3 marca 2018

[OD&D] Karmazynowa toń, odc. 12

Drużyna w licznym składzie penetruje podziemia Czarnego Zamku, a następnie atakuje na gniazdo wielkich pająków. W ręce śmiałków wpada potężny artefakt, a na mapie pojawia się nowa siła. Do boju!


Myrmidon Gurczen – drwal; bystry i zręczny (F-M 6, HP 22, AC 1)
Fechmistrz Ślimak – odrażający, śliniący się idiota i przygłup, z zawodu garncarz i poeta z bębenkiem (F-M 3, HP 13, AC 1)
Wojownik Dalibor – cieśla okrętowy i farbiarz; cherlawy, wytrzymały, zwinny i wstrętny (F-M 2, HP 11, AC 6)
Wojownik Tomasz Wieczór – bardzo wytrzymały, niezręczny i brzydki historyk oraz witrażysta (F-M 2, HP 8, AC 2)
Zły Akolita Gordon Skórzany – słabowity, acz zwinny urzędnik Ministerstwa Propagandy Rzeszy (A-C 1, HP 6, AC 2)
Medium Alfred – zręczny słabeusz,  z zawodu garncarz (M-U 1, HP 4, AC 9)

Ważniejsi NPC
Antybohater Martin Schwarz (F-M 4, HP 12, AC 2)
Weteran Pętak (F-M 1, HP 6, AC 2)

Śmiałkowie po długiej dyspucie uchwalili, aby przebadać wreszcie Czarny Zamek. Do grupy przyłączył się młody magik Alfred. Łącznie drużyna liczyła 12 osób i muła. Za zdobyte złoto wykupili od SS-wilkołaków magiczny łuk dla Dalibora i tarczę dla Ślimaka. Wymaszerowali. W lesie za twierdzą gnolli napadły ich szkielety – Gordon usiłował odpędzać, ale z nerwów upuścił Żelazny Krzyż. Na szczęście drużynowi wojownicy prędko zlikwidowali umarlaków. Wśród wzgórz na północy odkryli jaskinię, gdzie znaleźli trochę złota i srebra.

Zawitali do pompy z uzdrawiającą wodą i napełnili bukłaki. Stąd poszli do zamku. Pancerne drzwi sforsowali łomem – spiralne schody wiodły w dół, ginąc zaraz za zakrętem. Iść mogli tylko gęsiego. Pierwszy ruszył Gurczen. Wędrówka dłużyła się niemiłosiernie – zeszli prawdopodobnie kilkaset metrów pod ziemię. Przez cały ten czas Ślimak walił w bębenek, wyjąc pieśni do Diabła. Wreszcie dotarli do metalowych drzwi – gałka była stylizowana na głowę demona Barłoga. Otworzyli drzwi bez problemu i zablokowali klinami.

Za drzwiami była jakaś sala. Rzucona do przodu pochodnia ujawniła, że pomieszczenie jest naprawdę sporych rozmiarów – dostrzegli też potężne filary, zdobione płaskorzeźbami wyobrażającymi demony i esesmanów. Tomasz Wieczór jako jedyny miał włócznię – opierając cały ciężar ciała na drzewcu, naciskał na płyty w podłodze. Po zabezpieczeniu terenu wszyscy weszli do sali i rozpoczęli ostrożny marsz wzdłuż lewej ściany.

Na skraju światła rzucanego przez pochodnię zobaczyli stół, przy którym siedziało 10 postaci. Te wstały i zaczęły się zbliżać – nosili żołnierskie płaszcze i mundury. Śmiałkowie pozdrowili ich wzniesionymi prawicami, ale po chwili spostrzegli czerwone gwiazdy na hełmach. A pod nimi – spalone twarze. Umarlacy nakazali natychmiast iść precz z podziemi. Awanturnicy obrócili się na pięcie i posłusznie wrócili na powierzchnię. Drużynowy historyk, podobnie jak i poeta wiedzieli, z czym się zetknęli – były to upiory.

Ruszyli do twierdzy gnolli. Po drodze spotkali ich patrol w liczbie siedmiu. Gurczem podjudzał do skrytobójczego ataku, ale zanim się zdecydowali, potwory zniknęły w krzakach i nie udało się ich dogonić. Po dotarciu na miejsce zameldowali Oberführerowi, że w ruinach zamku Barłoga widzieli komunistów. Śmiałkowie po cichu liczyli, że napuszczą gnolle na upiory. Sami zaś postanowili zlikwidować gniazdo wielkich pająków. Po drodze spotkali osiem hobgoblinów, które namówili do współpracy w zamian za jedzenie. Przybyli do Pajęczego Lasu i przetrząsali go przez dzień cały – wreszcie dotarli do leża.

Rozpoczęła się długa i żmudna bitwa z hordą pajęczaków (było ich blisko 40, różnych rozmiarów). W pierwszej fazie Alfred uśpił część – odciągnęło to królową, która wzięła się do budzenia, ostrzeliwana przez siedzącego na drzewie Dalibora. Przyboczni (z wyjątkiem Martina Schwarza) i hobgobliny zaczęli się bezładnie wycofywać, ale Gordon wygłosił płomienną mowę i doprowadził do powrotu na pole bitwy. Ledwo co wycięto pierwszą falę potworów, a już trzeba było stawić czoła tym obudzonym przez królową, która wszakże padła od strzał. Wreszcie zasieczono wszystkie pająki. Na placu boju padły trzy hobgobliny.

