1 marca 2018

Kampania OD&D: Fort Dagda

Kilka słów o aktualnej kampanii OD&D. Raporty z niej będą zamieszczane na Inspiracjach w stylu Rythlondar. Tu macie wcześniejszy. Ok, teraz technikalia i trochę ględzenia, które może się przydać każdemu, kto chce zaprojektować staroszkolny Dungeon.

Fort opisałem obszerniej już lata temu, a na szkicowej mapie Whitelion tkwi dobre 16-18 lat. Tekst z trzonem / backgroundem kampanii publikuję tutaj jeszcze raz. Reszta materiału na temat Fortu nie jest brana pod uwagę w bieżącej kampanii ze względu na całkowity reset świata. Szczerze mówiąc, nudzi mnie (w sumie coraz bardziej mierzi) Wilderness i cały oeserowy hype, jaki powstał na punkcie otwartego eksplorowania Dziczy bez uwzględniania pozostałych dwóch "trybów" gry. Dzicz jest, wg mnie, w chuj nudna na obecną chwilę. Stąd taki, a nie inny punkt wyjścia nowej-starej kampanii.
Na naszych sesjach OD&D często pojawiały się pytania o Czarnego Króla. Wicekróla, by być akuratnym. Nigdy nie miało to większego znaczenia, więc Sigvald nie pojawiał się in person na sesjach. Jednak bez niego Whitelion pozostawał niepełny. Czarny Król zamieszkuje południowowschodnią część Królestwa Lwa [już nie]. Na mojej stareńkiej mapie jest to Fort Dagda, pilnujący tamtej części Bariery. Obecnie, pod wpływem roguelike'a Demise przerobiłem fort na pełnoprawne miasteczko na zboczu ogromnego, wygasłego wulkanu. Pod nim rozpościera się Underworld z opisanymi i rozrysowanymi 8 levelami [tak, oczywiście, było lata temu] i miejscem na kolejnych milion. Większość dodatków (tablica ogłoszeń, skup stworów, szkolenia na przejścia o level, etc.) zaczerpnąłem z tej właśnie gry [i AD&D 1E] i stosuję tylko w tym miejscu - taki lokalny koloryt. Wielka góra (Stary Szczyt) to wygasły wulkan. Mieści w sobie ogromny kompleks podziemi, w którym podobno mieszka Bezimienny Władca [już nie]. Miasto Dagda, wybudowane nieopodal szczytu, ma pilnować, by sługi Zła nie wyległy na świat poniżej [trochę tak, bardziej nie]. Spełnia także bazę wypadową dla wszelakiej maści awanturników, chętnych na wypady w głąb góry [miasto Awanturników jest obecnie wewnętrznym miastem Fortu Dagda, do którego za wejście i wyjście srogo się płaci]. W mieście dostępnych jest kilka obiektów: Gildie – oferują szkolenia [200 gp / LVL] i dostęp do bibliotek i zasobów miasta. Karczmy (Bar Akuda oraz Bar Tosha) – nocleg (5 gp / miesiąc) i jadłodajnia. Plotki kosztują 1D6 gp. Tablica ogłoszeń – zadania mieszkańców miasta. Zwykle odnalezienie przedmiotu lub zabicie potwora. Kostnica (Pensjonat) – wskrzeszanie zmarłych Awanturników [1000 gp x LVL]. Zwierzyniec (Kurioza & Precjoza Pana Pawiana) – skup sprowadzonych potworów [10 gp x HD]. Depozyt (U Ali Ora) – depozyt dobytku PC / złoto, które dziedziczą Relatives – opłata miesięczna wynosi 1 gp. Sklep z ekwipunkiem (Ostatnia Strzała) – skup, sprzedaż i identyfikacja [100 gp]. Zamek Wicekróla (Barbakanum) – można tu powziąć ważniejsze zadania. Książę Garrick, syn Czarnego Króla Sigvalda, rządzi w jego imieniu miastem i zbiera co miesiąc podatek od śmiałków w wysokości podręcznikowego Upkeep.

                                                     ***

Na chwilę obecną do Podświata odbyło się 7 wypraw (pięć 1:1 i dwie z ekipą Inspiracji). Fort jest centrum kampanii Whitelion i raczej nie zamierzam wracać w inne rejony. Jest to swoisty reset całości, tworzenie na nowo na zrębach 11 letniej kampanii OD&D i dwudziestoparoletniego świata. A tak w sumie, to nie jest już Whitelion. Tylko Fort Dagda - i tyle.

