10 czerwca 2017

[OD&D / CM] Dziedzictwo Ungernów – Tajemnica barona Ungerna

32. odc. kampanii. Na placu boju pozostał już tylko jeden śmiałek – bohater Gurczen. Walka trwa!


Wystąpił:


Bohater Gurczen (M. B.)

STR 11, INT 13, WIS 10, DEX 13, CON 10, CHA 10
F-M 4, AC 1, HP 14


Zdobycie Mokrego Dworu


Po zdobyciu Mielerza Gurczen powrócił do Midgardu. Tu okazało się, że wojsko barona Emeryka IV wyrusza na kolejną wyprawę — tym razem celem był Mokry Dwór, gdzie zagnieździły się niedobitki hobgoblinów. Kapitan Morgan otrzymał anonimowy list, w którym ujawniono wszystkie informacje na temat liczebności i rutyny potworów. Było ich jeszcze 67, z czego 2/3 przebywały zawsze w ufortyfikowanej siedzibie na wzgórzu, a 1/3 w taborze na prerii, kilka kilometrów dalej na wschód.

Baron wysłał 175 żołnierzy, których podzielono na dwa oddziały. Jeden z nich wyruszył dzień wcześniej na lekkich koniach. Jego zadaniem było przeprawienie się przez rzekę w lasach (aby uniknąć wypatrzenia przez obserwatorów z wieży), a następnie szybki atak na tabor. Drugi oddział miał podpłynąć łodziami pod samą wieżę, wylądować i przeprowadzić szturm. Oba natarcia miały odbyć się jednocześnie, aby hobgobliny nie mogły przyjść sobie z odsieczą. Gurczen i jego przyboczni znaleźli się na łodzi. Do bohatera dołączył Plotyn — były dowódca garnizonu w Leśnicy, opętany przez Nazdaka i sądzony za zdradę stanu; został oczyszczony z zarzutów, ale zwolniony z wojska (Gurczen musiał pokryć jego długi w karczmie, wojak pił bowiem z rozpaczy).

Weteran Plotyn, F-M 1, STR 10, AC 2, HP 7, ML 10
Grzymisław, F-M 0, AC 2, HP 6, ML 12
Saturnin, F-M 0, AC 2, HP 6, ML 12
Leszek, N-M, DEX 14, AC 7, HP 3, ML 6 (latarnik)

Był początek grudnia i deszczowy dzień, gdy flotylla łodzi wypłynęła z Midgardu, żegnana przez nielicznych mieszkańców. Po żmudnej podróży wylądowali pod Mokrym Dworem. Hobgobliny dostrzegły ich już jakiś czas temu, ale nie miały zamiaru wyściubiać nosa z twierdzy. Gurczen ocenił, że atak pod górę po błotnistych zboczach musiałby skończyć się katastrofą, zwłaszcza pod ostrzałem ze straszliwych łuków kompozytowych.

Dlatego też z oddziałem podróżował arcymag Apollin Biały. Sędziwy starzec dał się uprosić i przyłączył się do ekspedycji. Traktowany był z wszystkimi honorami, noszony w lektyce z baldachimem, aby ani kropelka nie spadła na siwą głowę.

Apollin, zrzędząc, wygramolił się z lektyki i wymamrotał kilka słów. Nagle jego stopy oderwały się od ziemi i dziadek zaczął pomału unosić się w powietrzu. Po 20 minutach osiągnął wysokość 36 metrów. Znalazł się mniej więcej na wysokości wieży. Arcymag wykrzyczał zaklęcie i z jego palców wystrzeliły jęzory płomieni, które uformowały się w kulę. Ognisty pocisk uderzył w dziedziniec. Rozległy się wrzaski bólu i przerażenia.

To był sygnał dla wojaków. Oddział począł piąć się po zboczu w stronę bramy. Zanim tam dotarli, Apollin uderzył kolejnym magicznym pociskiem, a konkretniej — błyskawicą, która rozniosła wrota w drzazgi. Przejście na dziedziniec stało otworem. Magia robi wrażenie, ale to miecze miały przesądzić o wyniku bitwy.

