3 marca 2018

Raportowanie w starym stylu na przykładzie Fortu Dagda

Raportowanie w starym stylu może się dzisiaj wydawać passe. Nowoszkolni kronikarze rozgrywek rozpisują całe elaboraty z sesji (podobnie jak gracze, tony niepotrzebnych stron historii swoich postaci). Co bardziej zmyślni prowadzący zamieszczają masę uwag nt. tego, co w danej rozgrywce zadziałało, a co nie. Jak rozwiązali mechanicznie poszczególne fragmenty sesji, itd. Sam mało kiedy spisywałem tok akcji z sesji w dzisiejszej formie raportów. Było tak raz, w przypadku rozgrywek w AD&D Forgotten Realms (lata 1996 - 2002), z których część wrzuciłem swego czasu na Inspiracje (start tutaj). W raportach z Fortu Dagda (i np. Rythlondar) chodzi jednak o coś innego. P. S. Wejście do podziemi na obrazku jest podobne do silnie strzeżonego głównego wejścia pod Fort.

Po pierwsze: jest to zapis toku kampanii skondensowany na tyle, by REF mógł sobie przed sesją przypomnieć w minutę jej rozwój. Ważne są osiągnięcia, napotkane stwory, cele, jakie obrali sobie gracze i ogólny efekt. Działa to doskonale, gdyż nie trzeba przekopywać się przez ścianę tekstu przed każdą sesją, itd. Last but not least, jest to także konkretny miernik czasu w świecie gry.

Po drugie: zapis taki wymaga minimum analizy, która ujawnia wiele technicznych niuansów. W czym postacie są mocne, jak dobierały Najmitów, jak ew. zmienić tabelę spotkań losowych na bazie napotkanych mobów (jeśli REF zechce ją ujednolicić pod względem "ekologii" / tematu danej lokacji). Ilość Najmitów i ew. ich zgony pomagają regulować populację / dostępność tychże. Przejrzenie kilku/nastu wypraw daje pełniejszy obraz kampanii (której REF na początku raczej nie ma) i co można z nim zrobić, jak zmodyfikować w przyszłości.

Po trzecie: skrótowy opis w podobnym stopniu, co napisany w formie "opowiadania", jest niezłą kopalnią pomysłów. Np. napotkane na początku, nieopodal głównego wejścia koboldy (przez "czerwonych") nie żyły już w trakcie ekspedycji "niebieskich". Dlaczego tak się stało? W dodatku można zdecydować się na reset ukrytych skarbów albo dodanie kilka sekretów już zbadanej mapy (w celu umieszczenia jakiegoś skurwensena mordującego koboldy). Nie mówiąc już o dodaniu nowej połaci lochu w jakimś ważnym strategicznie miejscu.

Krótki przykład "fluffu" kryjącego się za pojedynczym, oldschoolowym "formatem" zapisu sesji. Dodam jeszcze, że "analiza" skrótowca nie ma sensu bez wglądu w mapę lochu. Mapa sama w sobie jest raportem z przebiegu gry i osiągnięć.
[DZIEŃ 3] EKSPEDYCJA V
a) Quest Księcia: Wypuścić pojmany szkielet gdzieś w głębi lochu
b) Grupa: Agent księcia (Gruby).
c) Napotkane: -
d) XP: 8
e) GOLD: 8

PC stwierdziła, że zapowie się na audiencję u samego Czarnego Księcia Garricka. Ze skrótowca wynika, że:

a) był dostępny "quest" [1/6 oraz w pełni losowy]: "Wypuścić wcześniej pojmany szkielet gdzieś w głębi lochu". Od razu zaczęła drążyć temat: kto to był za życia, dlaczego został pojmany (żywy czy już jako martwiak), dlaczego go nie zniszczyli, tylko umieścili w Kuriozach & Precjozach Pana Pawiana? Gadki z NPC nie dały zbyt wiele informacji, a było jej szkoda kasy na plotki i dalsze drążenie tego tematu. Dlaczego więc:

e) płaca za zadanie to żałosne 8 GP? Tak, jakby Księciu nie zależało zbytnio na wędrówce PC w głąb pokręconego Underworld i załatwieniu sprawy. Może chodziło o zniszczenie martwiaka bez świadków, poza obrębem Wewnętrznego Miasta (czyli w lochu)? PC stawała się coraz bardziej podejrzliwa, zwłaszcza, że:

b) Czarny Książę przydzielił jej swojego nadzorcę / kapusia, który miał potwierdzić, że szkielet został wypuszczony gdzieś w głębinach. Gruby, rzecz jasna, nie walczył, był biernym obserwatorem i nie miał żadnej profesji (ksywka i brak klasy zostały specjalnie tak spisane celem przypomnienia REF, że to był jakiś tchórzliwy luj-kapusta). 

DYGRESJA: PC doszła do wniosku, że martwiak musi być jakimś zarżniętym szlachcicem, albo niewygodną na dworze osobą. Być może ofiarą eksperymentów lub tortur. Tyle, że został pochwycony i umieszczony w ZOO, więc może ktoś natknął się na żyjącą osobę w lochu, zaciukał ją, w jakiś sposób ożywił i sprzedał Pawianowi? Dwór pokapował się co do tożsamości trupa i teraz zamiata wszystko pod dywan. Itd. PC stanęła przed nie lada dylematem - jak przetransportować agresywnego ożywieńca do lochu przez Wewnętrzne Miasto. Na sesji była tu niezła jazda i fun. W końcu Pawian zamotał go w wór do samej ziemi, a PC-treserka (granie backgroundem postaci) omotała go łańcuchem tak, by mógł potulnie chodzić, ale nie wariować.

c) Tu zawarto informację, że wypad obył się bez spotkań. Implikuje to fart albo niezbyt dalekie zapuszczenie się w loch. Po sprawdzeniu mapy, gdzie szkielet został wypuszczony [sekret kilkaset metrów na północ], od razu widać, że nie był to żaden fart, tylko szybka akcja w pobliżu wejścia. Na mapie widnieje napis "uwięziony szkielet". A miał być puszczony luzem... Tak więc zadanie nie do końca wykonane, ale:

d) PC otrzymała XP za zarobione na queście pieniądze. Czyli: Garrick uznał (co Gruby potwierdził), że szkielet został "wypuszczony" w dalekich lochach. Dlaczego Gruby nie doniósł, że zamknęli trupa wewnątrz słupa za sekretem? Bo jak napisałem w (b), to wystraszony kutafon, któremu zależało na szybkim wykonaniu zadania. Tyle wynika z tamtego wersu. Nawet jeśli PC rozwaliłaby szkielet zaraz za Bramą Orła lub za wejściem głównym, pewnie też by tak zrobił [oczywiście po zmodyfikowanych in minus rzutach na ML].

SUMA: Każdy taka skondensowana kronika wyprawy w sekundę przypomina REF, co się działo w danej ekspedycji, jaka jest data w świecie gry, jakie są słabe i mocne strony poszczególnych postaci, etc. Czytający opis gracz równie szybko przypomina sobie detale, a raport nie zdradza niczego w przód, nie robi spojlerów (bo ich zwyczajnie nie ma) i niczego nie wyjaśnia "spoza sceny". Dla czytającego z zewnątrz, z kolei, może to być wgląd w formę oldschoolowego zapisu, materiał do "analitycznego" spojrzenia na konkretne ekspedycje i postacie oraz wykorzystanie / konfigurację Najmitów. Taki format daje też wgląd w samą specyfikę rozgrywki w OD&D: ile można odkryć lochów w x wypadach, jak duża jest śmiertelność na sesjach, ile można zarobić złota czy XP.

6 komentarzy:

Robert pisze...

1. Przecież w raportach z Rythlondar była też narracja (a nawet dialogi!), nie tylko same suche tabelki i cyferki. Zgadza się, że nie były to tak rozbudowane teksty jak chociażby moje. Warto jednak pamiętać, że tamta kampania była publikowana w niskobudżetowym fanzinie, co tłumaczyłoby lakoniczność. Gygax też opublikował przynajmniej jeden raport ("A Memorable Dungeon Expedition Undertaken by the Wizards Mordenkainen & Bigby", 1974), więc z tym podziałem na staroszkolne/nowoszkolne raportowanie bym się wstrzymał.