Rozpocząłem tworzenie kolejnego Podświata pod Fortem Irda. Nie wiem, czy to ten sam świat co Dagda (chociaż oryginalnie leżał na obrzeżach sfery Królestwa Lwa). Nie wiem, czy połączę ten konstrukt z podziemnym uniwersum Fortu Dagda. Być może będzie to osobna kampania, dostosowana do BECMI lub AD&D 1E. A może do historycznie drugiej RPG: Rules To The Game Of Dungeon, VanGrassteka. A jeśli nawet ten świat będzie wykorzystywał OD&D i miał połączenia z Fortem Dagda... będzie to w teorii nieskończony, stale poszerzany Underworld. Kampania na kilkadziesiąt lat rozgrywki. Czyli
w przypadku podstarzałych już graczy i mnie - dożywotnia ;)

Ad rem.

Fort Dagda to 388 poziomów (w tym podziemne miasta, ogromne leża, przeróżna "rzeźba terenu", planety, sfery egzystencji, itd.) zebranych w kilkadziesiąt kompleksów. Transport pomiędzy nimi jest niemal nieograniczony. Konwencja: pulp fantasy ze wskazaniem na fantasy. Wciąż dorzucam kolejne lokacje w myśl idei Gygaxa ("under construction"), że Podświat można elastycznie poszerzać o dowolną ilość lokacji, jeśli rozwój kampanii i działania graczy to wymuszają. W moim przypadku robię, po prostu, więcej miejsca. Poziomy są przeróżnej wielkości. Niektóre maleńkie, inne bezkresne. W liczbie 388 zawierają się także podpoziomy, rozdroża komunikacyjne i kieszenie międzywymiarowe. Wszystko okraszone masą detali konstrukcyjnych (nie piszę tu o kluczach - opisach lokacji), zmyślnych układów lokacji, w całości ukrytych osad, itd.

Underworld pod Fortem Irda konstruuję z myślą stworzenia jeszcze większego terenu kampanii. Być może całkowicie zamkniętego pod ziemią. Jak pisałem wcześniej, póki co to tylko zarysy lochów. Opis i mechanikę uzależnię od wrodzonej neurozy, ochoty na inne rozwiązania mechaniczne lub konserwatywnego pozostania przy OD&D. Tak czy siak, będzie to gra z lat 70-tych i granie jak najbardziej oldschoolowe. Póki co, w Forcie Dagda, mając określony system gry, koncentruję się już nie na projekcie lochów, a ich zawartości. Jest to jeszcze bardziej czasochłonne, ale z lekką "mechaniką" OD&D bardzo proste. Tu polecam spisywać wpadające do głowy pomysły na bieżąco, wykorzystywać materiał z firmowych modułów (oczywiście dopasowany do preferencji) czy grubych setek One Page Dungeon i temu podobnych zjawisk.

8 komentarzy:

Key-Ghawr pisze...

A co z miastem Astrae? Czy Caremus będzie miał jeszcze gdzie wrócić? :)

Z mojego punktu widzenia jako gracza:
1. zawsze największy ubaw miałem z trybu "miasto", które generuje masę ciekawych wątków, zwłaszcza dla kampanii 1:1 (trochę zamieszania Caremus jednak narobił)
2. Lochy są super, ale to raczej w wersji drużynowej, czyli co najmniej dwóch graczy + najmici. Bez małej armii nie ma co się pchać
3. Dzicz jest fajna, ale na dłuższą metę łatwo popaść w bezcelowe kręcenie się w kółko. Dlatego moje postacie zawsze dążyły do dostanie się w bardziej cywilizowane rejony (czyli opuszczenie Pawilonów). To raczej naturalny odruch, ĉu ne?




Jarl pisze...

@Key
A co z miastem Astrae? Czy Caremus będzie miał jeszcze gdzie wrócić? :)

Ostatnio był w Forcie, więc jeśli kiedyś tam znów zagramy, to raczej w Dagda. Chyba, że się uprzesz, to ok. Wiadomo :)

1) Tak, miasto świetnie działa - był o masę zwrotów akcji i swobodnej rozwałki. Zwłaszcza z łażeniem po slumsach i dokach (150 Zombie attack xD)

2) Tu się nie zgodzę. Gramy 1:1 + henche i jest ok. Kwestia szczęścia, rozwagi i kombinowania. Raczej w dziczy potrzebna jest armia. W lochy zbyt dużo luda zmniejsza możliwości taktyczne (i są bardziej słyszalni, widoczni, łatwiej zaskoczyć, itd.)