Zbrojni wtargnęli w obręb murów. Tu ujrzeli zwęglone szczątki 20 hobgoblinów; ponad drugie tyle szykowało się do przyjęcia ataku. Wśród nich był rosły przywódca, który właśnie opróżniał jakąś flaszkę.

Oddziały uderzyły na siebie, miecze skrzyżowały się z szablami. Gurczen skoczył w stronę wodza. Po paru minutach rąbaniny było po wszystkim. Hobgobliny wyrżnięto, padło kilku żołnierzy. Na placu boju pozostało już tylko dwóch walczących. Byli to Gurczen i wódz potworów Horadok. Tego ostatniego otaczało jakieś pole siłowe, utrudniając śmiałkowi przebicie się. Reszta chciała pomóc bohaterowi, lecz ten warknął, że sam upora się z przeciwnikiem. Po kolejnych kilku minutach pojedynek rozstrzygnął się na korzyść Gurczena, który obalił wroga na kolana, wypruł mu flaki i zmiażdżył czaszkę. „Wiwat! Wiwat! Wiwat!” — zakrzyknęli żołnierze. Bohater zdarł z trupa pięknie zdobiony naszyjnik.

Po chwili do twierdzy dotarł drugi oddział. Hobgobliny szczęśliwie udało się zaskoczyć poza taborem i w minutę wycięto, choć tanio skóry nie sprzedały, walcząc do samego końca. Łącznie w obu bitwach poległo 6 weteranów i 11 szeregowców. Śmierć poniósł również Grzymisław.

W podziemiach wieży odkryto skarb — 30 tys. sztuk srebra. Było tam jednak coś cenniejszego. Apollin zawołał do siebie Gurczena i pokazał mu wielki kufer, w którym spoczywała zbroja płytowa. Była czarna z niebieskimi elementami, zdobiły ją starożytne runy. Arcymag wyjaśnił, że to specjalna zbroja wspomagana, wykonana z odpornego, nierdzewnego i zarazem lekkiego stopu metali. Takie pancerze nosili wojownicy na Ziemi i potem astronauci. Bohater otrzymał ją jako swój udział w łupach.

Wieczorem przy ognisku świętowano zwycięstwo, gdy nad Mokrym Dworem ze straszliwym rykiem przeleciał wielki kształt. Kołował chwilę, więc mogli mu się dobrze przyjrzeć (przynajmniej ci, którzy nie rozbiegli się w popłoch, nie padli plackiem na ziemię i nie uciekli do podziemi). Wielki, rogaty łeb, długa szyja, paszcza pełna zębisk wielkości mieczy, łuski okrywające wężowe cielsko, długi ogon, straszliwe szpony i błoniaste skrzydła. Smok! A więc jednak istnieją! Łuski miał chyba czerwone. Po chwili odleciał na północ, w stronę Siedmiu Dębów. Apollin wyjaśnił, że był to stary czerwony smok, bardzo dojrzały i potężny.

Nazajutrz poległym usypano kurhan. Apollin zapamiętał potężne zaklęcia i zszedł do podziemi. Po chwili rozległ się huk. Dziadek wyszedł, otrzepując szatę, a następnie wskazał palcem na wieżę i odpalił kolejną błyskawicę. Budowla runęła w gruzy, zagrzebując całkowicie loch. W trakcie podróży powrotnej Apollin ujawnił, że zniszczył portal prowadzący do krainy troglodytów. Do miasta dotarli bez przygód.