2. Takie skrótowe podsumowanie przygody jest na pewno wygodne dla sędziego i być może dla gracza (o ile pamięta, co się działo - moi często nie pamiętają), ale zupełnie nie dla postronnego obserwatora. Ten ostatni zyska tylko wspomniany "wgląd w specyfikę rozgrywki", ale reszty musi się po prostu domyślać...

3. ...wbrew pozorom szybciej przebić się przez ścianę tekstu niż wykoncypować przebieg przygody z kilku suchych informacji i studiowania planu lochu. Co więcej, raport jest dużo bardziej precyzyjny i rozwiewa wszelkie wątpliwości, które mogłyby narosnąć, np. dla mnie opis "gruby agent księcia" wcale nie jest jednoznaczne z "tchórzliwym lujem". Ksywka "Gruby" może oznaczać osobę potężnie zbudowaną, o wysokiej STR, i niekoniecznie strachliwą. Podobnie "agent" to termin wieloznaczny. A że brakowało profesji? Cóż, może autor "raportu" najzwyczajniej w świecie zapomniał jej dopisać, tak jak szkieletów xD

Jarl pisze...

1) Raport z 1975 roku skupiał się na przedstawieniu backgroundu i houserules kampanii. A przede wszystkim przedstawiał format, na którym się opieram - dawał suche tabele, kto ile wyexpił / zarobił i czy żyje. Dalej są tylko opisane pojedyńcze wyprawy: kto dowodził, co zabito. Jeden akapit poświęcono na newsy / plotki. W kolejnym roku (jak nie raz pisaliśmy i gadaliśmy) kampania rosła w liczbę drużyn, materiał z dodatków i robiła się typówka z AD&D. Prawdopodobnie liczba drużyn zmusiła ich do spisywania w formie ścian tekstu, kto i co zrobił. Suma: pierwotny sposób zapisu sesji, jak zauważyłeś, całkowicie zniknął ze skryptu. Gygax publikował to w zinie, dla czytelników - może dostał 1 centa / znak. Musiał to ubarwić (i pewnie pododawał masę bzdetów dla lepszego flow tekstu). Poza tym był grafomanem, jak wiadomo. Podam Ci lepszy przykład, niż EGG. Raporty VanGrassteka to też krótkie opowiadania, a dotyczą jeszcze wcześniejszego okresu. Ale powstaje pytanie (skoro RPG było wtedy tylko rodzajem bitewniaków), jak Arneson notował osiągnięcia swoich grup? Pisał opowieści (skoro i tak miał wyjebane na szczegóły i spisywanie - niewiele po nim zostało) czy notował tylko suche fakty? Jak Sędzia wargamerski notował punkty i inne bzdety? Wg mnie Rythlondar z 1975 roku jest pewną luminesencją tego, jak prowadzono zapis kampanii. Metodą wziętą z bitewniaków, jak najbardziej.

Jarl pisze...

2) Ale czego ma się domyślać? Dialogów między PC - NPC? Z czego zbudowany jest loch i jakiej hombrew użyto na to czy siamto? Jak zachowały się gigantyczne szczury i czym je zapierdolili w którejś rundzie? Kto został ugryziony za 1HP i wdała się infekcja? Kogo obchodzi, gdzie Józio Barbarzyńca ma w lewym bucie 6 noży i rzuca nimi po 3 / rundę? To jest fanfiction, a nie raport. Bezsensu. Bez zbędnych bzdetów postronny czytelnik ma wyłożone: w jakim przedziale czasu (np. 4 wyprawy w jeden dzień), jaka konfiguracja drużyny odkryła jaką połać lochu. Co spotkali, co znaleźli [w GP], ilu zginęło i jaki był przyrost XP. Konkretne przełożenie wkładu / inicjatywy graczy na wynik wyprawy. Postronny może więc wyciągnąć wnioski jak działa kampania by-the-book albo zauważyć zależności powyższych zmiennych. Np. z samych skrótowców wynika, czy była nawała potworów na małym terenie czy pustki na dużym. Oddaje to fart ekipy albo zamierzony efekt Sędziego. Widać też taktykę grupy (zwiała / eksplorowała) i zmienną zależność między bójkami, kasą, XP i odkrytą mapą (w sensie: żadnych większych prawideł).

