18 kwietnia 2018

[OD&D] Whitelion – Stalowy rumak

Przedstawiam ostatnią przygodę Rodryga Ogiera w Błękitnym Pawilonie. Sesję rozegraliśmy w połowie listopada, ale raport spisałem dopiero teraz, bazując na skrótowych notatkach poczynionych podczas gry. Sporo umknęło już z mej pamięci. W opisie zawarłem rzeczy najważniejsze, w każdym razie kolejność zdarzeń została zachowana. Przypomnijmy – odgrywany przeze mnie, Roberta, Rodryg to barbarzyńca z Równin Koni, który w poszukiwaniu swoich krewniaków wkroczył do tajemniczego sześcianu i przeżywa tam niesamowite przygody. Jak dotąd drugim graczem był Key-Ghawr, ale na tamtej sesji go nie było. W postać Argika wcielił się jeden z moich graczy (Wojtek), a sędziował Jarl. W międzyczasie uniwersum Whitelion przestało istnieć w dotychczasowym kształcie, a Jarl porzucił OD&D. Czy kiedykolwiek powrócimy do pawilonu? Kompletnie nie wiadomo [wiadomo, że tak, bo to tylko kwestia wolnego czasu - J.]. Załączam statystyki postaci i zbiór linków do poprzednich odcinków. Mapy, niestety, brak. Do boju!



W poprzednich odcinkach:

1. Złe słońca [przeczytaj]
2. Zgroza na wysypisku [przeczytaj]
3. Podróż do źródeł rzeki [przeczytaj]
4. Kuroliszki i astronauci [przeczytaj]
5. Zmutowane hobbity i blastery [przeczytaj]
6. Trolle, pegazy i dresiarze [przeczytaj]

Po zdziesiątkowaniu drużyny przez szkielety, Rodryk zabłąkał się w lesie. Bjorn (przypuszczalnie niedźwiedziołak), który miał go wyprowadzić do bezpiecznego miejsca, gdzieś zniknął. Na domiar złego lunął deszcz. W świetle błyskawicy dostrzegł jakąś postać. Ręka powędrowała do zatkniętego za pas blastera, ale zanim wypalił, przemówił do tamtego w języku neutralności. Nieznajomy odparł w tej samej mowie. Był to Argik, syn handlarzy futrami z Królestwa Lwa, który w niewyjaśnionych okolicznościach przeniósł się do tego miejsca. Widział w ciemnościach dzięki nadzwyczajnej czapce. Szybko zawarli sojusz i wyszukali suche miejsce w konarach wielkiego drzewa. Posilili się ustrzeloną z blastera sarną. Argik straszliwie śmierdział, co było prawdopodobnie efektem jakiejś klątwy.

Nazajutrz padało dalej, ale dzięki temu mogli przemieszczać się bez obawy o palące słońca. Wspinając się na drzewa, zorientowali się w terenie i podążyli z powrotem w stronę jaskini ze szkieletami. Nie odważyli się tam wejść, ruszyli do leczącego źródełka. Argik obmył się w wodzie i natychmiast przestał śmierdzieć. Wtem z lasu wyskoczyło kilku brodaczy w rogatych hełmach z toporami i runęli do ataku! Rodryk przegnał ich strzałem z blastera. Jeden z uciekających zgubił plecak. W środku był martwy płód.

Argik począł obmywać płód wodą z cudownego źródełka. Płód zaczął rosnąć i obłapiać śmiałka. Rodryk usłyszał w myślach rozkaz: ZABIJ GO. Dobył miecza i z morderczym wzrokiem ruszył na dopiero co poznanego kompana. Ten otrząsnął się, odrzucił płód i wmanewrował barbarzyńcę do źródełka tak, że się wywrócił. Woda obmyła jego twarz i zmysły wróciły. Pogrzebali płód i czym prędzej odeszli z tego miejsca. Po drodze widzieli grupkę awanturników (maga i dwóch wojowników), ale postanowili przeczekać na drzewie i uniknąć spotkania.

Chcieli przekroczyć rzekę, ale po drugiej stronie dostrzegli niebieskiego smoka. Wycofali się do lasu, gdy spomiędzy drzew wyszła jakaś kobieta. Przedstawiła się jako Jestem, która jestem. Prawdopodobnie była to złowroga Chichocząca Wiedźma, mieszkająca gdzieś w tych lasach. Nakazała śmiałkom zniszczyć Wodoluby (osadę kanibali) i zabić wszystkich pozostałych tam jeszcze mieszkańców wraz z kobietami i dziećmi. Jako nagrodę zaoferowała możliwość wydostania się z tego miejsca za pomocą niebieskiego smoka. Rodryk obiecał, że to rozważy i kobieta odeszła.