Sanktuarium barona Ungerna


Gurczen spieniężył naszyjnik Horadoka za 1000 sztuk złota. Sława bohatera rosła. Pod jego sztandary zaciągnęli się kolejni przyboczni, a dodatkowo zaciągnął paru najemników:

Nałęcz, F-M 0, AC 2, HP 5, ML 12
Awdan, F-M 0, AC 2, HP 5, ML 12
Weteran Juan, F-M 1, STR 13, AC 2, HP 3, ML 9
Jose, F-M 0, AC 2, HP 6, ML 8
Jorge, F-M 0, AC 2, HP 5, ML 8
Zenek, N-M, AC 9, HP 5, ML 6 (tyczkarz)

Śmiałek postanowił sprawdzić plotkę, jakoby pod cmentarzem znowu obudziło się jakieś zło. Uzupełnił zapasy środków leczniczych, wody święconej, oleju, srebrnych strzał i zwojów chroniących przed trupami. Bez problemu przedostał się na teren nekropolii i zszedł w podziemia. Odczytał zwój ochronny i polecił reszcie trzymać się blisko.

Na pierwszym poziomie grobowca nic się nie wydarzyło. Drużyna ruszyła niżej, docierając na próg wielkiej sali, która była onegdaj zalana. Teraz wody już nie było, co zaskoczyło Gurczena. Ostrożnie zeszli po schodach i rozpoczęli badanie rozległego pomieszczenia. Na prawej ścianie odkryli dwuskrzydłowe drzwi z brązu, jedno ze skrzydeł było otwarte.

Zapuścili się do korytarza. Tu śmiałkowie musieli już odsapnąć, a także odnowić zaklęcie ochronne — pierwszy zwój przestał działać. Tunel ciągnął się na 60 metrów. Wreszcie dotarli do skrzyżowania i poszli w lewo. Kluczyli przez kolejne komnaty i korytarze, aż wreszcie zawędrowali do prostokątnej sali. Dobrze, że sprawdzali drogę tyczką, bo trzymetrowy łącznik z głównym korytarzem okazał się skrywać pułapkę. Ze ścian wyskoczyły trzy tarczowe zębate ostrza, siekając kij na kawałki.

W centrum komnaty znajdował się wysoki na półtora metra czarny cylinder. Pokrywały go niezrozumiałe zapisy alfabetem hieroglificznym. Na cylindrze stał czarny posążek wyobrażający słonia ze skrzydłami. Na przeciwległej wobec wejścia ścianie wisiała maska rogatego demona.

Gurczen rozejrzał się po pomieszczeniu, w pobliżu cylindra odkrywając kupkę popiołu. Coś w niej błysnęło. Heros rozgarnął proch włócznią i odkrył dwa pierścienie. Każdy miał klejnot i jakiś napis. Schował je do sakiewki. Wezwał Leszka i włócznią strącił posążek do trzymanego przez pomocnika worka. Następnie wraz z Plotynem szturchnęli włóczniami maskę.

Wtem! Oczy demonicznej maski rozbłysły czerwonym światłem! Ciekawscy awanturnicy tylko cudem uniknęli promieni. Gurczen zaczął podejrzewać, że kupka popiołu może być pozostałościami jakiegoś innego poszukiwacza przygód…

Postanowili więcej nie ruszać maski i oddalili się. Odkryli kolejną komnatę, pośrodku której znajdowała się zabezpieczona kratką studzienka, najpewniej służąca do odprowadzania wody. Tutaj natrafili na wzdęte, rozkładające się zwłoki 8 osób, najpewniej topielców. Zaskoczony Gurczen rozpoznał oblicze swojego byłego towarzysza Nazdaka… Polecił sporządzić nosze z włóczni i szmat oddartych z płaszczy trupów. Załadowano trupa zdrajcy na mary, które dźwignęli Leszek i Zenek. Zabrano też szczątki jego księgi czarów. Padł rozkaz do powrotu po własnych śladach.

Jeszcze nie opuścili nowo odkrytego kompleksu, gdy w ciemnościach zauważyli jakąś samotną postać. Zbliżyła się powoli… był to wysoki, krzepki mąż o bladym obliczu i jakby nieobecnym wzroku. Miał krótką, starannie przystrzyżoną brodę. Ubrany był w idealnie skrojony zielony mundur z dystynkcjami generała i wysokie oficerskie buty. Przy pasie miał szablę, pierś zdobiły liczne medale. Na głowie nosił okrągłą czapkę z daszkiem.