3) Dzicz jest ok, ale jako poligon dla wysokolevelowców. Imo dużo więcej radochy daje poznawanie Niepoznanego w lochach, albo ostry wygrzew, jak na naszej solówce w mieście. No i ten cały netowy bełkot o dziczy i tabelkomanii. Rzyg.

Dążenie do cywilizacji to chyba naturalny odruch homo sapiens, ĉu ne? Właśnie Pawilony, prowadzone po raz kolejny, dodatkowo mnie zmęczyły. Mimo udanych sesji, zaskoczeń i niezłej jazdy, na dłużą metę dzicz jest w chooj daleko od okej.

Jarl pisze...

P. S. Zresztą Norus i spółka przez kilka lat grali tylko w Astrae, robiąc sporadyczne wypady do Underwold po kasę i "nowe wrażenia". Mieli już tak obcykany mały fragment 1 poziomu, że mogli złazić jedną dzielnicę, nie wychodząc na powierzchnię. Padł nawet pomysł pobawienia się w przemytników (niektóre wyjścia były w dokach). Miasto zawsze było u nas strumieniem świadomości + czynnikiem losowym. Np. jednen rzut na nocne spotkanie i wampir zabił Białego Króla, który zostawił królestwo w rękach swojego syna-pedzia. Hmm... xD

Key-Ghawr pisze...

Mnie chodziło raczej o to, czy Astrae w ogóle jeszcze jeszcze w tej nowej odsłonie kampanii istnieje. Chyba, że patriarcha do spółki z synem-pedziem i niebieskim smokiem doprowadzili miasto do upadku.

Fakt, lochy da się rozgrywać 1:1, jak to zresztą bywało u dziadzi Gygaxa.

A co do całości, to najlepsza chyba jest równowaga między lochami, miastem i dziczą. Ale ostatecznie i tak gracze decydują (Vivu urbaj aventuroj!)

Jarl pisze...

patriarcha do spółki z synem-pedziem i niebieskim smokiem doprowadzili miasto do upadku.

Sam widzisz ile tego było na sesjach xD A wcześniej działo się jeszcze więcej. Cud, że świat w ogóle istnieje.

Ale ostatecznie i tak gracze decydują

A co jeśli REF zainspiruje się np. takim Arx Fatalis (świat na górze zamarzł - wszyscy spierdolili pod ziemię) albo serią Avernum czy Grimrock I (skazańcy władowani na siłę do podziemnego świata)? Nie ma to tamto - siedzą w norach / podziemnych osadach albo zamarzają na powierzchni bez solidnej magii.

Key-Ghawr pisze...

To w końcu Astrae jeszcze istnieje, czy nie. Chyba, że to tajemnica do rozwikłania przy najbliższej sesji :)

Oczywiście można zrobić kampanię tylko w podziemnym świecie, ale to dłuższą metę może okazać się nudne, tak samo jak wyłącznie przygody w dziczy. Chyba, że zrobimy kampanię, np. w postaci wielkiej wydrążonej jaskini z wewnętrznym słońcem (jak w kreskówce Szagma) i mnóstwem krain przedzielonych lochami.

Jarl pisze...

Key, właśnie o takiej dziczy-lochu piszę. Avernum jest dobrym przykładem jak przenikają się oba tryby [takie wielkie jaskinie z fortami + normalne lochy]. To nie jest "dungeon crawl" w stylu Eye of the Beholder i tego typu gier.

Nie wiem co z Astrae :D Na razie skupiam się na toku akcji w obecnej kampanii. Wykształcił się fajny, gęsty klimat wewnętrznego miasta dla Awanturników, żyjący dungeon i na razie styka. Świeży powiew. Może też dlatego, że gram z zielonką - to zupełnie inna jakość, mniej rutyny i cwaniakowania. <a świetne pomysły, dużo inicjatywy i nie jest bierna. Zwiedziła całkiem spory obszar i nie dostała nawet jednej rany. Zginęło tylko dwoje NPC z kilkunastu najmitów.

Key-Ghawr pisze...

"Nie wiem co z Astrae :D"

Nun ĉio estas klara! :D

W kwestii "Avernum" - nie grałem. Jak wiesz, nie jestem jakimś wielkim miłośnikiem gier komputerowych. Generalnie mnie nudzą, ale to oczywiście wyłącznie kwestia gustu. Co najwyżej odpalę od czasu do czasu Thiefa. Poza tym, komputer u mnie w domu pojawił się dopiero w drugiej połowie lat 90., a i koledzy generalnie nie mieli (jeden miał tylko Amigę 500 i kilka platformówek na krzyż) Ciebie pewnie nudzą abstrakcyjne planszówki typu Gipf.