3) Mi nie. może to kwestia wieku. Po prostu szkoda czasu - nawet jak po 20 latach wracam do tamtych raportów z Forgotten Realms, to połowy po przeczytaniu i tak nie pamiętam, więc who cares. Stwierdzam, że taka pisanina mija się z celem - chyba, że dla sentymentu poczytania tego sobie po latach. W całości czytałem w zasadzie tylko Twoje raporty. U innych rzucałem okiem wyłącznie na "Okiem Sędziego". Bo to w 99% zwykłe fanfiki, z których wartośiowe będzie kilka uwag Sędziego. Bo mam "wyjebane jajca" na to, co kto przeżył na sesjach i jak głęboko przeżył khatarsis. Konkretne statsy, jaki projekt lochu / Dziczy, ilu padło, z czym się nakurwiali, co i jak zagrało ideowo / mechanicznie - mięso, nie bibeloty. Wg mnie raport to nie "rozwiewanie" czegokolwiek - zwłaszcza taki wargamerski/retro. Rozwiewanie i fluff są na sesji. Jak coś "narośnie", to to się sprawdza "organoleptycznie", a nie rozpisuje o tym elaboraty. To coś jak pisać o ruchaniu, a ruchać. Przecież na następnej sesji to może nie mieć najmniejszego znaczenia, nie? Plotka okaże się fałszywa i warto o tym napisać akapit, że jest fałszywa i wszyscy płakali, jak się okazało, że była fałszywa, bo myśleli, że jest prawdziwa, a tak nie było, bo było inaczej? Mówię o staroszkolnym graniu. Wg mnie wystarczającą metodą jest zanotowanie szkicowo końcowego outputu sesji, żeby nie pogubić się w gąszczu "kto/co/kiedy". Suma summarum: Skupiam się więc na początkowej formie z 1975 roku. Nie prowadzę, jak oni, "turniejowo" dziesiątkom graczy. Nie produkuję co sesję zasad domowych (i nie biorę z suplementów) i taki zapis w 100% mi wystarczy.

Cóż, może autor "raportu" najzwyczajniej w świecie zapomniał jej dopisać, tak jak szkieletów xD

Właśnie miałem problem z przebiciem się przez ową ścianę tekstu autora tamtego "raportu". Dobry przykład. xD

Key-Ghawr pisze...

Zawsze przecież połączyć oba style i wydzielić część "techniczną" (kto, co, ile, itp.), a potem napisać fanfika (jeśli ktoś lubi).

Wbrew pozorom napisanie dobrej "ściany tekstu" jest rzeczą bardzo trudną. Strasznie łatwo zacząć przynudzać, gubić się w detalach, podawać nadmiar szczegółów, itp. (piszę ogólnie, a nie pod czyimkolwiek adresem).

Killy Kaiju pisze...

Od dawna zagladam na Inspiracje co jakis czas i cieszę się z kolejnych raportów Roberta (+ oko sędziego!). Tylko szkoda, że tytułów już nie nadaje kolejnym odcinkom. Pewnie w '75 też ich nie dodawali..

---

Czytam ten blog już parę lat. Nie udzielam się w komentarzach, bo sam nie prowadzę, ani nie gram (jasne, chciałbym bardzo, ale..). Inspiracje kompensują mi ten brak RPG live.

Kłaniam się nisko i dziękuję za masę ciekawych rzeczy których się tu dowiedziałem. Ten blog nie ma obecnie konkurencji w polskiej blogsferze RPG. Mam nadzieję, że zapału jeszcze na trochę starczy, bo brak Inspiracji to będzie dla mnie paskudny ból fantomowy.

Jarl pisze...

@Killy Kaiju
Super, że czytasz i się podoba. :) Pozdrowienia.