— Witajcie w moim sanktuarium — rzekł nieznajomy, uśmiechając się blado.

Gurczen był nieufny, ale na wszelki wypadek postanowił nie atakować pierwszy. Tamten przedstawił się jako Roman Fiodorowicz von Ungern-Sternberg. Obalony baron, a obecnie martwiak, nie był negatywnie nastawiony. Chciał po prostu z kimś pogadać. Wypytał Gurczena, co słychać na powierzchni i wyklinał na Emeryka I (pradziada miłościwie panującego Emeryka IV), przez którego musi się tułać pod ziemią już od 123 lat. Ostrzegł przez pałętającymi się po lochu zmorami i ujawnił, że nieopodal znajduje się sala z posągiem Astronauty, a także inne wyjście — schody prowadzące do kościoła pw. św. Idziego na Ostrowie Tumskim, zaraz obok zamku.

Ungern odprowadził drużynę do korytarza, pożegnał się i zniknął w ciemnościach. Tu trzeba było odpocząć, odnowić zwój i odpalić nową pochodnię. Ruszyli długim korytarzem. Nagle z ciemności wypadło pięć zmór. Gurczen upuścił miecz. Na całe szczęście śmiałków chronił zwój — zmory odbiły się od pola siłowego. Bohater chwycił za łuk i począł słać jedną srebrną strzałę za drugą, a jego przyboczni miotać fiolkami z wodą święconą. Cztery zmory zostały unicestwione, a ostatnia czmychnęła w mrok.

Zmory nosiły na czołach złote obręcze wysadzane klejnotami. Drużynnicy zapakowali precjoza do worów, odczekali chwilę i ruszyli śladem truposza. Już go jednak nie spotkali. Uszli kawałek, gdy dosłyszeli z mroku chrobot i szelest. Nadchodziły wielkie żuki. Zdążyli przygotować flaszki i gdy robactwo wylazło z ciemności, zostało zbombardowane płonącym olejem. Kilka spłonęło, reszta uciekła. Powrót na powierzchnię odbył się bez dalszych przygód.

Drużyna pod wodzą bohatera ruszyła na zamek. Straże przepuściły ich. Gurczen wkroczył na dziedziniec i zawołał, że chce widzieć się z baronem. Władca w eskorcie straży wyszedł przed zamek. Bohater zerwał płaszcz z mar, pokazując zwłoki Nazdaka. Ciało było w kiepskim stanie, ale można było rozpoznać maga po charakterystycznej kufajce taktycznej z odprutymi rękawami. Dworzanie i strażnicy z odrazą odwracali wzrok. Baron pobladł, ale pogratulował śmiałkowi i zaraz polecił wypłacić mu nagrodę — tysiąc sztuk złota.

Potem Gurczen spieniężył u jubilera obręcze zmór, a następnie poszedł sprzedać posążek skrzydlatego słonia u Gawrona. Ten akurat gził się z kochanką. Zniecierpliwiony bohater wdał się w bójkę z pyskatym ochroniarzem, który rzucił się na niego z bejzbolem. Zdzielony na odlew z liścia padł na ziemię i popłakał się, a następnie wypłacił śmiałkowi sporą sumę (1500 sztuk złota). U Fedory Siwej zidentyfikował oba pierścienie. Jeden z nich otaczał noszącego ochronnym polem siłowym, drugi zapewniał odporność na ogień. Wypytał również o Ungerna i dowiedział się, że baron stał się upiorem. Za dodatkową opłatą zamówił wykonanie specjalnej kwerendy bibliotecznej na temat mrocznych rytuałów, do których mogły być potrzebne zbierane w podziemiach artefakty.

Następnego dnia na rynku w Midgardzie odbył się proces zdrajcy Nazdaka. Zwłoki przywiązane były do pala. Obradom trybunału przewodniczył biskup Kazimir. Wyrok za zdradę stanu i rodzaju ludzkiego oraz pogwałcenie wszystkich praw boskich i ludzkich mógł być tylko jeden — kara śmierci przez spalenie na stosie. Wyrok wykonano natychmiast.

