Święto przebiega bez zakłóceń. Druid odprawia rytuał obfitości plonów na przyszły rok i daje różne pomniejsze posługi. Drened zacieśnia nieco więź ze złotą elfką, Malisaneą i dowiaduje się w noc Uczty Księżyca (po próbie "bliższego" zbliżenia się do niej), że jest chora na trąd. Jest to magiczny trąd, bowiem wszystkie elfy (poza mrocznymi) są odporne na zwykłe, ludzkie choroby. Pogromczyni Martwiaków wyrusza następnego dnia z powrotem do Candlekeep i zabiera ze sobą pół-drowa. Musiała co do tego długo przekonywać zarówno druida, jak i złodzieja, ale koniec końców zgodzili się.

To piękne święto [odpowiednik naszej pogańskiej Wigilii] zmienia coś w sercu Connata. Być może zrozumiał, że oba cele jego zemsty tak naprawdę pomogli jego nieumarłemu bratu? Być może same święta wpłynęły na niego uspokajająco? Albo w ogóle zapomniał, po co tu przyjechał i kogo miał zadźgać? W każdym razie, poniechał zemsty i (nadal nierozpoznany przez nikogo) wyruszył z samego rana w niewiadomym kierunku. Smutna wieść dociera do rodziny Grimów (Dezyderiusza). Jego starsza siostra i jej mąż (Eleanor i Burton) nie przyjadą z Neverwinter na święta do domu. Burton połamał obie ręce przy obróbce kamienia i musi odpoczywać. Rytuał Wspomnień jest długi, nostalgiczny i smutny dla rodziny Grimów. Drened pije na krzywy ryj aż do rana.


3 Nightal
Po długim i ciężkim dla druida pożegnaniu z resztką jego rodziny, Awanturnicy w towarzystwie początkującego kapłana Oghmy (Felipa) i kilku drwali ruszają do Neverwinter, by tam się zaokrętować i dotrzeć wreszcie do Waterdeep.


4-5 Nightal
Drużyna napotyka po drodze egzotyczny duet: Armoure Blacka oraz Aridona, kapłana Selûne. Klecha ciągnie wytworny, wysłany poduchami wózek, w którym siedzi (jak się okazuje) filozof i dziki mag, Black. Bez wnikania w szczegóły, drużyna postanawia przyłączyć się do tej dziwnej pary w drodze do Neverwinter. Pomijając narastające spory w dyskusjach natury filozoficznej, grupie nie przytrafia się nic złego. Zostało im jeszcze pół dnia drogi, ale zapadał już wieczór i postanowili zatrzymać się w przydrożnej oberży „Miły Wieczór”.

Zajazd i goście są terroryzowani przez lokalnego szlachetkę, barda z Neverwinter, Davila Fairvoice. Karczmarz Wilcox i jego żona Marsha żyją w strachu i nie sprzeciwiają się młodzieńcowi. 

Po wejściu do karczmy, śmiałkowie zamawiają posiłek i rozsiadają się w kącie. Jest tu ludno, ale niezwykle cicho. Wtem przez drzwi wejściowe wpada z wrzaskiem rosły pół-elf z naciągniętą cięciwą i zabija innego pół-elfa (obaj księżycowi). Agresor zostaje obezwładniony przez Armoure zaklęciem unieruchomienia i, po spętaniu, wrzucony do karczemnego loszku. Zostanie oddany najbliższemu patrolowi. Po przesłuchaniu zabójca ujawnia, jak ma na imię (Javander). Szukał po okolicy swego brata, Eyoda (zabity), który uwiódł jego żonę.

Po ogarnięciu zamieszania i w dalszej konwersacji wychodzi na jaw, że Aridon jest zauroczony zaklęciem Blacka. Amoure równo o północy ściąga z niego zaklęcie (za czym obstawał druid) i, co ciekawe, okazuje się, że zaklęcie zauroczenia dawno już nie działało. Aridon służył Blackowi wyłącznie z pobudek miłosnych.

I zaczęło się. Podpity Fairvoice zaczyna obrażać jednego z klientów, gdyż ten wyraził się niepochlebnie o grze barda, rozkręca się niebywała burda. Karczmarz powiadamia Dreneda o tym, kim jest Davil i jak zastraszył jego i jego żonę. Złodziej szybko przekazuje nowinę swojej grupie i nim wybrzmiało pierdnięcie ogra, Davil dołączył (związany i zakneblowany) do pół-elfiego mordercy w loszku karczmy. Na załagodzenie nastrojów i w podzięce za pozbycie się szczeniaka, Wilcox postawił wszystkim kolejkę i kazał rozdać dwa kosze ciepłych bułek z halflińskim hardcheese.

Noc nie upłynęła spokojnie... Do pokoju Dezyderiusza zapukała zawoalowana kobieta i wyznała, że ma problem natury duchowej, szuka rady rozlicznych kapłanów. Przedstawiła się jako Skriva. Łatwowierny, acz wierzący w swoje posłannictwo Grim, wpuszcza kobietę do pokoju i długo rozmawia z nią o kwestiach wiary, Chauntei, cyklach życia i natury. Oboje lądują w końcu w łożu i po ciemku, ale dopiero po wszystkim, kobieta ściąga woal z twarzy, mówiąc kim jest...

Tolerancja tolerancją, ale... u know.
Właśnie wyryćkana partnerka druida jest... drowką, na dodatek początkującą kapłanką Lolth! Skriva M'zan Beghere chciała uprowadzić druida do Podmroku na ofiarę, ale kolejna wymiana poglądów sprawiła, że zaczęła wątpić w słuszność tej akcji. Nim jednak skończyła zdanie, druid załomotał w ścianę i do pokoju wpadł pół nagi Drened z długim mieczem w ręku. Widząc drowkę wbił instynktownie swoje ostrze w jej twarz, a druid poprawił, ścinając jej głowę szablą. Głowa poszybowała na jeszcze ciepłe łoże, a reszta ciała jeszcze chwilę postała i runęła bezwładnie na podłogę. Przez resztę nocy Awanturnicy nie spali, a druid do końca swojego życia nie potrafił dojść do siebie i stale zadawał sobie pytanie: czy nie było innej drogi wyjścia z tamtej sytuacji?

Rankiem Armoure Black użyczył Awanturnikom swojego Pierścienia Pogrzebowego. Odbyły się dwa magiczne pochówki: Eyoda i Skrivy. Ich ciała zostały przeniesione mocą Pierścienia w Warkocz Selûne...

2 komentarze:

Robert pisze...

Ach, Zapomniane Krainy. Ta północ zawsze mnie intrygowała, gdy grałem w Baldura. Waterdeep i Neverwinter funkcjonowały tylko w wypowiedziach NPC, plotkach, znajdowanych książkach i opisach przedmiotów. Miało to swój niepowtarzalny klimat, czułem, że dotykam większej całości, a świat przedstawiony w grze jest tylko wycinkiem.

W sumie Wrota Baldura są chyba niewielką mieściną w porównaniu do ww. miast?

Jarl pisze...

Baldur's Gate ni jest małe, ale w porównaniu do Waterdeep to jak Warszawa do New York City. Waterdeep też śmierdzi syfem i burdelami, jak Wawka. Tak btw. Np. jedno z najstarszych miast (Llorkh to mieścina wielkości Garwolina, a z historią Wro). Różnie bywało.