Ponieważ tratwę porzucono wiele dni drogi stąd, wędrowali wzdłuż rzeki, szukając przeprawy. Gdy wypoczywali na drzewie, zaskoczyła ich grupka niewielkich brodatych istot w płaszczach z kapturami, zbrojnych w łuki. Przemawiały w nieznanych językach, potem dopiero we wspólnym. Okazało się, że to elfy. Obiecały przeprowadzić śmiałków przez rzekę. Doszli do miejsca, gdzie wznosiła się wielka tama (Rodryk, który przepłynął tę rzekę, był pewny, że wcześniej jej nie było). Elfy przeprowadziły ich na drugą stronę i odeszły.

Mordercze słońca przyświecały, musieli zatem wypoczywać w skleconym naprędce szałasie. W tym czasie rozpętała się dziwaczna bitwa pomiędzy kupkami liści i gałęzi, przypominającym chochoły. Być może walczące strony były niewidzialne dla śmiałków, którzy obserwowali starcie z zainteresowaniem. Gdy jednak gałązki zaczęły lecieć w ich stronę, przerazili się nie na żarty. Sytuację ocalił Argik, przygrywając na flecie. Chochoły zaczęły tańczyć, a potem wszystko ucichło.

W nocy śmiałkowie szybko zebrali się, maszerując na północny wschód w stronę Lua-Baru. Spotkali Bjorna, który zgodził się zaprowadzić ich do karczmy. Dotarli tam bez problemów. Bjorn, zapytany o dziwaczne istoty spotkane koło przeprawy, wyjaśnił, że były to gnomy. Karczmarz Bartek wyrzucił Bjorna z lokalu. Rodryk i Argik poznali natomiast innego gościa – wąsatego motocyklistę w białym podkoszulku, kibica Jagiellonii. Był agresywny, ale śmiałkowie udobruchali go wódką. Gdy już padł pod stół, wyszli na zewnątrz, by podziwiać jego stalowego rumaka zwanego Harleyem. Bartek zademonstrował, jak się na nim jeździ. Gdy Bartek na chwilę się oddalił, awanturnicy wskoczyli na motocykl i odjechali w siną dal.

Ruszyli na północ, w stronę ruin mostu strzeżonego ongiś przez trolla. Rodryk spostrzegł, że ktoś odbudował kamienną przeprawę. Przejechali na drugą stronę i ruszyli dalej. Jechali nocami, za dnia obozowali w szałasie. Podczas jednego z wypoczynków Argik dostrzegł wielowymiarowy hologram przedstawiający cyfrę 8. Rodyk zabraniał go dotykać, pomny co stało się z Caremusem, ale gdy zmożony snem zaległ na glebie, Argik nie wytrzymał. Dotknął cyfry i miał niesamowitą wizję, jak gdyby latał ponad drzewami. Tym tajemniczym sposobem dowiedział się, co znajduje się w okolicy.

O zmroku ruszyli dalej. W ostatniej chwili Rodryk wyhamował motocykl, widząc jakąś przeszkodę na drodze. Była to jakby drewniana ściana, przegradzająca trakt. Argik dotknął jej toporem. Przeszedł na drugą stronę, ale wyciągnięty nie miał już ostrza. Domyślając się, że to jakaś magiczna bariera niszcząca metal, taszczyli Harleya naokoło przez las. Ominąwszy przeszkodę jechali, zmieniając się, tak długo, aż nie skończyła się droga.

U jej końca wznosił się wielki głaz, w który wbity był wspaniały miecz. Jeden po drugim próbowali go wyciągnąć, ale udało się dopiero wtedy, gdy spróbowali we dwóch. Upadli na ziemię, a miecz rozwiał się... zamiast tego dostrzegli dziwny przedmiot. Przypominał smukły walec, z jednej jego strony wydobywał się snop magicznej energii. Argik chwycił za rękojeść i smagnął królika, spopielając go. Po wielu próbach udało się ustalić, jak wyłączyć ową energię i na powrót ją włączyć. Potężną broń zatrzymał sobie Argik.

Zamaskowali motocykl i ruszyli na wschód do Słonej Góry, dokąd dotarli już bez przygód. Rodryk poinformował sołtysa Bilba Komurskiego, że jego syn Petru Kłamczyński odleciał z tego świata na pokładzie statku kosmicznego. Wojownik usiłował przekonać hobbity do wyprawy przeciwko położonej na północy Lignicy, ale nikt go nie usłuchał. Bilbo zgodził się na wymianę – zwój zmieniający kamień w ciało za latarkę (Rodryk miał dwie). Udało się przywrócić do żywych ostatniego z barbarzyńców, spetryfikowanego ongiś przez kuroliszka...

STATYSTYKI

Argik (F-M 1)
STR 8 INT 10 WIS 13 DEX 11 CON 7 CHA 8
HP 6 AC 5 XP 100
Czapka widzenia w ciemnościach, Miecz Świetlny

Rodryk "Ogier" (F-M 2)
STR 13 INT 11 WIS 10 DEX 12 CON 3 CHA 15
HP 5 AC 7 XP 3890
Blaster, gwizdek astronauty

2 komentarze:

Robert pisze...

PS W zeszłą sobotę rozegraliśmy kolejną sesję. Pawilon istnieje i ma się dobrze. Raport niebawem!

Jarl pisze...

;)