Orszak barona przejechał do zamku, gdzie odbyła się wielka uczta. Gurczenowi zaproponowano przyjęcie miecza po kapitanie Tygrysie. Ten jednak odmówił, tłumacząc, że nie jest godzien. Miecz otrzymał zatem kapitan Morgan, dowódca wojsk Midgardu.

„Nie wierz nigdy kobiecie”


Bohater odczekał do wieczora i zakradł się na posesję Petrusa Czarnego. Od jakiegoś czasu nikt nie widział złowrogiego arcymaga. Gurczen zabrał ze sobą tylko Plotyna i Leszka. Ten ostatni jako najbardziej zwinny przelazł przez ogrodzenie i otworzył bramę. Przeszli przez ogród i odnaleźli wejście na tyłach, gdzie przyjmował ich onegdaj Petrus. Gurczen wyważył drzwi. Weszli do środka.

Na parterze znajdowały się kuchnia, spiżarka i salon — w sumie nic ciekawego. Zeszli zatem do piwnicy, odkrywając pracownię i laboratorium, bardzo podobne do tego, które niegdyś znaleźli śmiałkowie w lochach pod miejskimi kanałami. Gurczen zajrzał do kartoteki i rzucił okiem na tytuły folderów zawierających dokumentację prowadzonych przez Petrusa badań, ale wydały mu się śmiertelnie nudne i powrócił na górę.

Teraz weszli po schodach prowadzących na piętro. Tu znajdował się gabinet z bogatą biblioteczką. Gurczen wraz z pomocnikami przetrząsnęli gruntownie wszystkie książki, aż wreszcie odkryli sekretne pomieszczenie za regałem. W środku był metalowy sejf, ciężki i przytwierdzony do podłogi. Bohater ustawił kombinację na 666, ale nic się nie stało.

Na piętrze znajdowała się jeszcze sypialnia, którą sprawdzili w ostatniej kolejności. Mieściła wspaniałe łoże z baldachimem. Gdy weszli do środka, ktoś poruszył się za zasłoniętą kotarą, niewieścim głosem wzywając Petrusa. Gurczen odparł, że Petrusa nie ma. Kobieta ujawniła, że jego seks-niewolnicą maga. Bohater czubkiem miecza odsłonił kotarę… Rzeczywiście, w pościeli leżała piękna kobieta, obnażona do pasa i z rękami przywiązanymi do łóżka. Miała duże, kształtne i jędrne piersi, a na głowie zielone dredy. Heros czym prędzej pospieszył damie na ratunek i przeciął więzy. Spojrzał w jej piękne oczy. Oczy, w których można było zatonąć…

Gurczenowi zakręciło się w głowie, a nogi się pod nim ugięły. Co jest, kurwa? Wtem! Kobieta zerwała kołdrę, ukazując wężowe ciało od pasa w dół. W ustach błysnęły kły, a dredy okazały się kłębowiskiem żmij! Bohater natychmiast przypomniał sobie istoty z dawnych legend. Meduza!

Plotyn rzucił się na pomoc, wbijając miecz między piersi potwora. Żmije uderzyły gwałtownie, ale Gurczen odskoczył i rąbnął mieczem. Odcięta głowa meduzy poturlała się po dywanie.

— Nie wierz nigdy kobiecie — mruknął śmiałek, pakując głowę do plecaka.

Splądrowali sypialnię, znajdując sporo złota, a następnie opuścili czym prędzej dworzyszcze Petrusa. Gurczen poszedł do Fedory. Arcymagini akurat wykonywała figury taneczne, sama i bez muzyki. Awanturnik zwierzył się jej ze swoich domysłów, że Petrus Czarny zginął w podziemiach, spalony laserem z maski demona. Zaproponował Fedorze, aby wspólnie udać się do domu i odszukać artefakty, które, jak wierzył Gurczen, Petrus zachował, a nie zniszczył. Fedora za drobną opłatą przystała na tę propozycję. Jednocześnie przekazała bohaterowi wyniki kwerendy bibliotecznej. Otóż posiadanie wspomnianych dziewięciu artefaktów było niezbędne do odprawienia mrocznego rytuału, sprowadzający straszliwego demona ognia — Balroga.