W leżu odkryli po kilkanaście tysięcy srebrników i miedziaków, i trochę złota. Hobgobliny, które koniec końców walnie przyczyniły się do zwycięstwa, zażądały dla siebie miedzi, a gdy Gurczen zapytał, gdzie można będzie ich znaleźć, wskazały… Dolinę Czerwonej Mgły. Śmiałkowie w lot pojęli, że potwory chcą ich zagazować i okraść. Myrmidon dobył miecza i zaatakował – po chwili padły wszystkie z wyjątkiem jednego, który wymachiwał szablą i nie chciał dać się wziąć żywcem. Wreszcie Gordon przyłożył mu przez łeb bejzbolem.

Jeńcowi wsadzono nogi do ogniska, a Ślimak usiadł mu na twarzy. W ten sposób prędko wydusili, że hobgoblinów jest około dwustu, rozłożyły się obozem koło zrujnowanej wieży na południowym wschodzie. Ślimak zaczął dusić potwora, żeby wydobyć dodatkowe informacje, ale przesadził i przesłuchiwany zszedł.

Wzięli całe złoto, załadowali na muła i do worów tyle srebra, ile dali radę udźwignąć. Już mieli się zbierać, kiedy zauważyli wiszące między drzewami kokony. Było ich siedem. Odcięli je ostrożnie i rozerwali – odkryli zasuszone ludzkie zwłoki, prawdopodobnie jakichś awanturników. Jeden z trupów miał piękne rękawice – Dalibor zerwał je i włożył. Uczuł przypływ ogromnej siły. Popróbował – okazało się, że nagle jest tak silny, że może bez trudu unosić głazy i pnie. Odkrycie potężnego artefaktu podsunęło śmiałkom pewien pomysł.

Pospieszyli do ruin grodu, gdzie Dalibor zostawił swoje czółno. Następnie podeszli pod Dolinę Czerwonej Mgły. Od gnolli mieli wypożyczone dwie maski przeciwgazowe. Założyli je Tomasz Wieczór i Dalibor, po czym zsunęli się na dno depresji i pomaszerowali do gejzeru. Dalibor zwodował czółno i podpłynął do metalowej rury. Chwycił ją i zgniótł, zawiązując coś na kształt supła. Potem powrócili do drużyny. Tamci w międzyczasie polowali, udało się uśpić i ustrzelić dwa żubry, i pobić tura, więc racji żywnościowych nie brakło, nawet po tym, jak w części mięsa zalęgły się larwy i trzeba było je wyrzucić. Powrócili do twierdzy.

OKIEM SĘDZIEGO


Dużą część sesji zajęła walka z pająkami. Kombatantów było ponad 50. Prawdziwa mordęga – nawet OD&D potrafi czasem zamulać, choć poszło i tak stosunkowo szybko dzięki rozszerzeniu mobów, które obejmuje multiatak wysokopoziomowych F-M. Nie wyobrażam sobie rozegrania tego starcia na GURPS, BRP itp. Na przyszłość wszakże wykorzystam Chainmail.

Gordon awansował i przerzucił HP. Wreszcie będziemy mieć antykleryka z odwróconymi mocami.

Sojusz z hobgoblinami zaczął się tak szybko, jak się skończył. W sumie niezły zwrot akcji, który wyszedł z przypadku: otóż miejsce ustawki wylosowałem (d8xd10). Traf chciał, że padło na mgłę. Gracze uznali, że to podpucha i zdecydowali się zaatakować.

Temat ogłuszania był tu już kilkakrotnie poruszany. Przyjąłem bardzo prostą zasadę – gracz deklaruje wolę ogłuszenia przeciwnika, którego trzeba sprowadzić do 0 HP.

Gracze nie przeliczyli się co do nazi-gnolli. Początkowo reakcja na news o Sowietach była przeciętna, ale gdy z tabeli "innych przygód" wypadł atak na gród, uznałem na szybko, że jednak rusza tam oddział. Rozegrałem to już po sesji. Szybko poszło, skutki tej wyprawy następnym razem.

4 komentarze:

Michał Zemełka pisze...

Potrzebował rękawic siły, żeby zawiązać rurę na supeł?! :) Czytając o tym, w którymś z poprzednich raportów zastanawiałem się, czemu jej po prostu nie zatkać?

Robert pisze...

Rura ma jakieś półtora metra średnicy i ciągle wydobywa się z niej gaz pod dużym ciśnieniem. Któryś próbował wrzucać kamienie do środka, ale nic to nie dało. Teraz też były różne pomysły - sporo czasu na sesji zeszło na spory, jak "wyłączyć" rurę, m.in. drużynowi garncarze chcieli ulepić pokrywkę xD

Przemoslav pisze...

Sroga rura ;). Rękawiczki ogrzej siły dają niezłą przewagę w lochach - można wyrwać "zacięte" drzwi i wparować szturmem na zaskoczone potwory :D.

Illithid pisze...

Rzeczywiście bardzo sroga ta rura.