25 marca 2018

[OD&D] Karmazynowa toń, odc. 15

Jeden z ostatnich raportów – kampania zbliża się do końca. Do boju! PS polecam bloga Fantastyczna Kuwetka, gdzie będą pojawiać się raporty z sesji sandboxowych w klimacie stepowym.


Myrmidon Gurczen – drwal; bystry i zręczny (F-M 6, HP 22, AC 0)
Fechmistrz Ślimak – odrażający, śliniący się idiota i przygłup, z zawodu garncarz i poeta z bębenkiem (F-M 3, HP 13, AC 1)
Fechmistrz Tomasz Wieczór – bardzo wytrzymały, niezręczny i brzydki historyk oraz witrażysta (F-M 3, HP 11, AC 1)
Adept Wolfgang Paszczak – silny, rozważny i charyzmatyczny farbiarz oraz botanik (C 2, HP 12, AC 2)

NPC
Bohater Martin Schwarz (F-M 4, HP 12, AC 2)

Po upadku wilkołaków SS z Marsa i zajęciu twierdzy przez paladynówz Syriusza Gurczen, Ślimak i Martin Schwarz przez wiele dni polowali w lasach, ale w obliczu kończącej się amunicji postanowili się ujawnić. Nawróceni już na Ład Wieczór i Paszczak spotkali się z towarzyszami na polance nieopodal twierdzy. Ślimak zadeklarował chęć przystąpienia do Ładu, natomiast Schwarz dobył miecza i rzucił się na drużynę – szybko został jednak powalony i ogłuszony.

Następnie wszyscy stawili się przed obliczem ojca Radeusza – Ślimak na kolanach, w pokutnym worze i swastyką wymalowaną na czole. Ocucony Schwarz prędko zmienił zdanie, gdy zagrożono mu stosem. Natomiast neutralny Gurczen twardo odrzucił propozycję zmiany sojuszu, choć Radeusz kusił go zwrotem buławy marszałka Piłsudskiego.

Odprawiono uroczystą Mszę Świętą. Gdy Ślimak całował stópki Jezuska, nagle zerwał się wiatr (jak dotąd nieobecny w tej krainie), a śmiałek wpadł w amok, zaczął lewitować i z pianą na ustach bełkotać w obcych językach. Gurczen jako jedyny zrozumiał w języku elfów:

– To, co było, znowu będzie.

Paladyni ściągnęli opętanego na ziemię, a Radeusz wypowiedział potężny egzorcyzm. Ślimak uspokoił się, a po przebudzeniu niczego nie pamiętał. Myrmidon przypomniał sobie, gdzie i kiedy czytał wypowiedziane przez Ślimaka słowa. Było to dawno temu i daleko stąd, w baronii Midgardu. Zachował to jednak dla siebie.

Drużyna wymaszerowała w stronę Czarnego Zamku i dotarła tam bez przygód. Po zejściu do jaskini Wieczór (wyposażony w rękawice siły ogra) podniósł posąg Barłoga i wyniósł z podziemi. Ślimak, mijając zwęglone szczątki upiorów Sowietów, pod hełmem z czerwoną gwiazdą dostrzegł jakiś okrągły przedmiot – był to ostatni z czterech kluczy do filarów!

Powrócili do twierdzy, gdzie ojciec Radeusz nakazał rozbić posąg (obraz przedstawiający Hitlera już wcześniej spalono na stosie) i wypłacił drużynie 10 tys. kredytów. Ślimak i Wieczór stali się prawdziwymi herosami, a patriarcha wyświęcił Paszczaka na plebana.

Wykupiono trochę magicznych przedmiotów i maski przeciwgazowe. Radeusz poruczył śmiałkom kolejną Misję – oto mieli ruszyć z pielgrzymką dookoła wyspy i umieścić w filarach klucze.

Powędrowali na południe. Po dotarciu do filaru Gurczen ostrożnie umieścił przypominający talerz obiekt w zagłębieniu, po czym przezornie odskoczył. W samą porę – od filaru poczęła bić złocista aura i pioruny. Następnie ruszyli na wschód. Tu zawitali do kamiennej głowy – usta, niegdyś rozdziawione, teraz były zamknięte. Nikt nie chciał bliżej badać dziwnego miejsca, dotarli do kolejnego filaru i uruchomili go. Postanowili obejść bagna. Tu czekała ich niemiła i bardzo niepokojąca niespodzianka – okazało się, że czerwona mgła rozeszła się po okolicy, zagarniając kolejne obszary.