Ruszyli z powrotem do domu Petrusa. Gurczen zaprowadził Fedorę na piętro i pokazał sejf. Ta wymamrotała zaklęcie i drzwiczki odskoczyły. W środku było osiem artefaktów. Nie można powiedzieć, aby było to dla śmiałka niespodzianką. Zaproponował magiczce podział łupów. Fedora wykonała ruch ręką i stwierdziła, że lepiej będzie, gdy wszystkie artefakty znajdą się w jej posiadaniu. Gurczen nagle uznał, że to świetny pomysł i pomógł starszej pani się spakować. Odprowadził ją nawet pod dom i pomachał na pożegnanie. Fedora była taka mądra.



Podsumowanie

Pokonani wrogowie: 4 hobgobliny (HD 1+1), wódz hobgoblinów (HD 4+1), 4 wielkie żuki (HD 1/2), 4 zmory (HD 3), 1 meduza (HD 4)
Zdobyte skarby: 4700 GP, 200 SP
Polegli: 1 NPC

Okiem Sędziego


Nie zgadzam się z twierdzeniem, że OD&D nie nadaje się do gry 1 na 1. Jak widać, na wyższych poziomach jak najbardziej jest to możliwe. Zero kantowania z mojej strony. Heros otarł się o śmierć dwukrotnie (udane ST vs Death Ray / Stone). Gramy dalej, to zbyt pasjonująca historia, aby po prostu ją przerwać. Zwłaszcza że Gurczenowi brakuje 110 XP do awansu na 5. poziom! Licznik doświadczenia bije jak szalony, gdy 1 PC zgarnia wszystkie skarby dla siebie.

Gracz ma sporo szczęścia, bo wylosowałem zbroję +2. W połączeniu z magiczną tarczą i pierścieniem ochrony jego AC wynosi obecnie -2 (ściślej rzecz ujmując, wynosi ciągle 2, ale wrogowie mają karę -4 do ataku)!


Sorry za brak planu podziemi, ale nie mam czasu uczyć się obsługi kolejnego programu. Gdy gracz odkryje całość, wrzucę skan rysunku. Do tego momentu Czytelnik musi bazować na opisie. I tu uwaga - na przyszłość chyba zrezygnuję z dokładnego opisywania poruszania się w podziemiach. Jest to żmudne i w sumie mało zajmujące. Sam, czytając inne raporty, rzadko kiedy zwracam na to uwagę.

6 komentarzy:

Watcher pisze...

Gurczen jeszcze zapłacił Fedorze za to, że dostała artefakty Petrusa. Bardzo długo bym krzyczał :)

Shockwave pisze...

Nigdy nie ufaj magom, szczególnie tym szarym. Po białych i czarnych przynajmniej wiesz czego się spodziewać.

Robert pisze...

Dobrze powiedziane ;)

PS dodałem Okiem Sędziego (raport pisałem na szybko i nie zdążyłem przed wyjazdem).

Jarl pisze...

1 na 1 ma sens bez względu na level, jeśli postać jest obstawiona masą henchów. W innym razie nawet na 4 poziomie Gurczen poszedłby szybko do piachu (nawet w mieście / pol).

Jan Bieron pisze...

Pytanie: czy los (prawdopodobnie) Petrusa Czarnego został przesądzony tabelą spotkań, abstraktami czy uznaniem MG? Trochę to dziwne że taki cierpliwy knuj zszedł w katakumby sam, choć rozumiem że już tylko jeden artefakt dzielił go od skompletowania kolekcji.

Robert pisze...

Opowie o tym osobny raport. Rozegrałem sesję solo :)