Ślimak zauważył w konarach gargantuicznego baobabu jakąś zbroję. Powiadomił o tym kolegów. Skąd się tam wzięła i jak długo leżała – nikt nie mógł ocenić. Gurczen odczytał elfie runy, a Paszczak pomodlił się i potwierdził, że zbroja jest magiczna. Przywdział ją Tomasz Wieczór. Udali się na spoczynek i… obudzili się w zupełnie innym miejscu. Zostali przeteleportowani – traf chciał, że akurat pod filar w północno-wschodnim rogu wyspy. Uruchomili go, bez przygód dotarli do ostatniego z filarów, a następnie powrócili do twierdzy krzyżowców. Tu do grupy przystał nowy towarzysz, który pojawił się nie wiadomo skąd:

Heros Alojzy Szukielgruber (F-M 4, HP 14, AC 2)

Zapadła decyzja, aby zbadać źródło wydobywania się czerwonej mgły. Przywdziali maski przeciwgazowe i zapuścili się w opar. Prędko natrafili na rozległą rozpadlinę, jak na złość przecinającą kamienną drogę, skąd mógłby wystartować gwiazdolot. Odeszli na północ, gdzie zaskoczyło ich sześć harpii; wycięli potwory bez strat i udali się w stronę rury. Wieczór, korzystając z mocy rękawic, odkręcił ją na powrót.

Stąd powędrowali do Samotnej Góry, by zbadać tajną komnatę u stóp wzniesienia. Już wcześniej Radeusz – za stosowną opłatą – pomodlił się o wskazówki i ustalił, że przebywający tam strażnik nie jest golemem (jak przypuszczali śmiałkowie), a żywiołakiem ziemi.

Awanturnicy weszli do tunelu jak gdyby nigdy nic. Nagle rzuciły się na nich cztery zmory. Na całe szczęście idący w pierwszym szeregu mieli krzyże, które ocaliły ich przed trupim chłodem łapsk; starli się z umarlakami, gdy reszta miotała fiolki z wodą święcona. W ten sposób udało się wyeliminować wszystkich wrogów – co najważniejsze, bez strat.

Pleban Paszczak rzucił światło na tyczkę, a na samego siebie ochronę przed złem, po czym wkroczył do pomieszczenia. Istotnie, pośrodku stał sześciometrowy zwalisty potwór, ale zdawał się nie widzieć kleryka, który spokojnie obszedł i zbadał rozległą jaskinię. Pod przeciwległą wobec wejścia ścianą odkrył wielki słup, osadzony w czymś na kształt imadła. Domyślił się, że prawdopodobnie słup można poruszyć – być może jest to rodzaj dźwigni. Wrócił do kolegów, pożyczył od Wieczora rękawice siły i sprawdził. Słup drgnął i ruszył. Początkowo nic się nie stało, po chwili jednak rozległo się buczenie, gwizdy i szumy, a na ścianie po lewej pojawił się wielki niebieski wir, skrząc się przedziwnym światłem. Najpewniej magiczny portal do innego świata – i droga ucieczki z wyspy!

Śmiałkowie nie kwapili się wchodzić do portalu na oślep (pomijając, że tylko Paszczak mógł przejść bezkarnie obok żywiołaka). Powrócili do twierdzy i skonsultowali z ojcem Radeuszem. Ten (po zainkasowaniu stosownej opłaty, rzecz jasna) wyjawił, że teleportacja jest bardzo niebezpieczna i może zakończyć się śmiercią wędrowca między wymiarami – o ile nie wie, dokąd prowadzi portal. Gdzie szukać takich wskazówek i czy w ogóle one istnieją – kompletnie nie wiadomo.

Drużyna znalazła się w kropce. Przypomnieli sobie wszakże słowa zapisane na kamieniu na szczycie góry – należało położyć papiery na zegarze słonecznym, aby przybył Zbawiciel. Kupili od patriarchy Biblię, pożegnali się i ruszyli w góry.

Nigdy nie powrócili.

Brak komentarzy: